Wrocław Extra

Koniec Festung Breslau. Początek polskiego Wrocławia

źródło: Muzeum Miejskie Wrocławia/fotopolska.eu

Mimo że, jak sugeruje w „Mikrokosmosie” Norman Davies, marszałek Koniew chciał zdobyć Wrocław tak, jak wcześniej Festung Krakau, czyli unikając dużych walk w mieście – co ocaliło Kraków od wielkich zniszczeń – kapitulująca 6 maja 1945 r. Festung Breslau wyglądała jak morze ruin.

Małgorzata Wieliczko | 05 maja 2020

Od kiedy tylko Armia Czerwona wkroczyła w styczniu 1945 r. na Śląsk, zaczęły się bowiem naloty na Wrocław, który w zasadzie przez wszystkie dotychczasowe lata trwającej wojny zbytnio nie odczuł. Gdy z czasem doszło też do sowieckiego ostrzału artyleryjskiego, bezpośrednich walk w mieście, a także do niemieckich działań obronnych, które polegały m.in. na irracjonalnym wysadzaniu w powietrze domów, zabytkowych budowli, kościołów czy instytucji publicznych – wiadome się stało, że zarówno oblężenie, jak i obrona Festung Breslau nie pozostawią we Wrocławiu przysłowiowego kamienia na kamieniu.

Ostrzał Wrocławia z katiuszy, czyli z wyrzutni BM-31-12 na samochodach Studebacker, źródło: fotopolska.eu 

Wrocław za wszelką cenę obronić albo... zniszczyć

Taki był plan Hitlera wobec miasta, do którego od 1944 r. napływało coraz więcej niemieckich uciekinierów, szukających schronienia zarówno przed kroczącą ze wschodu Armią Czerwoną, jak i przed trwającymi w zachodniej części Niemiec bombardowaniami aliantów.

Ul. Wielka w stronę Gwiaździstej i dalej Kruczej widziana od strony Powstańców Śląskich. W miejscu kamienicy na wprost (dawny konsulat) dziś jest rondo Havla. Po prawej Wielka 4-14. Dziś to południowa strona Sky Tower, źródło: fotopolska.eu

W chwili ogłoszenia Wrocławia twierdzą, znajdowało się w nim około miliona ludzi. To byli nie tylko niemieccy obywatele, ale i tysiące jeńców wojennych czy robotników przymusowych, deportowanych właściwie z całej Europy i osadzonych w Breslau m.in. w kilkudziesięciu tutejszych ówczesnych obozach pracy. 

Zamknąć Wrocław i chronić przed I Frontem Ukraińskim marszałka Iwana Koniewa miały fosy, blokady przeciw czołgom i inne umocnienia, wznoszone rękami tysięcy jeńców, ale i zmuszonych do takiej pracy breslauerów, nadzorowanych przez Wermacht. Na okoliczność długotrwałej obrony w zamkniętym mieście gromadzono żywność, zapasy paliwo, amunicję. Opróżniano archiwa z dokumentów, ukrywano dzieła sztuki, opróżniano bankowe skarbce.

Strach przybywał ze wschodu

Na Boże Narodzenie niemieckie władze jeszcze nie myślały, a w zasadzie nie mówiły głośno o ewakuacji ludności cywilnej z Festung Breslau. Udało się jednak oddalić tę chwilę tylko do połowy stycznia 1945 r., gdy Armia Czerwona stanęła właściwie tuż za miejskim progiem.

Ewakuacja ludności cywilnej, źródło: fotopolska.eu

Mieszkańcy w pośpiechu pakowali swój dobytek, znaczącą większość musieli jednak porzucić, zwłaszcza gdy okazało się, że mimo zarządzonej ewakuacji nie zabezpieczono prawie wcale odpowiednich środków transportu. Wyjście z miasta okazało się jednym wielkim koszmarem, exodusem ok. 700 tys. ludzi, którzy poganiani m.in. przez policjantów, na kilkunastostopniowym mrozie i przy padającym śniegu próbowali zachować przy życiu siebie i swoich najbliższych. Nie udało się to jednak ok. 90 tys. osób.

Ucieczka z płonącego domu gdzieś w Breslau, źródło: fotopolska.eu

We wrocławskiej twierdzy zostało jeszcze ok. 200 tys. ludzi, których czekało inne piekło – walące się budynki, wszechobecne pożary, egzekucje czy śmierć głodowa. Trwało to osiemdziesiąt dni, podczas których Festung Breslau, jako najdłużej broniące się miasto Rzeszy, próbowała beznadziejnie przeciwstawiać się ofensywie czterech sowieckich armii. 

