Chcą wziąć pod lupę dom mordercy

Pracownicy Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Wrocławskiego chcą zbadać dom seryjnego zabójcy z Ziębic, Karla Denke. Do dzisiaj odkryto szczątki 20 ofiar mordercy, a kanibal prawdopodobnie miał na sumieniu 40 osób. Ich ciał nigdy nie odnaleziono.

  • Karl Denke

    Dom Karla Denke w Ziębicach przy ulicy Stawowej

  • Karl Denke

    Pośmiertne zdjęcie Karla Denke


Współczesne zdobycze techniki, mogłyby pomóc w rozszyfrowaniu jednej z najbardziej mrocznych spraw z naszego regionu. Po I wojnie światowej w Ziębicach niejaki Karl Denke, powszechnie szanowany obywatel, miał zabić 40 osób. Ich mięso i skóry sprzedawał we Wrocławiu, jako cielęcinę i wieprzowinę. Gdy jedna z jego niedoszłych ofiar uciekła i doniosła na policję, Denke został zatrzymany. Kilka godzin później strażnicy znaleźli go powieszonego w celi. Popełniając samobójstwo, kanibal z Ziębic zabrał do grobu wszystkie tajemnice swojej makabrycznej działalności.  

Znaleźć odpowiedzi

– Na terenie domu nigdy nie prowadzono badań archeologicznych, nie przeszukano ziemi ani sąsiadującego z posesją stawu – mówi profesor Maciej Trzciński z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. – A tam prawdopodobnie ukrywał swoje ofiary, a raczej to, co z nich zostało. Zdobycze techniki pozwoliłyby nam odnaleźć ich szczątki, zbadać ich DNA i być może dowiedzielibyśmy się, kim byli – dodaje. Na razie jednak rodzina, do której należy dom, gdzie mieszkał Karl Denke, nie chce się zgodzić na badania. – Szkoda, bo to jest niedopowiedziana historia. Nie wiemy do końca, jak i dlaczego Denke zabijał. Nie wiadomo też, gdzie ukrył swoje pozostałe ofiary i ile ich w rzeczywistości było. Nie znaleziono przecież ani jednej czaszki jego ofiar. Tych odpowiedzi nie znajdziemy w archiwach. One są tam, na miejscu, gdzie Denke zabijał. To wszystko jeszcze czeka na odkrycie.

Historia Karla Denke

Kanibal urodził się w Kalinowicach Górnych. Jego rodzice mieli gospodarstwo rolne. Denke nie należał do lotnych dzieci, przez nauczycieli był uznawany nawet za opóźnionego w rozwoju. Po śmierci rodziców gospodarstwo przejął starszy brat, a Karl przeprowadził się do Ziębic (ówczesne Münsterberg). Za odziedziczone pieniądze kupił działkę z domem przy ul. Stawowej 13. W krótkim czasie stał się jednym z bardziej poważanych mieszkańców. Pomagał ubogim i sierotom. Miał nawet przydomek ojczulek Denke. W inflacji po I wojnie światowej stracił wszystkie oszczędności. Wtedy też zaczął pracować jako rzeźnik. Dopiero kilka lat później miało się okazać, jakie mięso sprzedawał.

Cudem ocalały

21 grudnia 1924 roku na posterunek policji wpadł przerażony i zakrwawiony włóczęga, Vincenzo Olivier. Powiedział, że gościł w domu Denkego, który zaatakował go motyką. W ostatniej chwili mężczyzna zrobił unik, który ocalił mu życie. Policjanci nie chcieli uwierzyć w całą historię. Udali się jednak do domu rzeźnika i przetransportowali go do aresztu. Rano znaleziono jego ciało powieszone w celi, na pętli z chustki do nosa. Prawdziwe oblicze ojczulka Denke mieszkańcy miasteczka poznali w Wigilię, gdy policjanci zaczęli przeszukiwać jego dom. Ci, którzy weszli tam jako pierwsi, byli w szoku. Wszędzie walały się ludzkie kości, na parapecie znaleziono kilkadziesiąt dowodów tożsamości, a w szafkach stosy zakrwawionych ubrań. W mieszkaniu natrafiono też na sznurówki z włosów oraz rzemienie, które morderca wytwarzał z ludzkiej skóry. Wtedy też okolica po raz pierwszy usłyszała o kanibalu z Münsterberg.

Fabryka śmierci

Działalność kanibala to gotowy scenariusz filmu grozy. Denke zwabiał do domu włóczęgów, żebraków i prostytutki. Oferował pomoc, aby później ich zabić i przerobić na peklowane mięso, którym handlował na hali targowej we Wrocławiu. Często wypatrywał swoje ofiary na dworcu kolejowym. Niejednokrotnie były to osoby przyjezdne, których nikt nigdy miał nie szukać. Szacuje się, że kanibal zamordował nawet 40 osób, jednak dokładna liczba ofiar nie jest znana. Nieznana jest także motywacja. Po tym, jak ta makabryczna zbrodnia ujrzała światło dzienne, władze niemieckie postanowiły ją wyciszyć. Był to trzeci przypadek kanibalizmu w tamtych czasach. Bano się paniki. Dlatego dom Denkego i cała posesja nie zostały nigdy gruntownie przeszukane. Wyciszeniu makabry pomogło samobójstwo kanibala. Nie doszło do procesu, który na pewno byłby głośny i odbiłby się echem w całej Europie. Sprawa wreszcie ucichła i wypłynęła dopiero kilkanaście lat temu podczas spisywania przedwojennych artykułów prasowych. Czy teraz poznamy całą te ponurą historię? To zależy od decyzji osób zamieszkujących dom zbrodniarza. – Na pewno nasze badania rzuciłyby nieco więcej światła na jedną z najbardziej potwornych i makabrycznych przedwojennych zbrodni naszego regionu – kończy profesor Maciej Trzciński.

Beata Jackowska

fot. Wikipedia

Zgłoś uwagę