Trzeci dzień fazy głównej Euro 2016 we Wrocławiu

We wtorek, 26 stycznia po raz kolejny wszystkie drogi będą prowadzić do Hali Stulecia, gdzie odbędą się dwa kolejne pojedynki w bardzo zaciętej walce o półfinał. Najpierw o 18:15 jako pierwsi zagrają Hiszpania z Węgrami, a po nich Szwecja postawi się Danii o godz. 20:30. To już decydujące fragmenty tej części turnieju rozgrywanej stolicy Dolnego Śląska. Przy odpowiednim układzie rezultatów tych spotkań możemy już poznać na pewno jednego uczestnika, który pojedzie do Krakowa bić się o medale. Są jeszcze bilety na mecze.

  • Trzeci dzień fazy głównej Euro 2016 we Wrocławiu

  • Trzeci dzień fazy głównej Euro 2016 we Wrocławiu


Podnieść głowę po porażce. Hiszpania – Węgry, godz. 18:15

W pierwszym meczu dnia zmierzą się ze sobą reprezentacje Hiszpanii i Węgier, które w poprzednich swoich spotkaniach schodziły z parkietu pokonane. Ciężar gatunkowy tego pojedynku zupełnie odmienny – Hiszpanie wciąż walczą o awans do półfinału mistrzostw, natomiast Węgrzy nie mają już nic do „ugrania” w tym turnieju. To może zadziałać na ich korzyść, bo wyjdą na parkiet bez żadnej presji, zaś ich rywale będą mieli zakodowaną z tyłu głowy konieczność wygranej.

Zraniony hiszpański byk

Zawodnicy Manolo Cadenasa z pewnością nieco inaczej wyobrażali sobie przebieg tego turnieju. W ciągu 4 meczów już dwukrotnie zdążyli zgubić punkty – najpierw w zremisowanym spotkaniu ze Słowenią i ostatnio, gdy musieli uznać wyższość Danii. Taki obrót spraw powoduje, że już nie mają żadnego marginesu błędu i muszą wygrać pozostałe gry poczynając od starcia z Węgrami. Cały czas mają los w swoich rękach i tylko od ich postawy zależy, czy uda się awansować. Widać zmianę nastawienia w ich obozie – dotąd zwykle uśmiechnięci, publikujący często na portalach społecznościowych zabawne zdjęcia i filmy, od ostatnich wydarzeń jakby spoważnieli. Widać to było po wypowiedziach zawodników po porażce z Danią. Los Hispanos wiedzą, że żarty się skończyły.

Mea culpa

Czyli zwrot w języku hiszpańskim oznaczający „moja wina”. Co ciekawe, częściej niż z obozu hiszpańskiego dało się słyszeć taką deklarację z ust Tałanta Dujszebajewa – selekcjonera reprezentacji Węgier. Szkoleniowiec był bardzo podłamany po dotkliwej porażce swojego zespołu z Niemcami i w trakcie konferencji prasowej po spotkaniu powtórzył kilkukrotnie dziennikarzom, że to wyłącznie on ponosi odpowiedzialność za złe przygotowanie swojego zespołu. Wyraźnie przygnębionego trenera wspierał bramkarz węgierski Laszlo Bartucz, który brał odpowiedzialność na zespół i obiecywał, że zawodnicy będą walczyć do samego końca dla trenera, za którym stoją murem. Takie nastawienie w połączeniu z faktem, że Węgrzy zagrają już bez żadnego obciążenia psychicznego, może spowodować że sprawią wiele kłopotów faworyzowanej Hiszpanii.

Koneksje i rodzinne więzy

Choć Hiszpanie i Węgrzy nie wywodzą się z tej samej grupy językowej, ani plemiona tworzące te państwa nie były z tej samej rodziny, to w świecie piłki ręcznej te dwie nacje łączy kilka wątków. Najbardziej znany, to oczywiście relacja ojciec – syn w jaką wplątani są trener Dujszebajew i rozgrywający Hiszpanów Alex Dujszebajew. Ich wzajemne „potyczki” nie ograniczają się jedynie do poziomu reprezentacji. Dujszebajew senior trenujący również polski zespół Vive Targi Kielce mierzył się ze swoim synem grającym w Vardarze Skopje cztery razy, z czego trzy wychodził zwycięsko. Syn jednak nadrabia tę stratę właśnie na poziomie reprezentacyjnym, gdzie już kilka razy pokonał zespół ojca. Najświeższa historia, to styczniowy mecz sparingowy obu ekip tuż przed rozpoczęciem Euro 2016, w którym południowcy zdecydowanie wygrali. Inny motyw związany jest z największą gwiazdą Węgier Laszlo Nagy’im, który był kuszony przyjęciem hiszpańskiego obywatelstwa i grą dla ekipy Cadenasa. Gdy przez blisko dwa lata nie grał dla Węgier z powodu kontuzji i nieporozumień dotyczących m.in. wypłaty ubezpieczenia mocno zastanawiał się nad przyjęciem oferty, ale ostatecznie pozostał przy reprezentowaniu ekipy Madziarów. Dziś nikt nie wyobraża sobie takiego scenariusza, w którym Nagy gra dla kogoś innego. Warto przy okazji tego meczu wspomnieć jeszcze znakomitym bramkarzu Hiszpanii Arpadzie Sterbiku, który sam posiada paszport węgierski, choć nigdy nie było tematu jego gry dla tej reprezentacji. Dodatkową żona Sterbika również pochodzi z Węgier właśnie.

Węgierski gulasz, czy jednak nie?

Na papierze i przed rozpoczęciem meczu wydaje się, że to Hiszpania jest zdecydowanym faworytem meczu i powinna sobie bez problemu poradzić. Jednak Wegrzy też tanio skóry nie sprzedadzą i będą chcieli zmazać plamę po 10-cio bramkowej porażce z Niemcami. Po tym meczu utarło się powiedzenie, że Niemcy tak się „przejechali” po Węgrach tak, że zrobili sobie z nich gulasz. Madziarzy drugi raz będą chcieli uniknąć takiej wizji i przez to powinniśmy być świadkami chociaż przez fragment meczu wyrównanej walki. Patrząc na ogólny bilans bezpośrednich meczów jest on zaskakująco wyrównany – Hiszpania wygrała 9 razy, Węgry8, adwukrotnie padał remis.

Święta wojna, czyli Szwecja – Dania, godz. 20:30

W drugim wtorkowym meczu Szwedzi staną naprzeciw Danii. Tym drugim już tylko kataklizm mógłby wydrzeć z rąk bilet na półfinał do Karkowa, podczas gdy Szwedzi fazę finałową z pewnością obejrzą przed telewizorami. Jednak w spotkanich tych dwóch  reprezentacji nie ważne co jest stawką meczu, bo nawet w zwykłym sparingu liczy się prestiż wygranej.

Europejski klasyk

Spotkania tych dwóch rywali przez wzgląd na swoją bogatą historię w dziedzinie piłki ręcznej, osiągnięcia i wielkich zawodników je tworzących urosły do miana europejskiego klasyku. Obie drużyny są współautorami pojedynków z największą i najmniejszą liczbą bramek w historii. Co ciekawe, ta rywalizacja odbywa się bezkompromisowo – ze wszystkich dotychczas rozegranych spotkań między nimi ani razu nie padł remis. Zawsze ktoś schodzi z parkietu pokonany, a ktoś udaje się do szatni z podniesioną głową. Do ostatniego starcia doszło jednak dość dawno, bo na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 2012 rok. Wtedy to w ćwierćfinale reprezentacja Trzech Koron odarła Duńczyków z marzeń o złotym medalu. Choć ten mecz rozegrany został 4 lata temu, to pamięć o nim w narodzie duńskim nie zanikła i teraz, na Mistrzostwach Europy 2016 będzie znakomita okazja do rewanżu.

Sąsiedzi z jednego portu

Choć Szwedzi i Duńczycy mówiąc delikatnie, nie przepadają za sobą, to część z nich jest zobowiązana do współpracy i wychodzi im ona całkiem nieźle. Łącznie ośmiu graczy obu ekip – pięciu z Danii i Trzech ze Szwecji, na arenie klubowej gra w jednym zespole – niemieckim Flensburgu. To jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w Niemczech i uznany rywal w europejskich pucharach. Flensburg to miasto portowe bardzo blisko granicy z Danią. Dodatkowo to centrum mniejszości duńskiej w Niemczech, stąd tylu zawodników z tego kraju decyduje się w nim grać. I to z dobrym skutkiem.

Chłodne głowy, gorące trybuny

Podopieczni trenera Gudmundssona zachowują spokój, gdy są pytani o ich sytuację w tabeli. Uważają, że są w bardzo dobrej pozycji, ale jeszcze niczego nie osiągnęli. Tonują nastroje, ale pewnym jest, że są świadomi swojej wysokiej dyspozycji. Nie bez przyczyny pozostają jedyną niepokonaną drużyną w turnieju. Szwedzi zmieniają już spojrzenie na całe mistrzostwa i teraz  koncentrują się już tylko na wywalczeniu kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie. Aby to osiągnąć muszą wyprzedzić w tabeli Rosję, więc także będą walczyć do upadłego o każdy punkt. Można być pewnym, że trybuny Hali Stulecia we wtorkowy wieczór będą tętnić życiem. Starcie tej dwójki na parkiecie przekłada się także na pojedynek kibiców. Fani ubrani w czerwony i biały pokazali się ze świetnej strony w meczu z Hiszpanami i tutaj także będą chcieli zdominować swoich przeciwników przywdziewających barwy żółto – niebieskie. Kibice szwedzcy być może będą chcieli odpowiedzieć na zarzuty swojej nastoletniej gwiazdy – Lukasa Nilssona, który ostatnio skrytykował postawę swoich fanów. Stwierdził, że było trochę za cicho i nudno i wręcz zasugerował, że taka ospała postawa kibiców może być związana z tym, że za dużo czasu przed meczami spędzają w licznych barach i restauracjach wrocławskiego rynku. Nilsson jednak dosyć szybko wycofał się z tych słów i przeprosił szwedzkich fanów. Młody zawodnik będzie miał nauczkę, że należy ważyć słowa, zwłaszcza jeśli wypowiada się o kibicach, którzy w trudnych momentach potrafią pomóc swoim dopingiem drużynie na parkiecie.  

Zgłoś uwagę