Terror i nienawiść

Gdy pierścień okrążenia zamknął się wokół miasta, żołnierze niemieccy trwali w desperackiej obronie chyba bardziej, niż wierze w zwycięstwo na chwałę wielkich Niemiec, z obawy przed bezwzględnym przeciwnikiem, który w zasadzie nie brał jeńców ani nie troszczył się o jakieś „kapitulacyjne konwenanse”. Wojna, która szła ze wschodu była bowiem nieskończenie okrutna, dlatego hitlerowcy „chętnie” poddawali się aliantom, bo liczyli na ludzkie traktowanie. 

Radzieckie działo strzela ze skrzyżowania Sztabowej z Pocztową w stronę pl. Powstańców Śląskich, w tle wieża kościoła św. Augustyna, źródło: fotopolska.eu

Zresztą sami Niemcy fundowali sobie we własnej twierdzy makabrę, bo zatwardziali faszyści nie znosili sprzeciwu nawet własnych rodaków i nieraz korzystali z okazji, żeby pozbywać się swoich ludzi. Tak jak gauleiter Dolnego Śląska Karl Hanke, osobisty sekretarz Goebbelsa, który doprowadził do publicznego rozstrzelania wiceburmistrza Wrocławia Spielhagena, który nie był zwolennikiem fortecznej obrony, a na dodatek próbował załatwić sobie „przeprowadzkę” w bezpieczniejsze miejsce. Z biegiem czasu egzekucje na niemieckich cywilach, także urzędnikach, wykonywane przez Niemców, stały się w twierdzy nagminne.

Gauleiter Karl Hanke wizytuje budowę wrocławskiej barykady u zbiegu ulic Traugutta i Kościuszki, źródło: fotopolska.eu

Nazistowski terror i hitlerowski aparat sprawiedliwości wręcz rozgorzały w czasie oblężenia Wrocławia. Najmniejsze wykroczenie, a nawet podejrzenie mogło się zakończyć tragicznie. W oku cyklonu znaleźli się zwłaszcza jeńcy wojenni, torturowani przez gestapo i rozstrzeliwani np. podczas „próby ucieczki”.

Wyrazem buntu stał się czynny opór i powstanie we Wrocławiu w marcu 1945 r. tajnej grupy antyfaszystowskiej, wydającej podziemną gazetkę, w której piętnowano  burzenie i palenie miasta przez niemieckie wojsko i szydzono z generała Niehoffa, ostatniego komendanta oblężonego miasta, nazywając go „Neronem szalejącym w Breslau”.

Przygotowania do wysadzenia mostu Zwierzynieckiego, źródło: fotopolska.eu

O nienawiści, którą odczuwali do hitlerowców zwykli mieszkańcy, pisał w swojej „Kronice dni oblężenia. Wrocław 22 I-6 V 1945” ksiądz Paul Peikert, m.in. proboszcz parafii św. Maurycego. Książka jest unikatowym dziennikiem codziennych wydarzeń w oblężonym mieście, opisem osobistych przeżyć autora.

Znikające miasto

W marcu natarcie sowieckiej armii zaczęło przybierać na wielkiej sile. Wrocław był ostrzeliwany przez artylerię, centrum miasta bombardowane, a robotnicy pracujący przy tworzonym przez Niemców pasie startowym na Kaiserstrasse (dzisiejszy pl. Grunwaldzki) mocno ostrzeliwani. 

Wejście do piwnicy Świdnickiej, w oblężonym Wrocławiu mieścił się tam punkt Czerwonego Krzyża, źródło: fotopolska.eu

Nowe lotnisko było potrzebne Niemcom do transportowania broni, amunicji i wywożenia rannych, bo to na Strachowicach znalazło się w sowieckich rękach zaraz na początku walk o Wrocław, a drugie – na Gądowie leżało niespełna kilometr od linii frontu i ciągle było ostrzeliwane, a samoloty transportowe atakowane przez radzieckie myśliwce. 

