Polscy muzycy w Wiener Philharmoniker i London Symphony Orchestra

Iwona Muszyńska jest członkiem słynnej London Symphony Orchestra, a Bartosz Sikorski od lat gra w Wiener Philharmoniker, czyli u słynnych Wiedeńskich Filharmoników. Pod koniec maja obydwie orkiestry wystąpią w Narodowym Forum Muzyki (LSO 25 maja, a Wiedeńczycy 30 maja). Obydwoje muzyków opowiada nam o tym, jak spełniają się marzenia o tym, jak pracują w wybitnych zespołach.

  • iwona muszyńska, nfm, london symphony orchestra

    Iwona Muszyńska gra w London Symphony Orchestra/fot. z archiwum skrzypaczki

  • bartosz sikorski, wiener philharmoniker

    Bartosz Sikorski wachlowany podczas koncertu noworocznego 2016/fot. Benedikt Dinkhauser

  • bartosz sikorski wiener philharmoniker

    Bartosz Sikorski podczas próby (pośrodku), po lewej Jędrzej Górski/fot. z archiwum Bartosza Sikorskiego

  • bartosz sikorski wiener philharmoniker

    Bartosz Sikorski na tle swoich prac/fot. Ahmad Zunid


Jedyna Polka u Londyńczyków

W światowych orkiestrach nie widać zbyt wielu Polaków, choć jesteśmy świetnie wykształceni, zdolni i pracowici. – Polska szkoła skrzypcowa jest znakomita, ale trenuje się nas często na solistów, zamiast nauczyć lepszego grania w grupie – zauważa Iwona Muszyńska, skrzypaczka i warszawianka, która w stolicy skończyła Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina, a potem słynną londyńską Guildhall School of Music&Drama. Kiedy przyjechała do Anglii i poszła na pierwsze koncerty London Symphony Orchestra (obecnie czwartej najlepszej orkiestry świata) była zachwycona, że cały zespół brzmi, jak jedna osoba. – Chciałam wiedzieć, co robią, aby osiągnąć taki efekt – pytała i postanowiła znaleźć odpowiedź.

Iwona Muszyńska, skrzypaczka London Symphony Orchestra

Kiedy studiowała w Londynie (skrzypce barokowe i zwykłe) pojawiło się ogłoszenie o naborze do specjalnego studium orkiestrowego London Symphony Orchestra, w którym przygotowuje się muzyków do grania w słynnej orkiestrze. – Pomyślałam, że może się czegoś nowego nauczę i rzeczywiście pokazano nam, jak powinno się grać w zespole, reagować na dyrygenta, uzyskać dźwięk, który tak mi się wcześniej spodobał – przyznaje.

W LSO na okres próbny

Postanowiła stanąć do przesłuchania do orkiestry LSO. Przyjęto ją na okres próbny, który trwał…2 lata. – A po tym czasie powiedzieli: „jednak nie, dziękujemy” – opowiada Iwona Muszyńska. – Byłam załamana, ale zauważyłam, że ciągle proszą mnie, bym zagrała z nimi koncert jako doangażowany muzyk i tak było tydzień w tydzień, więc kiedy znowu zaplanowano przesłuchanie byłam śmielsza – dodaje. Tym razem została zaangażowana…znowu na okres próbny, tym razem na pół roku. I we wrześniu 2009 w przerwie koncertu w katedrze w Pizie usłyszała wymarzone słowa. Jest członkiem London Symphony Orchestra. – W kościele byli biskupi, specjalni goście, a ja z radości krzyczałam w zakrystii – śmieje się Iwona Muszyńska.

Słynna London Symphony Orchestra/fot. Ranald Mackechnie 2015

Grać na fali wznoszącej

Dziś skrzypaczka jest jedyną Polką w słynnej orkiestrze. Nie czuje się osamotniona, choć różnice kulturowe dały o sobie znać. – Zostałam ciepło przyjęta przez członków LSO, choć trochę czasu zajęła mi aklimatyzacja, bo Anglicy są zarówno bardziej zdystansowani, jak i bardziej delikatni, więc trzeba było nauczyć się odczuwać subtelne wibracje – zauważa.

Pracy Iwona Muszyńska ma sporo, bo London Symphony Orchestra gra bardzo dużo koncertów. W ten sposób zdarza się, że np. „Święto wiosny” Igora Strawińskiego zdarza jej się grać w sezonie nawet 10 razy z 10 różnymi dyrygentami. – Ale dzięki temu utwór wciąż mam w palcach, lepiej go znam, nie muszę już tak intensywnie ćwiczyć – podkreśla. Wysiłek się opłaca, bo Iwona Muszyńska uwielbia totalne upojenie, jakie daje gra w zespole. – Jakby zabierała Panią ze sobą fala – opisuje. Najbardziej ceni pracę z Walerijem Giergiewem, słynnym szefem artystycznym London Symphony Orchestra. – Ma niezwykłą charyzmę i taki wpływ na muzyków, że nawet ludzie, którzy go nienawidzą pracują pod jego batutą zupełnie inaczej – opowiada.

Z orkiestrą na walizkach

Intensywne życie koncertowe Iwonie Muszyńskiej nie przeszkadza, uwielbia podróże (LSO wyjeżdża nawet kilka razy w miesiącu), a teraz cieszy się z przyjazdu do Polski. To będzie trzecia wizyta LSO w naszym kraju w ostatniej dekadzie. Wcześniej grali w Warszawie i Katowicach, 25 maja Londyńczycy wyjdą na scenę w Narodowym Forum Muzyki. A wśród nich Iwona Muszyńska z uwielbianymi przez siebie skrzypcami z 1724 roku z kolekcji LSO.

