Wrocław Extra

Iryna Vikyrchak, asystentka Olgi Tokarczuk

Jak pomóc noblistce. Rozmowa z asystentką Olgi Tokarczuk – Iryną Vikyrchak

– Olga twierdzi, że mamy jakąś karmę, związek metafizyczny. Nie wiem, czy tak jest, ale wydaje mi się, że wspólnie poradzimy sobie z tym wszystkim, co nas czeka – mówi Iryna Vikyrchak, ukraińska animatorka kultury, poetka, która została właśnie asystentką (lub sekretarą, jak mówi noblistka) Olgi Tokarczuk. Nam opowiada, jak przygotować się do najważniejszego tygodnia literackiego w życiu i wyręczyć w wielu zadaniach pisarkę.

Magdalena Talik | 08 grudnia 2019

Magdalena Talik: Kiedy poznała Pani Olgę Tokarczuk?

Iryna Vikyrchak: Kilka dni temu Facebook przypomniał moje pierwsze zdjęcie z Olgą, które zostało zrobione 5 lat temu w Gdańsku. Przyjechałam tam z grupą młodych tłumaczy z Ukrainy. Jako menedżerka kultury wymyśliłam dla nich wycieczkę do różnych polskich instytucji zajmujących się literaturą, w Krakowie odwiedziliśmy m.in. mieszkanie Czesława Miłosza, byliśmy w kilku kameralnych księgarniach, rozmawialiśmy z ludźmi pracującymi w literackiej branży.

Następnie pojechaliśmy na Gdańskie Spotkania Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu” i większość uczestników wyprawy poszła na spotkanie z Olgą Tokarczuk, która na nas wszystkich zrobiła ogromne wrażenie.

Pierwsze wspólne zdjęcie Olgi Tokarczuk i jej obecnej asystentki Iryny Vikyrchak/fot. z archiwum Iryny Vikyrchak

Ale spotykałyśmy się jeszcze przy wielu innych okazjach – w Amsterdamie na festiwalu „Read My World” w 2016 roku ona została zaproszona jako pisarka, a ja jako kuratorka programu ukraińskiego.

Kiedyś w Warszawie mieszkałam przez kilka dni u mojej bliskiej przyjaciółki Justyny Czechowskiej, tłumaczki literatury szwedzkiej i norweskiej, podczas jej nieobecności. Któregoś dnia Olga i Grzegorz (Zegadło, mąż Olgi Tokarczuk – przyp. red.), wracając z Wilna, a potrzebując noclegu, też zatrzymali się w tym mieszkaniu. Pamiętam, jak cudownie było razem jeść w kuchni śniadanie, myć talerze i rozmawiać – nie jak pisarka i menedżerka – ale jak dwie kobiety, które bardzo się lubią.

W kuchni była ścianka, na której można było coś napisać i tak zrobiłyśmy, więc od 2017 roku są na niej dwa podpisy z podziękowaniem dla tego mieszkania i jego właścicielki – ode mnie i od Olgi Tokarczuk.

Podpisy Olgi Tokarczuk i Iryny Vikyrchak na ściance w mieszkaniu Justyny Czechowskiej/fot. z archiwum Iryny Vikyrchak 

W lipcu 2018 roku pojechałam do Nowej Rudy na festiwal „Góry Literatury”, który Olga wymyśliła i prowadzi – teraz zresztą dołączyłam do grupy programowej i będę go wspierać swoim doświadczeniem.

A ten moment, gdy Olga Tokarczuk poprosiła Panią, by została jej sekretarką, czy raczej sekretarą, jak mówi noblistka?

Dowiedziałam się o Noblu we Lwowie, byłam niesamowicie szczęśliwa. Natychmiast wielu moich znajomych, w tym ukraińskich pisarzy zaczęło pisać o swoich spotkaniach z Olgą – Petro Jacenko, ubiegłoroczny laureat Nagrody Miasta Lwów, napisał cały artykuł o tym, że kiedy otrzymał stypendium Gaude Mater Polonia to właśnie Olga była jego mentorką.

Wreszcie dostałam od Olgi esemesa. Najpierw nie mogłam uwierzyć, że dostała Nagrodę Nobla, a potem, że myśli o mnie, jako osobie, która mogłaby jej pomóc. Dwa dni później przyleciałam do Wrocławia nie wiedząc, gdzie będę spać, na tzw. wariata.

Prosto z lotniska pojechałam do Wrocławskiego Domu Literatury i zaczęliśmy pracować – Olga, jej mąż Grzegorz, Irek Grin – przygotowując się do tygodnia noblowskiego, bo okazało się, że odebranie tej nagrody wymaga wielu przygotowań logistycznych. Spore wymagania stawia się samej laureatce, o czym opowiadał mi zresztą Michał Rusinek, sekretarz pani Wisławy Szymborskiej.

Rozumiem, że komunikacja na linii sekretarzy noblistów działa dobrze.

Jasne, korespondujemy bardzo często na Messengerze i uświadomiłam sobie, że  doświadczenie Michała Rusinka sprzed 20 lat temu i moje są zupełnie inne. Zmieniły się czasy, szybkość wymiany informacji i narzędzia do komunikacji są zupełnie inne.

Niedawno Michał Rusinek zapytał, jak mi się żyje. Odpisałam, że przygotowuję mejla, a on odpowiedział: „Tak, rozumiem, też pisałem wtedy dużo listów”. Chciałam to sobie wyobrazić, więc dopytałam: „Ale ręcznie?” A on odparł, w typowy dla niego ironiczny sposób: „Nie, dłutem na glinianych tabliczkach.” Okazało się, że musiał pisać na komputerze, potem taki list wydrukować, podpisać, iść na pocztę i wysłać.

Michał Rusinek został wybrany przez noblistkę, kiedy przeciął kabel od jej nieustannie dzwoniącego telefonu.

Teraz nie można jednym cięciem wyłączyć smartfona. A szkoda!

Zwłaszcza że telefonów i mejli przed grudniowa ceremonią wręczenia Nagrody Nobla jest pewnie bardzo wiele.

Ostatnio wysłałam jednego dnia ok. 60 mejli i uporządkowałam korespondencję listowną, bo właśnie dostałam do posortowania torbę z listami, które przyszły na adres Olgi i Grzegorza. Były to gratulacje od zachwyconych czytelników i czytelniczek, ale też z poważnych instytucji.

Część zachowacie pewnie na pamiątkę.

Nie, zachowamy wszystko.

Bo też chwila jest wyjątkowa. Jak wyglądają przygotowania do odebrania najważniejszej nagrody w świecie literackim?

W tym roku będzie inaczej, ponieważ Olga dostała Nagrodę Nobla za 2018 rok, a obok niej obecny będzie także laureat za 2019 rok, Peter Handke. Pierwszym moim zaskoczeniem był fakt, że wydarzenia odbywają się cały tydzień i każdego dnia coś się dzieje – spotkanie ze szwedzką rodziną królewską, koncerty, bankiety, spotkania autorskie, podpisywanie książek, oprowadzanie po Muzeum Nobla.

Właśnie z tego muzeum dostałyśmy ciekawą prośbę, aby Olga przygotowała i przywiozła ze sobą jakąś pamiątkę, artefakt, który w nim zostanie i będzie nawiązywać do jej osobistej historii.

Przedmiot został już wybrany?

Jeszcze nie. Olga wpadła na pomysł, by było to coś żywego, co rośnie, jako nawiązanie do jej „Prawieku”, ale nie ma jeszcze ostatecznej decyzji, sama jestem ciekawa, bo rzecz będzie miała symboliczne znaczenie dla polskiej literatury.

Dla Pani zapowiada się pracowity tydzień. A główne zadanie – wyręczyć noblistkę?

Tak, choć najbardziej intensywny czas mamy teraz, z ogromną ilością korespondencji, plus wcześniejszymi obowiązkami Olgi, przygotowaniem całego tygodnia w Sztokholmie, a wszystko musi być zapięte na ostatni guzik do końca listopada. Pracuję więc według motta „Plan your Work! Then, Work your Plan!”, czyli jak będziemy mieli ten tydzień przygotowany krok po kroku, na miejscu nie będziemy musieli już myśleć i podejmować decyzji, co pochłania dużo energii.

W ten sam sposób przygotowuję zagraniczne podróże Olgi – wszystko jest opisane – co, gdzie, jaki adres, kontakt – krok po kroku, aby jej ułatwić zadanie. Najważniejsze to przygotować się jak najlepiej, nawet bardziej niż potrzeba, a potem można trochę odpuścić, wybrać odpowiednią opcję.

Pracuję bardzo dużo, ale widząc Olgę i Grzegorza, uświadamiam sobie, że wciąż mają dużo do zrobienia, do podjęcia decyzje, w których nikt ich nie wyręczy. A dodatkowo ta świadomość, że ich życie nie będzie już takie, jak dotychczas. Olga od dawna jest znaną pisarką, ale Nagroda Nobla zmieni wszystko.

Zwłaszcza w wymiarze międzynarodowym.

A teraz jest ten moment, gdy cały świat patrzy na noblistów i ma ogromne oczekiwania, chce od nich coś usłyszeć. Dlatego w przyszłym roku Olga będzie sporo podróżować za granicę, odwiedzi najważniejsze miejsca. Dostaliśmy też dużo próśb z Polski o spotkania autorskie, z małych miejscowości, różnych gmin.

To bardzo cenne, że jest tak kochana w Polsce. Zapraszające ją osoby świetnie zdają sobie sprawę z tego, że sam jej przyjazd może dużo zrobić dla miejscowej społeczności.

Ale Olga Tokarczuk pewnie pisze teraz noblowską mowę, na którą, jak dobrze wiemy, czeka cały świat.

To ogromny tekst – 50 tysięcy znaków, a moim głównym zadaniem jest wyręczenie jej w jak największej ilości spraw bieżących, tak by mogła pisać. Doszło do tego, że kiedy rano zaczynam pracować i widzę nowy mejl od Olgi, wpadam w panikę, bo to oznacza, że ona teraz nie pisze mowy. A przecież trzeba ten tekst jeszcze przetłumaczyć, nauczyć się go czytać po angielsku.

Ważna będzie też zapewne garderoba. Pamiętamy bardzo ładną sukienkę z wręczenia Nagrody Bookera. Ta będzie w podobnym stylu?

Nie mogę nic zdradzić, jedynie to, że dress code przewiduje suknię do ziemi, obowiązkową podczas wręczenia nagrody i bankietu w sali ratusza. Obok sukni trzeba zadbać o garderobę na cały tydzień, odpowiednią do okoliczności.

Zadaniem laureata jest poza tym wyznaczenie listy gości, 14 osób, które będą towarzyszyć noblistce przez cały tydzień. Olga, oprócz rodziny, zaprosiła m.in. wydawców, z którymi utrzymuje kontakty zawodowe i tłumacza jej książek na język szwedzki Jana Henrika Swahna z żoną.

Pamiętam, jak noblistka powiedziała wzruszona, że tłumacze jej książek chcą się zebrać w jednym miejscu i świętować Nobla.

Jest taki pomysł. Wiem, że jest przygotowywana jakaś niespodzianka. Olga niezwykle ceni swoich tłumaczy, z wieloma się przyjaźni, chciałaby wszystkich zabrać do Sztokholmu, ale nie może.

Na stole leży pocztówka z wizerunkiem ilustrowanym Olgi i kontaktem do Pani. To wizytówka?

Pilne rozwiązanie sprawy wizytówki dla mnie jako asystentki Olgi Tokarczuk, a przy okazji małe dzieło sztuki. Olga pisze też na tych kartach podziękowania, odpowiedzi na listy gratulacyjne, które dostała.

Wizytówka Iryny Vikyrchak, z kart korzysta także noblistka, tu podpisane przez nią podziękowania

To wyjątkowy czas w Pani życiu, praca marzeń, choć pewnie bez ustalonych godzin.

Są, 24 godziny na dobę (śmiech). W Krakowie na przyjęciu w Wydawnictwie Literackim, które publikuje książki Olgi, ktoś mnie zapytał, czy teraz jestem w pracy czy na imprezie. Nie mogłam jednoznacznie odpowiedzieć, bo i jedno, i drugie. Teraz mam taki tryb życia.

Pamiętam, że jeszcze we Lwowie byłam oszołomiona myślą, że będę pracowała z Olgą, bo ta nagroda jest tak ważna, szczególnie dla naszej części Europy. Obiecałam sobie wtedy, że zostanę najlepszą sekretarą noblistki w historii. Czuję wielką odpowiedzialność, dostałam ogromny i piękny kredyt zaufania i muszę wszystko zrobić jak najlepiej.

A jaka była reakcja na Pani wybór na Ukrainie, skąd Pani pochodzi?

Dostałam gratulacje, byłam dumna. Ale najszybciej zareagowali Ukraińcy mieszkający w Polsce, co mnie zaskoczyło. Potem jednak moja koleżanka z Kijowa, mieszkająca od lat w Polsce, której udzieliłam wywiadu dla „Naszego Słowa”, najważniejszej gazety ukraińskiej w Polsce, mówiła, że fakt, iż Olga zaprosiła mnie do współpracy jest inspiracją dla innych kobiet, które walczą o karierę, ułożenie sobie życia w Polsce.

Dodatkowo ubawiły mnie komentarze na temat ukraińskich korzeni Olgi. Kiedyś wspomniała o swojej babci z Ukrainy, ale nic więcej. Jestem świadoma, że wybrała mnie nie ze względu na sentyment, a przez to, że jestem menedżerką kultury z doświadczeniem w pracy międzynarodowej, kocham literaturę, znamy się, lubimy, miałam dobre rekomendacje od osób, który pisarka ufa.

Olga twierdzi, że mamy jakąś karmę, związek metafizyczny. Nie wiem, czy tak jest, ale wydaje mi się, że wspólnie poradzimy sobie z tym wszystkim, co nas czeka. 

 

rozmawiała Magdalena Talik

fotografował Janusz Krzeszowski