Ambitna proza, kryminały, biografie, wrocławskie. Książki na prezent

Jaką książkę wybrać pod choinkę dla naszych bliskich, aby po przeczytaniu nie trafiła na strych albo do piwnicy, ale pozostała z nimi na dłużej. Polecamy klasykę, kryminały, powieści współczesne, biografie, książki historyczne. Zobaczcie, po które z tomów warto koniecznie sięgnąć. 


Dla fanów klasyki

Sylvain Tesson, „Lato z Homerem”, przełożyła Anna Michalska, Wydawnictwo Noir sur Blanc 2019

Ta książka była jednym z hitów tegorocznej Europejskiej Nocy Literatury we Wrocławiu. Nieprzypadkowo. Nie ma nic piękniejszego niż odkrywanie wielkiej literatury krok po kroku, czasem po latach, jak autor, francuski pisarz Sylvain Tesson. Po epopeje Homera („Iliadę” i „Odyseję”) sięga z powodu audycji, jakie ma przygotować. Wnikliwa lektura utworów starożytnego mistrza sprawia, że Tesson odradza się jako czytelnik i świadomy otaczającego go świata człowiek. Na nowo smakuje nie tylko homeryckie strofy, w utworach dostrzega zadziwiająco aktualne tematy, które dziś pojawiają się w czołówkach gazet. 

Piotr Wierzbicki, „Powrót do Mickiewicza”, Państwowy Instytut Wydawniczy 2020

Podobnie jak Sylvain Tesson, tak i Piotr Wierzbicki postanawia na nowo przeczytać klasykę i sięga do Mickiewicza. Do poezji i prozy życia poety, przybliża nam wieszcza, jakiego wielu nie znało, a poznać być może nawet by nie pragnęło. Rzecz w tym, że Piotr Wierzbicki wnikliwie studiując bohaterów swoich książek (wcześniej Chopina w w arcymistrzowskim „Migotliwym tonie”) w sobie tylko właściwy sposób nas do nich przywiązuje. To umiejętność opowiadania powściągliwego, a jednak naznaczonego wielkimi emocjami, wiele mówiącego. Po lekturze nie pozostaje nic innego, jak rzucić wszystko i na nowo z zachwytem czytać „Pana Tadeusza”, „Dziady”, korespondencję.  

Italo Calvino, „Po co czytać klasyków”, przełożyła Anna Wasilewska, Państwowy Instytut Wydawniczy 2020

To wspaniałe, kiedy wyśmienici pisarze objawiają się nam w tekstach jako zapaleni czytelnicy. Włoski prozaik, którego wielbiciele kochają m.in. za cudowne powiastki filozoficzne (m.in. „Baron drzewołaz”) przygląda się lekturom od starożytności do czasów współczesnych. Raz jeszcze zagłębia się w Homera, Defoe, Diderota, Balzaca, Dickensa, Flauberta, Tołstoja, Conrada, Hemingwaya czy Borgesa. Podejmuje nawet trud zdefiniowania (aż w 14 punktach) tego, czym jest klasyka. Nie ma potrzeby przywoływać wszystkich, ale punkt czwarty spodoba się molom książkowym: „Każda ponowiona lektura klasyka jest równie odkrywcza jak jego pierwsza lektura”. Wracajmy zatem do klasyki.  

Dla tych, którzy lubią się bać

Marek Krajewski, „Mock. Moloch”, Wydawnictwo Znak 2020

Tytuł jest odniesieniem do filmowego arcydzieła Fritza Langa z 1927 roku, czyli „Metropolis”, w którym miasto napędzane mięśniami rzeszy robotników stopniowo pożera swoich mieszkańców. Ale, jak przyznaje Marek Krajewski, jest niezwykle interesującą, kuszącą scenerią dla autora czarnych kryminałów. W jedenastej części cyklu o Eberhardzie Mocku, policjancie kryminalnym z Breslau, nasz bohater w szpitalu psychiatrycznym (przy znajomo brzmiącej Kletschkau Strasse) spotyka dawną kochankę. Niemal oszalała, kiedy w tajemniczych okolicznościach porwano dwoje jej dzieci, a teraz podejrzewa swojego męża o udział w spisku. Wtedy wkracza Mock, a sprawa będzie wyjątkowo problematyczna. Pojawią się tajemne stowarzyszenia okultystyczne i budowniczowie nowego Breslauerskiego ładu.      