Płonące kino Capitol, źródło: fotopolska.eu

Wybudowanie długiego na 1,3 km i szerokiego na 300 m pasa startowego na Kaiserstrasse wymagało wyburzenia budynków dzielnicy uniwersyteckiej, a także obiektów sakralnych. Tak zniknęły z powierzchni ziemi m.in. Archiwum Państwowe, gmachy klinik uniwersyteckich, Instytutu Rolniczego, Politechniki, ewangelicki kościół pw. Marcina Lutra, klasztory św. Piotra Kanizjusza i Dobrego Pasterza wraz z przylegającym kościołem.

Zrujnowane wnętrze kościoła św. Wojciecha, źródło: fotopolska.eu

Do wyburzania tych obiektów i usuwania oraz sortowania gruzu zagoniono ok. 60 tys. ludzi – nie tylko jeńców i robotników przymusowych różnych narodowości, ale nawet kobiety i dzieci. Gigantycznemu zniszczeniu kamienic i gmachów towarzyszyła śmierć nawet 15 tys. osób pracujących przy rozbiórkach, bombardowanych i ostrzeliwanych z radzieckich samolotów. Tyle ruin i ofiar po to, żeby lotniska nie można już było wykorzystać...

Dni upadku wielkiej Rzeszy

20 kwietnia Führer miał urodziny i mimo że gauleiter Hanke, chcąc podtrzymać nadzieję i morale obrońców twierdzy, zapewniał, że obiecana pomoc z Berlina niebawem nadejdzie – nic takiego się nie wydarzyło. 1 maja 1945 r. rozniosła się zaś wieść o śmierci Hitlera.

Niemieccy żołnierze wzięci do niewoli, źródło: fotopolska.eu

Berlin poddał się Rosjanom 2 maja. Brytyjskie wojsko przejęło Hamburg 3 maja. 4 maja – amerykańskie wojska z Bawarii „zeszły się” z Amerykanami walczącymi we Włoszech na przełęczy Brenner. Wszystkie europejskie stolice, może jeszcze przez „chwilę” z wyjątkiem Pragi, znalazły się w rękach koalicji antyhitlerowskiej. Festung Breslau została więc na tej mapie hitlerowskiego upadku samotną wyspą.

Czerwonoarmiści przy wraku zestrzelonego samolotu Ju 52 przed ówczesnym Królewskim Urzędem Górniczym, źródło: fotopolska.eu

Generał Niehoff – ostatni komendant oblężonego Wrocławia – miał tylko jedną możliwość: doprowadzić do zawieszenia broni i kapitulacji. Nie wszyscy wojskowi tego chcieli. Szczególnie wściekły był krwiożerczy Hanke, który krzyczał o zdradzie i karach dla defetystów. Jednak sugestię o honorowym samobójstwie ostatni Reichsführer SS puścił mimo uszu. Wybrał zaś ucieczkę awionetką z miasta.  

6 maja – ostatni nabój został wystrzelony

Przed poddaniem twierdzy generał Niehoff wydał odezwę do niemieckich wojsk (cyt. za N. Davies „Mikrokosmos”): Hitler nie żyje, Berlin upadł, a sojusznicy ze wschodu i z zachodu podali sobie ręce w sercu Niemiec. Tym samym nie istnieją już przesłanki do kontynuowania walki o Breslau. Każda kolejna ofiara byłaby zbrodnią. Postanowiłem więc zakończyć bitwę i zaproponować nieprzyjacielowi przyjęcie kapitulacji miasta i garnizonu w zamian za honorowe traktowanie. Ostatni nabój został już wystrzelony – wypełniliśmy swój obowiązek zgodnie z nakazem prawa.

Niemieccy parlamentariusze udają się na rozmowy w sprawie kapitulacji do jednego z budynków przy ul. Drukarskiej. Tablica po lewej wyznacza linię frontu, źródło: fotopolska.eu

6 maja o 7.00 rano artyleria Twierdzy Breslau zamilkła. Sześć godzin później wszystkie niemieckie jednostki dostały rozkaz zawieszenia broni. Wieczorem zaś w willi Colonia przy obecnej ul. Rapackiego 14, dowódca twierdzy gen. Niehoff przyjął warunki kapitulacji od dowódcy radzieckiej 6. Armii gen. Głuzdowskiego.

„»Honorowe traktowanie«, które Głuzdowski obiecał Niehoffowi, obejmowało gwarancję osobistego bezpieczeństwa, opiekę medyczną, zachowanie własności osobistej przez żołnierzy garnizonu i cywilów oraz natychmiastową repatriację jeńców po zakończeniu wojny. Żadna z tych obietnic nie została dotrzymana” – pisze Norman Davies.

