„Śmierć i dziewczyna” – skandalu nie było

Nie było skandalu i bo nie miało być. Tak naprawdę napięcie przed najnowszą premierą Teatru Polskiego we Wrocławiu wywołały doniesienia prasowe i protesty Krucjaty Różańcowej oraz członków ONR. Ewelina Marciniak przygotowała przemyślane i piękne przedstawienie, w którym sceny seksu są, ale przede wszystkim po to, by uświadomić widzom pustkę uczuć bohaterek.

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

  • Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków

    Na "Śmierć i dziewczynę" bilety wykupione zostały do końca roku fot. Tomasz Walków


Pianistki, artystki, sportsmenki, księżniczki (spektakl powstał na podstawie trzech pierwszych utworów Elfriede Jelinek ze zbioru „Śmierć i dziewczyna I-V. Dramaty księżniczek: Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna, Rosamunde”) są tresowane od najmłodszych lat. Mają osiągnąć sukces, zrobić karierę, być najlepsze. Cena nie gra roli. Tresura zaczyna się w domu (w roli matki i macochy świetna i prawdziwa Ewa Skibińska). W imię miłości matka odbiera wolność córce, bo to ona wie, co jest najlepsze dla dziecka. Postać grana przez Ewę Skibińską przypomniała mi matkę stworzoną przez Borisa Viana w „Wyrywaczu serc” – z miłości zamknęła trzech synów w klatce. Nie jest to wychowanie pod kloszem, ale coś znacznie bardziej opresyjnego i dojmującego. Matka decyduje o myślach, uczuciach córki, a nawet o tym co założy na siebie by wyjść z domu. Matka kontroluje, szantażuje, wzbudza poczucie winy. Powstaje niezwykle trudna relacja, w której miłość, nienawiść, zazdrość, rywalizacja sieją spustoszenie w obu kobietach. Toksyczna matka, gdy córka próbuje się od niej uwolnić, czuje się przecież potwornie zraniona i nie rozumie, że dziecko może zrobić „coś takiego własnej matce”. Matka jest także wytresowana i działa zgodnie z paternalistycznym porządkiem, w którym delikatne, łagodne i posłuszne dziewczynki spełniają oczekiwania mężczyzn.

Córka toksycznej matki

Córka (w tej roli znakomita Małgorzata Gorol) takiej matki jest niczym maszyna pozbawiona uczuć. Bezwolna, bo to matka daje jej impuls i przyzwolenie na działanie, kontrolująca siebie i otaczającą ją rzeczywistość, niepozwalająca sobie na żadne ciepłe uczucia, a co dopiero na miłość. Jako nauczycielka powiela metody swojej matki. Tak samo bywa niesprawiedliwa wobec swoich uczniów, stosuje wobec nich przemoc psychiczną, słowa krytyki, które ranią boleśniej niż nóż. Dla niespełnionej córki-pianistki nikt nie będzie wystarczająco dobry, nikt nie zagra tak jak trzeba ani Bacha, ani Schuberta. Kiedy w jej życiu pojawia się uczeń (Andrzej Kłak), który tę zamkniętą dziewczynę próbuje zdobyć, musi zmierzyć się nie tylko z jej kontrolującą matką, ale także z tym co dziewczyna stworzyła we własnej głowie. A to zdaje się być zbyt trudne. Nie ma książąt z bajki, którzy rzucą się do walki uwalniać dziewczynę od jej demonów.

Niewątpliwie o te demony właśnie chodzi w tym spektaklu. Ewelina Marciniak w wywiadach prasowych mówiła o tym, że zna metody tresury wirtuozów, obserwowała to na własnej siostrze. Tresura odbywa się jednak wszędzie - w klubach sportowych, w szkole, w pracy, w domach. Wyścig szczurów, niezdrowa rywalizacja, osiąganie sukcesu po trupach, za wszelką cenę. Przecież to znamy. Co dzieje się w tym procesie z nami – ludźmi? Bohaterka przygląda się mechanicznie odegranej przez czeskich aktorów scenie seksu – w teatrze panuje cisza, słychać tylko uderzenia ciała o ciało. Nie ma uczuć, nie ma namiętności. Jest odrealniona, zimna mechanika. Przerażające ostrzeżenie przed tym, do czego prowadzi społeczna tresura. W przedstawieniu Ewelina Marciniak odwołuje się do wątków znanych z „Pianistki” Elfriede Jelinek. Jej bohaterka nie potrafi normalnie kochać, potrzebuje mocnych, bolesnych doznań. Nie ma potrzeby odgrywać scen sado-maso, wystarczy list od nauczycielki z jej erotycznymi marzeniami odczytany przez ucznia.

Obrazy dawnych mistrzów

Spektakl wypełnia muzyka grana na żywo przez pianistów Mikołaja Ferenca i Grzegorza Rdzaka. Piękna, klasyczna muzyka Schuberta zestawiona jest z nowoczesnymi kompozycjami Piotra Kubiaka. Przygotowanie choreograficzne aktorów zmienia spektakl w dzieło sztuki plastycznej. Choreografka Dominika Knapik stworzyła żywe obrazy, w których ludzkie ciało staje się tworzywem, z którego powstają wizje, niczym na obrazach Hansa Memlinga, Hieronima Boscha, czy Pietera Breugla.

Jedną z ważniejszych scen w spektaklu jest taniec na lodzie głównej bohaterki. Jako łyżwiarka figurowa wiruje na scenie, unoszona przez partnerów tanecznych zastyga w wyszukanych pozach. Jest gwiazdą wieczoru, o której, po zakończeniu zimowych igrzysk, wszyscy zapomną.

Niebanalną rolę odgrywa też scenografia, kostiumy i światło autorstwa Katarzyny Borkowskiej. Aktorzy w „Śmierci i dziewczynie” zagrali wspaniale – połączyli mistrzowsko grę aktorską z przygotowaniem fizycznym, poza tym nie dali się napięciu, które towarzyszyło premierze (protesty, komentarze polityków, medialne doniesienia). Widzowie nagrodzili twórców owacjami na stojąco. Piękny, choć chwilami monumentalny i być może czasem zbyt gęsty od odwołań i nawiązań spektakl jest dowodem na to, że Ewelina Marciniak świetnie wie, co chce pokazać w teatrze. Młoda reżyser jest wrażliwa i odważna, nie boi się mówić własnym głosem. Nie przestraszyły jej też nerwowe działania obrońców cudzej moralności. Przed Teatrem Polskim działacze Krucjaty Różańcowej odmawiali modlitwy, członkowie ONR próbowali zablokować wejście do teatru, ale interweniowała skutecznie policja. Protestowali, choć nie widzieli przedstawienia. W trakcie premiery nie było żadnych nieprzewidzianych zdarzeń.

 

„Śmierć i dziewczyna”, reż. Ewelina Marciniak. Występują Ewa Skibińska, Paweł Smagała, Małgorzata Gorol, Michał Opaliński, Andrzej Kłak, Katarzyna Strączek i Piotr Nerlewski oraz pianiści - Krzysztof Dudek, Mikołaj Ferenc i Grzegorz Rdzak. Autorem opracowania tekstu i dramaturgii jest Łukasz Wojtysko, scenografii, kostiumów i reżyserii światła Katarzyna Borkowska, muzyki Piotr Kubiak, a choreografii Dominika Knapik. Bilety na spektakl zostały wykupione do końca roku. 

Zgłoś uwagę