Belinda Bauer, „Ostrze”, przełożyła Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo W.A.B. 2020

Kryminał brytyjskiej pisarki przetłumaczyła wrocławianka Dobromiła Jankowska, co już na dzień dobry gwarantuje wysoką jakość prozy. Rzecz zaczyna się od przedziwnej sceny. Oto ciężarna matka zostawiła troje swoich dzieci w samochodzie zakazując im opuszczać auto, a sama ruszyła na poszukiwanie telefonu, by zadzwonić po pomoc drogową. Opiekunem jest jedenastoletni Jacka, który zaniepokojony długą nieobecnością matki rusza z rodzeństwem poboczem ruchliwej drogi. Matki jednak nigdzie nie ma. Po kilku latach nastoletni Jack trafia przypadkowo na przedmiot, który może zaprowadzić go do sprawcy śmierci jego matki. Książka Belindy Bauer zebrała niezłe recenzje, a czytelnikom spodobały się przede wszystkim świetnie nakreślone dziecięce postaci, które z determinacją walczą o sprawiedliwość i wyjaśnienie najważniejszej dla nich sprawy.   

Dla rozkochanych w ambitnej prozie (już klasyce)

Sándor Márai, „Stara miłość”, przełożyła Irena Makarewicz, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik 2020

W przypadku węgierskiego pisarza wystarczy tylko nazwisko i ono powie nam już wszystko, ponieważ przez polskich czytelników proza Máraia jest ceniona od lat, a każdy nowy przekład jest wyczekiwany jak premiera bestsellera. Tym razem wybitna tłumaczka Irena Makarewicz, wierna Máraiowi od lat, sięgnęła po jego opowiadania z lat 1916-1947 i dokonała wyboru 38 utworów, których Węgier pozostaje wielkim niedoścignionym wręcz mistrzem. Są tu i literackie wprawki doskonalącego warsztat pisarza, jak i utwory, z których wątki pożyczał potem do swoich powieści. Niespodzianką dla fanów będą dowcipne opowiadania (nie tak znowu częste) czy utwory, w których Márai zdradza tajniki swojego pisarskiego rzemiosła. Magia miniatur mistrza z Kassy polega nie tylko na wybitnym stylu, wykreowanej szczególnej atmosferze, ale doskonałej znajomości ludzkiej duszy („bezbłędnie odnajduje ten czuły punkt, za którego dotknięciem zmuszeni jesteśmy dokonać pewnego rozrachunku z samymi sobą”, pisze o Máraiu Irena Makarewicz).        

Lucia Berlin, „Wieczór w raju”, przełożyła Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo W.A.B. 2020

Kiedy pięć lat temu w Stanach Zjednoczonych (a trzy lata temu w Polsce) ukazał się zbiór opowiadań Berlin „Instrukcja dla pań sprzątających” krytycy oszaleli, wielu z nich ze zdumieniem odkrywało utwory, które autorka pisała w latach 60., 70. i 80, ich niezwykły rytm, język, kobiece bohaterki i opis rzeczywistości daleki od idealnego wyobrażenia Ameryki. Teraz otrzymujemy kolejną porcję opowiadań urodzonej na Alasce, wychowanej w Chile, a mieszkającej potem w Stanach pisarki, której mocno wyboista biografia jest wpleciona w część prozatorskich miniatur (Berlin, matka czwórki synów, borykała się przez lata z alkoholizmem). „Wieczór w raju” to zbiór 22 opowiadań, subtelnych, ale wyjątkowo celnych, niezwykle również sensualnych. Leitmotivem są ponownie sprawy kobiece – rozterki serca, codzienne problemy, egzystencjalne wybory. Lucia Berlin pisze porywająco, a wiemy o tym, bo tłumaczce Dobromile Jankowskiej, udało się rewelacyjnie oddać klimat jej prozy.      