6 maja 1945, garnizon Festung Breslau wychodzi z miasta. Po prawej kamieniczki Jaś i Małgosia. Ostatni jeńcy wrócili do domów w 1959 r., źródło: fotopolska.eu/Muzeum Miejskie Wrocławia

Następnego dnia do wieczora wojska sowieckie wzięły we Wrocławiu do niewoli ponad 40 tys. niemieckich żołnierzy i oficerów.

Bilans dramatu miasta

Z 80-dniowego Wrocław wyszedł doszczętnie poraniony. Jego dobra kulturowe i materialne w ogromnej większości ostały się gruzowiskiem albo zostały znacznie uszkodzone – jak niemal wszystkie kościoły. Spośród 104 budynków uniwersyteckich zniszczeniu uległo 70.

Reprezentacyjne obiekty miasta, które podczas oblężenia służyły celom wojskowym, jak pałac Hatzfeldów (kwatera Hankego), Biblioteka Uniwersytecka (dowództwo twierdzy) czy Nowy Targ (stała tam bateria przeciwlotniczą), zamieniły się w kupy gruzu. Lekko licząc, miasto straciło 20 tys. domów, wokół sterczały wypalone szkielety budynków i obiektów handlowych. 

W tych gruzach, pod kulami, w wyniku egzekucji lub popełnionego samobójstwa (psychologiczne skutki oblężenia bywały katastrofalne, np. w lutym w ciągu trzech dni na cmentarzu Grabiszyńskim pochowano aż 150 samobójców) mogło zginąć nawet 80 tys. cywilów. Breslauerzy, w tym resztka uchodźców, jeńców i inwalidów, którzy ocaleli, mieli się już niebawem zderzyć z niepewną przyszłością. Tak jak część niemieckich mieszkańców, która wróciła do Wrocławia, nie wiedząc jeszcze, że zapadły decyzje, które oddały miasto Polsce.

Wyjazdy, przyjazdy

Podczas przeprowadzonego w sierpniu roku 1945 spisu ludności okazało się, że we Wrocławiu jest blisko 190 tys. Niemców i 16,5 tys. Polaków. Po ww. roku na Dolnym Śląsku, zwłaszcza we Wrocławiu i Wałbrzychu, pozostawało ok. 110 tys. osób narodowości niemieckiej, w tym wielu robotników.

W wyniku akcji wysiedleńczej (czerwiec–sierpień 1945), która nieraz przebiegała w brutalny sposób, wyjechało z Ziem Odzyskanych, w tym z Wrocławia, 400 tys. osób. Zimą wysiedlenia nie prowadzono, za to w kolejnym roku wysiedlono następne 140 tys. osób. Akcja zakończyła się w roku 1955 r.

Wysiedlani z Wrocławia na Dworcu Świebodzkim, źródło: fotopolska.eu

Pierwsi polscy mieszkańcy powojennego Wrocławia pochodzili głównie z centralnej i wschodniej Polski. Tych dwustu, którzy przyjechali do miasta, 9 a 31 maja 1945 r. czyli niemal tuż po kapitulacji Festung Breslau, nazywa się Pionierami Wrocławia. Wybrali zamieszkanie na Grabiszynku (Lwowska, Pereca), w pobliżu komisariatu MO. Ale opuszczone przez Niemców mieszkania cieszyły się też dużym, najpierw samowolnym, wzięciem na Nadodrzu, ponieważ było stosunkowo najmniej zniszczone.

Dworzec Świebodzki: przybywający do Wrocławia repatrianci, źródło: fotopolska.eu

Polska administracja przejęła te sprawy lokalowe dopiero w drugiej połowie 1945 r., gdy ruch napływowej ludności we Wrocławiu był już całkiem spory. Miasto wówczas do bezpiecznych nie należało – pojawiało się w nim sporo band i szabrowników w poszukiwaniu łatwych i cennych łupów. To zdaniem tych drugich miał być odwet na Niemcach za lata wojny. 

Słynny wrocławski szabeplac na pl. Nowy Targ, źródło: fotopolska.eu

Źródła:

  • Norman Davies, Roger Moorhouse, „Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego”, Wydawnictwo Znak, Wocław 2011
  • Richard Hargreaves, „Ostatnia twierdza Hitlera. Breslau 1945”, Dom Wydawniczy Rebis 2014
  • Eduard Mühle, „Historia Wrocławia”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2016

Galeria

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć