51 samorządów podpisało się pod projektem ustawy o powołaniu Metropolii Wrocławskiej. Czym właściwie ma być Metropolia Wrocławska?
Dzisiaj mówimy o obszarze tworzonym przez Wrocław oraz 50 innych samorządów - łącznie 42 gminy i osiem powiatów. Mieszka tu ponad 1,3 mln ludzi, a cały obszar odpowiada - według miejskich wyliczeń - za około 4,7 proc. polskiego PKB. Przygotowaliśmy wspólny projekt ustawy, ponieważ obecny model współpracy ma swoje ograniczenia.
Dzisiaj w jednej sprawie zawieramy porozumienie z kilkoma gminami, w innej z kolejnymi. Każde zadanie wymaga osobnych ustaleń dotyczących pieniędzy, organizacji i odpowiedzialności. Ustawa pozwoliłaby stworzyć jeden związek metropolitalny z własnym budżetem, zarządem i zgromadzeniem reprezentującym tworzące go samorządy. Wtedy transport, planowanie przestrzenne czy duże inwestycje można planować nie na rok czy dwa, ale w perspektywie wielu lat.
Skoro wspólne przedsięwzięcia już są realizowane, po co potrzebna jest specjalna ustawa?
Najlepiej widać to na przykładzie transportu. Już dzisiaj Wrocław i okoliczne gminy wspólnie organizują autobusy podmiejskie. W 2018 roku wykonywały one około 2,4 mln kilometrów rocznie, w 2026 roku będzie to około 8,5 mln. Wszystkie 30 linii jest już w systemie URBANCARD. Wspólnie finansujemy również około 50 par dodatkowych pociągów.
To pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, metropolia już istnieje w codziennym życiu mieszkańców. Ludzie mieszkają w jednej gminie, pracują w drugiej, dzieci wożą do szkoły w trzeciej, a z kultury, uczelni czy ochrony zdrowia korzystają we Wrocławiu.
Po drugie, obecny system oparty na wielu osobnych porozumieniach staje się coraz trudniejszy do zarządzania. Związek metropolitalny mógłby planować całą sieć: kolej aglomeracyjną, autobusy dowożące do stacji, węzły przesiadkowe, parkingi P+R i wspólny system taryfowy. Nie jako kilkadziesiąt osobnych przedsięwzięć, lecz jako jeden system transportowy.
Druga różnica dotyczy pieniędzy. Dochody podatników mieszkających na obszarze przyszłej Metropolii Wrocławskiej, wynoszą dziś około 119 miliardów złotych rocznie. To nie jest kwota zapłaconego podatku, lecz dochody do obliczenia tego mechanizmu. W przypadku związków metropolitalnych udział wynosi 0,49 proc. tej podstawy. Przy około 119 miliardach złotych daje to mniej więcej 584 miliony złotych rocznie. To oczywiście szacunek – ostateczna kwota zależy od rozwiązania, które przyjmie parlament.
Mamy już precedens. Od 2017 roku działa Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, a podobny mechanizm przyjęto także dla metropolii pomorskiej. Chcemy, żeby obszar wrocławski również miał trwałe źródło finansowania wspólnych zadań. Nie po to, żeby tworzyć kolejny urząd, ale żeby mieć pieniądze na przedsięwzięcia, które i tak musimy wspólnie realizować.
Transport publiczny jest więc najważniejszym zadaniem?
Jest najbardziej widocznym, bo mieszkańcy odczuwają go codziennie. Każdego dnia granice Wrocławia przekracza 250.000 samochodów. Jeżeli chcemy ograniczyć ten ruch, nie wystarczy apelować, żeby ludzie przesiedli się do komunikacji publicznej. Trzeba najpierw dać im realną alternatywę: częsty pociąg, autobus dowożący do stacji, wspólny bilet i możliwość sprawnej przesiadki.
Dlatego kolej aglomeracyjna jest tak ważna. Ale sama kolej nie wystarczy. Mieszkaniec gminy położonej kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia musi najpierw dotrzeć do stacji. Potrzebujemy więc całego systemu, a nie pojedynczych inwestycji.
Przy dodatkowym finansowaniu rzędu ponad pół miliarda złotych rocznie mówimy w perspektywie dziesięciu lat o miliardach. To skala, przy której można planować tabor, węzły przesiadkowe, parkingi, nowe połączenia i współfinansowanie kolei jako jeden wieloletni program.
Ale projekt nie dotyczy wyłącznie transportu.
Drugim kluczowym obszarem jest planowanie przestrzenne. Jeżeli przy granicy jednej gminy powstaje duże osiedle, jego mieszkańcy mogą codziennie jeździć przez dwie inne gminy do Wrocławia. Jeżeli powstaje duży zakład pracy albo centrum logistyczne, konsekwencje dla dróg i transportu dotyczą całego otoczenia. Dlatego potrzebujemy wspólnego spojrzenia na rozwój przestrzenny.
Chodzi o to, żeby wiedzieć, gdzie powstają mieszkania, gdzie miejsca pracy, gdzie potrzebna będzie szkoła, droga, kolej albo autobus. Dzisiaj każdy samorząd przygotowuje własne dokumenty, ale życie mieszkańców nie układa się według granic administracyjnych.
To prowadzi bezpośrednio do gospodarki. Nie każda gmina powinna próbować przyciągać dokładnie ten sam rodzaj inwestycji. Możemy wspólnie wskazywać miejsca dobrze skomunikowane, wyposażone w infrastrukturę i odpowiednie pod określone funkcje gospodarcze. Dzięki temu rozwój nie musi oznaczać koncentracji wszystkich miejsc pracy we Wrocławiu.
Jeżeli więcej dobrych miejsc pracy powstanie w Oleśnicy, Jelczu-Laskowicach, Kątach Wrocławskich, Trzebnicy czy innych częściach obszaru metropolitalnego, zmniejszymy presję na dojazdy do centrum i wzmocnimy lokalne społeczności. Transport, mieszkalnictwo, gospodarka i demografia są tu ze sobą bezpośrednio związane.
Jakie jeszcze zadania mogłaby wspólnie realizować Metropolia Wrocławska?
Lista jest szeroka, ale powinniśmy koncentrować się na sprawach, w których wspólne działanie rzeczywiście daje większy efekt niż działanie pojedynczej gminy. Projekt wskazuje m.in. ochronę środowiska, gospodarkę obiegu zamkniętego, błękitno-zieloną infrastrukturę i rozwój gospodarczy.
Dobrym przykładem jest jakość powietrza. Wrocław może wymieniać piece i prowadzić programy ograniczające niską emisję (to nasz program "Zmień piec!"), ale powietrze nie zatrzymuje się na granicy miasta. Podobnie jest z wodą, terenami zielonymi czy gospodarką odpadami. To problemy funkcjonalnego obszaru, a nie pojedynczego samorządu.
Możemy też wspólnie rozwijać sieć tras rowerowych i turystycznych, tak aby droga rowerowa nie kończyła się przy tablicy z nazwą gminy - tak zrobiliśmy niedawno własnym sumptem most na Widawie i dojazdowe drogi rowerowe od strony Obornik Śląskich i Wrocławia.
To przykład jednostkowy a metropolia dałaby szanse na kompleksowe takie działanie z każdej strony i między gminami. Podobna logika dotyczy dostępu do kultury, energii czy infrastruktury rekreacyjnej.
Najważniejsze jest jednak to, że Metropolia Wrocławska nie ma zastępować gmin i powiatów. Nie chcemy centralizować spraw, które dobrze załatwia się lokalnie. Związek powinien zajmować się tym, co z definicji przekracza granice jednej gminy.
Właśnie dlatego wspólny projekt przygotowało tak wiele różnych samorządów – dużych i małych, miejskich i wiejskich, kierowanych przez ludzi o różnych poglądach politycznych.
Łączy je nie ideologia, lecz bardzo praktyczne problemy mieszkańców: dojazd do pracy, dostęp do kolei, rozwój nowych terenów, miejsca pracy i jakość środowiska. I właśnie na tym powinna polegać metropolia.