W. G. Sebald, „Austerlitz” oraz „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka”, przełożyła Małgorzata Łukasiewicz 2020

W jednej z recenzji dla „Times Literary Supplement” amerykańska eseistka Susan Sontag pytała, czy osiągnięcie doskonałości literackiej jest wciąż możliwe i jak wyglądałoby dziś dzieło wielkiej klasy. Odpowiedzią, jak uważała, była powieść „Austerlitz” niemieckiego pisarza W.G. Sebalda, którego tragiczna śmierć w wypadku samochodowym przerwała jedno z najbardziej zadziwiających i spektakularnych objawień literackich u progu XXI wieku. Ossolineum wydało w tym roku dwie książki Sebalda – „Austerlitza” (o roli przeszłości i wspomnień) i „Pierścienie Saturna” (esej podróżny, w którym przeplatają się i historia obrazu Rembrandta, podupadających kurortów w Anglii, ale też intrygująco przedstawiona biografia Josepha Conrada), obydwie w znakomitym przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz. Rzecz obowiązkowa dla tych, którzy uważają się za wielbicieli współczesnej prozy.  

Dla rozkochanych w ambitnej prozie (na czasie)

Andrij Bondar, „Cerebro”, przełożyli Walery Butewicz i Maciej Piotrowski, Wydawnictwo Warstwy 2020

Nowość wrocławskiego wydawnictwa, które chętnie wydaje ukraińskich autorów, to świetny, lapidarny zbiór esejów Andrija Bondara, prozaika, poety, tłumacza (przełożył m.in. „Ferdydurke” Gombrowicza). Ten niewielki, stustronicowy tom to prawdziwe odkrycie dla tych, którzy kochają mini wykłady o maksi sprawach, bo Bondar opowiadając rozmaite historie ludzkie (żałobę po śmierci ukochanej babci, urlop w dziwnym pensjonacie, w którym wysiadło ogrzewanie) odsłania zaskakuję wybory, jakie podejmujemy w sytuacjach krytycznych. Każdy z esejów ma szczególną, lekko filozoficzną puentę. Zbiór „Cerebro” spodoba się tym, którzy szukają intelektualnego komentarza rzeczywistości, często irracjonalnej. Jak życie.         

Sigrid Nunez, „Pełnia miłości”, przełożyła Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Pauza 2020

Amerykańską pisarkę odkryliśmy w Polsce za sprawą „Przyjaciela”, genialnej opowieści, w której narratorka musiała się zaopiekować psem, a z biegiem czasu zaczęła odkrywać, że dzięki przygarniętemu zwierzęciu stała się innym człowiekiem. W „Pełni miłości” z kolei narratorka spotyka swoją dawną przyjaciółkę, obecnie leczącą się z choroby nowotworowej, świadomą niewielkiej ilości czasu, jaki jej pozostał. Ów czas obydwie spędzają na rozmowach, zwierzeniach, wspominaniu przeszłości, poznanych ludzi. Ale narrację przeplata też Nunez obrazami z filmów, literatury. Dygresje wplata dyskretnie w przebieg wydarzeń, bo jej książka to właściwie opowieść o odchodzeniu, ale i siłowaniu się z życiem, a może również o sztuce bycia obok tego, kto potrzebuje naszego wsparcia. O sztuce mądrego słuchania.   

Ali Smith, „Jesień”, przełożył Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo W.A.B. 2020

Powieść szkockiej pisarki (zapowiadana jako pierwsza część cyklu „Cztery pory roku”) rozpoczyna się od prawdziwego suspensu, gdy morze wyrzuca na brzeg nagiego Daniela Glucka, który w obawie przed gapiami ucieka w pobliskie zarośla. Potem napięcie zaczyna rosnąć. Z Danielem przypadkiem (a właściwie zrządzeniem szkolnej opatrzności) zaprzyjaźnia się Elisabeth Demand, niegdyś uczennica, dziś asystentka na jednej z londyńskich uczelni. Jako dorastająca dziewczyna prowadzi z nim niezwykłe dysputy o świecie, intelektualnie dojrzewa, jako kobieta obserwuje pogrążonego we śnie lub w śpiączce Daniela, którego umysł wciąż jednak zdolny jest do niezwykłej dedukcji. Książka Ali Smith to oniryczna podróż między jawą i snem, prozą i poezją (ten otwierający powieść fragment!), na tle przemian w Wielkiej Brytanii (choćby niechęci do imigrantów), jakie zaczyna podsycać wizja Brexitu.   

Dla miłośników biografii

Monika Śliwińska, „Panny z Wesela”, Wydawnictwo Literackie 2020

Kilka lat temu autorka zachwyciła znakomitą biografią Stanisława Wyspiańskiego, ambitną, niezwykle plastyczną i boleśnie szczerą. Kolejny tom (obszerniejszy, bo ponad 650-stronicowy) to powrót do wątków małopolskich, tym razem jednak z bohaterkami kobiecymi, którymi są wychowane w Bronowicach pod Krakowem siostry Mikołajczykówny, z których najbardziej znaną pozostaje dziś Jadwiga, żona poety Lucjana Rydla. To podczas ich wesela Wyspiański powziął myśl, aby napisać swoje literackie arcydzieło. Jadwiga Mikołajczykówna została w nim uwieczniona jako Panna Młoda, jej małżonek Lucjan Rydel jako Pan Młody. Ale wyjątkowymi muzami okazały się wszystkie dziewczęta z rodziny Mikołajczyków. Anna wyszła za mąż za malarza Włodzimierza Tetmajera, zaś Marię ubóstwiał malarz Ludwik de Laveaux. To przepięknie oddana herstory o postaciach z cienia, bez których polska kultura nie byłaby taka sama. 

Stefan Rieger, „Glenn Gould czyli sztuka fugi”, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria 2020

Trzecie wydanie jednej z najlepszych biografii muzycznych ever! Wieloletni wielbiciele kanadyjskiego pianisty Glenna Goulda traktują ją jak biblię, a początkujący fani sięgają po nią w pierwszej kolejności. Skąd ten fenomen? Z połączenia świetnie napisanej biografii i czytelnie przeprowadzonej analizy muzycznej z osobistą miłością autora do sztuki pianistycznej Goulda. Niewiele znamy polskich książek o muzykach, których autorzy nie obawiają się wyjść poza ustalone ramy metodologiczne, porzucić styl prac naukowych i pisać rzetelnie, a przy tym porywająco. Rieger ma w jednym palcu nie tylko wszystkie nagrania Goulda, ale i te o Gouldzie, prześledził nieskończoną ilość wywiadów, wspomnień. Ale pisze ze swobodą, świeżością, jakby sam po raz pierwszy słyszał ukochany 14 Kontrapunkt z Bachowskiego monumentu „Kunst der fuge” (z pożaru ocaliłby płytę właśnie z tym nagraniem). Od pierwszego wydania minęło 23 lata, a książkę Riegera – biografię niezwyczajną, erudycyjną, napisaną pięknym językiem – wciąż czytamy z równym niedowierzaniem. Że można tak wspaniale! 

Marcel Woźniak, „Tyrmand. Pisarz o białych oczach”, Wydawnictwo Marginesy 2020

Marcel Woźniak jest polskim specjalistą od biografii Leopolda Tyrmanda, a oprócz tu rekomendowanej pisarz i dziennikarz napisał także tom „Moja śmierć będzie taka, jak moje życie”. Obecnie ponownie powraca do swojego bohatera, uzupełniając wiele faktów (m.in. poznajemy słabo dotychczas opisane wojenne losy autora „Złego”). Na potrzeby najnowszej książki przemierzył kontynenty, miasta, spotkał rodzinę Tyrmanda (żonę Mary Ellen i bliźnięta-Rebeccę i Matthew), udało mu się pozyskać nigdy wcześniej nie opublikowane materiały. Ale wszystko to byłoby niczym, gdyby nie fakt, że bohaterem swojej książki jest wciąż zafascynowany, z zachwytem odkrywa nowe, nieznane karty biografii Tyrmanda, a ma przy tym wielki dar zjednywania sobie rozmówców, którzy czują się przy nim swobodnie. Dzięki temu chętniej opowiadają, przypominają sobie konkretne sytuacje, żartują, ale i pozwalają sobie na łzy. Z ich opowieści wyłania się Tyrmand nieco inny niż jego image z warszawskich lat. Niekoniecznie tylko bon vivant.     

Dla tropiących historię

Sylwia Chutnik, „Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954-1955”, Wydawnictwo Ossolineum 2020

Zaskakująca premiera, bo Sylwię Chutnik znamy raczej jako autorkę fikcji, a tymczasem dostajemy do rąk rozprawę naukową. Wprawdzie autorka zapewnia, że pierwszą połowę lat 50. minionego stulecia ogląda „pod kątem zwyczajnych, codziennych czynności” wychodząc z założenia, skądinąd słusznego, że ten zabieg sprawi, że ludzie, których kojarzymy z fotografii (niektóre obejrzymy w książce), czy „Kronik Filmowych” staną się nam bliżsi. Mieszkanki (a wątki feministyczne odgrywają tu dużą rolę) i mieszkańcy stolicy. Wybór miasta był oczywisty. Sylwia Chutnik, rodowita warszawianka, swoje miasto kocha. Miłość, ale i trzeźwe spojrzenie na stolicę podziela z Leopoldem Tyrmandem, który Warszawę unieśmiertelnił nie tylko na kartach „Złego”, także w licznych tekstach prasowych. Kultowa powieść oraz „Dziennik” Tyrmanda były dla Chutnik impulsem, aby o Warszawie pisać w kontekście lat 1954 i 1955. Po lekturze warto chyba przypomnieć sobie filmowy „Rewers”, zwłaszcza upiorne socrealistyczne obrazy malowane przez brata głównej bohaterki.   

Red. Jean Lopez, Nicolas Aubin, Vincent Bernard, infografiki Nicolas Guillerat, „II wojna światowa. Infografiki”, Dom Wydawniczy Rebis 2020

Rozmiary katastrofy najlepiej oddają czasem nie słowa, ale statystyczne dane. Tym tropem poszli autorzy frapującego wydawnictwa – trzech historyków i grafik, którzy w trzy lata opracowali setki tysięcy danych, by zmieścić je w 53 tematy i towarzyszące im 357 map i infografik. Przeglądając album słusznie zadamy sobie pytanie, jakim cudem skończyliśmy edukację historyczną bez tego genialnego kompendium i ile zaskakujących informacji o II wojnie światowej możemy wciąż jeszcze przyswoić. Nie da się ukryć, że większość tomu zajmuje historia militarna (kampanie, operacje wojskowe, bitwy) lub walka o surowce potrzebne zwłaszcza przy produkcji broni. Ale w części „Bilans strat i zniszczeń” szokuje ilość ofiar (Polska na 4. miejscu pod względem strat cywilnych i wojskowych), potem podobnie opracowany na kilku stronach Holokaust, wreszcie przesiedlenia w powojennej Europie. Lektura wyjątkowo obrazowa. Idealny podręcznik (wcale nie pomocniczy) do nauki historii. 

Dla lubiących kontemplować (także edytorskie cuda)

Eliot Weinberger, „Z natury rzeczy”, przełożył Mikołaj Denderski, Wydawnictwo Karakter 2019

Tegoroczna Nagroda Edytorska Pióro Fredry za zbiór, który wydawca zapowiedział jako „przesuwający granice gatunku” i istotnie eseje Weinbergera, poświęcone spektrum intrygujących tematów, dotykają wielu dziedzin. Od antropologii, poprzez archeologię, fascynację religiami, żywiołami po bardzo poetyckie wizje świata przyrody. – Ta nieoczywistość samego tekstu, w naszym mniemaniu, w doskonały sposób została zawarta w tak minimalistycznie potraktowanym projekcie – zwraca uwagę Anita Wincencjusz-Patyna, przewodnicząca jury Pióra Fredry. Podkreśla także, że zarówno obwoluta, jak i okładka książki to dwie różne historie, dwa różne podejścia do projektowania, ale doskonale ze sobą współgrające. Zabawa wizualna, zaproponowana czytelnikowi na obwolucie – aby po numerach odszukał kolejność zapisu autora i tytułu. Projekt elegancki, książka zadziwiająco przystępna i rozbudzająca ciekawość oraz chęć samodzielnej kontemplacji. 

Urszula Zajączkowska, „Piach”, Wydawnictwo Warstwy 2020

Na zdjęciu trudno to dostrzec, ale nowy tom wierszy Urszuli Zajączkowskiej to prawdziwe edytorskie dzieło sztuki. Odbicie blaszki i nerwów liścia z okładki przenosi się najpierw na grzbiet książki, a następnie do wyklejki. Idealna botaniczna oprawa nowego dzieła poetki Urszuli Zajączkowskiej, botanik, dr habilitowanej w Samodzielnym Zakładzie Botaniki Leśnej Wydziału Leśnego SGGW, laureatki Nagrody Kościelskich, Nagrody Literackiej Gdynia 2020. Niegdyś utarło się, za sprawą pewnie poprzednich książek, że w jej twórczości nie brak paraleli ze światem ukochanej flory, ale choć i w „Piachu” znajdziemy wiele takich odwołań, to tom jest wyrazem obserwacji świata niekoniecznie ex cathedra botanica. To wyraz uważnego, mądrego przyglądania się rzeczywistości.      

Dla lubujących się w kuriozach

Hanns Zischler, „Kafka idzie do kina”, przekład Małgorzata Łukasiewicz, Wydawnictwo Ossolineum 2020

Książka niemieckiego aktora, reżysera i pisarza, którego już lata temu zainteresowały wpisy Franza Kafki w dziennikach i listach dotyczące wielkiej jego pasji – uczęszczania z przyjaciółmi do kinematografu. Chcąc zaspokoić zawodową ciekawość Zischler poszedł tym tropem, identyfikując stopniowo, jakie filmy oglądał Kafka i na co szczególnie zwracał uwagę. Dzięki drobiazgowej kwerendzie odkrył jednego z pierwszych czeskich reżyserów filmowych, Jana Kříženeckiego, zachwyciły go odkryte w archiwach plakaty, programy filmowe, fotosy. Kafka kochał chodzić do kina, w książce mamy nie tylko jego własne, czasem zdawkowe, innym razem bardziej konkretne zapiski z zaliczonych w różnych miastach pokazów. Wiemy na jakie tytuły chodził także dlatego, że wrażenia z seansów notowali przyjaciele, wspomniany Brod, który razem z Kafką był choćby w paryskim kinie oglądając skecz „Nick Winter i kradzież „Mona Lisy”, wówczas bardzo na czasie. Do kina Kafka wybierał się nie tylko dla rozrywki, także aby zapomnieć, obserwować, zapisuje czasem poszczególne sceny, analizuje nastrój, ujęcia, kostiumy, mimikę aktorów. Urocza lektura, zdjęcia z filmów to dziś istne kurioza.

Edward Brooke-Hitching, „Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze”, Dom Wydawniczy Rebis

Książki fascynujące, nieprzyzwoite, ciężkie, olbrzymie, mikroskopijne, oprawione w skórę (niekoniecznie zresztą zwierzęcą), wyhaftowane na płóciennym żakiecie, wydrapane na pudle rezonansowym skrzypiec, książki jako sekretne szafki na trucizny, nasączone arszenikiem strony (znane wszystkim z „Imienia róży” Umberta Eco, szyfrowane pocztówki, zapisane płytki wróżebne z żółwiego plastronu, papirusy magiczne z Egiptu. A to tylko nieliczne przykłady tego, co znajdziemy w rewelacyjnej książce nieuleczalnego mapofila, syna antykwariusza i maniakalnego wielbiciela książek Edwarda Brooke-Hitchinga. Za sprawą tego pięknie ilustrowanego albumu obudzi się w nas zainteresowanie niezwykłym światem słowa pisanego, albo fatalne zauroczenie, które może skończyć się obsesją (jak u Eco, albo Pereza-Reverte w „Klubie Dumas”). Obowiązkowa lektura dla tych, którzy kochają książki. Momentami niepokojąca. 



Zgłoś uwagę