Zagrać u Wiedeńskich Filharmoników

Bartosz Sikorski może się nazywać szczęściarzem. Gra w Wiener Philharmoniker, w pulpitach obok siedzi dwóch jego kolegów Polaków – kontrabasiści Jerzy Dybał (także dyrygent i szef Sinfonietty Cracovii) i Jędrzej Górski. Żona Agata Sikorska (wrocławianka) jest muzykiem Wiener Symphoniker, drugiej świetnej wiedeńskiej orkiestry. I artysta ma jeszcze czas, aby malować. Bo oprócz studiów instrumentalnych skończył w Wiedniu Akademię Sztuk Pięknych.

Kontrabasista Bartosz Sikorski na tle swoich prac/fot. z archiwum artysty

Wiedeń kontra Berlin

Pochodzący z Bytomia muzyk studia zaczął w Warszawie, a kończył w Berlinie w założonej przez legendarnego Herberta von Karajana Orchester-Akademie der Berliner Philharmoniker. – Miałem przez to możliwość parę lat grać z Berlińczykami jako muzyk doangażowany – wspomina Bartosz Sikorski. Być może Berlin pozostałby adresem stałym, gdyby nie fakt, że nie przyjęto go do słynnej orkiestry. – Byłem ich zdaniem za młody i zbyt niedoświadczony, więc z zemsty spróbowałem sił na przesłuchaniach do Wiener Philharmoniker – opowiada Bartosz Sikorski. Wybór nie był przypadkowy. – Wiedeńczycy konkurują od zawsze z Berlińczykami i wzajemnie szpiegują, co słychać u konkurencji – śmieje się muzyk. – Ale tak na serio parę lat temu graliśmy pod batutą sir Simone’a Rattle’a – szefa Berliner Philharmoniker – wspólny projekt, czyli symfonie Mahlera i w każdym pulpicie muzyk Berliner Philharmoniker siedział ramię w ramię z muzykiem Wiener Philharmoniker – opowiada Bartosz Sikorski.

Polscy kontrabasiści w Wiener Philharmoniker, czyli (od lewej) Bartosz Sikorski, Jerzy Dybał i Jędrzej Górski w słynnej złotej sali wiedeńskiego Musikverein/fot. z archiwum artysty

Różnice w obydwu zespołach są znaczące. – W Berlinie preferuje się podejście „to my gramy ten utwór, pokazujemy, co mamy do powiedzenia”, w Wiedniu nacisk kładzie się na słowo „utwór” bardziej niż na słowo „my”, bo jako orkiestra służymy wykonaniu tego utworu  – wyjaśnia Bartosz Sikorski. – To w Wiedniu po raz pierwszy usłyszałem orkiestrę grającą tutti (czyli wszystkich muzyków w jednym momencie), ale dźwiękiem który nazwałbym intymnym, tak jakby wykonywali tę kompozycję nie tyle dla rzeszy melomanów, ale dla każdego słuchacza z osobna – wyjaśnia kontrabasista.

Trzech Polaków w legendarnej orkiestrze

W Wiener Philharmoniker był pierwszym Polakiem. – Chyba się filharmonicy pozytywnie nastawili, bo przyjęto potem także Jerzego Dybała, a kiedy dołączył do nas Jędrzej Górski nie mogliśmy uwierzyć, że muzycy orkiestry decydujący o przyjęciu kolejnych instrumentalistów chcą aż trzech Polaków w grupie kontrabasów – opowiada Bartosz Sikorski. I zaraz dodaje. – To było nietypowe, bo kandydat musi, poza bogatym życiorysem wykazać się znajomością „wiedeńskiego dźwięku”.

Wiedeńczycy pracują bardzo intensywnie. Odbywają 3 do maksymalnie 6 prób do nowego programu, a latem aż 6 tygodni spędzają na próbach i koncertach na festiwalu w Salzburgu. Przy takiej intensywności życie rodzinne (Państwo Sikorscy mają dwoje dzieci) musi być zaplanowane do najmniejszej sekundy. – Zrezygnowałem z koncertowania jako solista i klasycznego uczenia gry na kontrabasie, bo na to nie starcza już czasu  – przyznaje.

Zubin Mehta miłośnikiem obrazów Bartosza Sikorskiego

Ale czas musiał się znaleźć na malowanie. Bartosz Sikorski ma w Wiedniu własne atelier. – To moje królestwo, czyli 5 pomieszczeń, w tym studio muzyczne i przestrzeń, w której można organizować niewielkie wystawy – wylicza. Fanem prac Polaka stał się słynny dyrygent Zubin Mehta, który dwukrotnie odwiedził już atelier, posiada obrazy Bartosza Sikorskiego w swojej kolekcji i jest szczególnie zaprzyjaźniony z kontrabasistami Wiener Philharmoniker (ponieważ sam grał kiedyś na tym instrumencie).

 

Zubin Mehta (pośrodku) i Bartosz Sikorski podczas warsztatów dla młodzieży prowadzonych przez Bartosza Sikorskiego/fot. Benedikt Dinkhauser

Kontrabasista uwielbia wiedeńczyków za wiele rzeczy, ale też cieszy go, że muzycy mają, poza graniem, własne pasje, wyjątkowo często ciekawe. – W orkiestrze jest kilku profesjonalnych fotografów, którzy robią nam promocyjne zdjęcia, mamy pilota samolotu i kiedy lecimy na tournée siedzi zawsze w kokpicie jako drugi pilot, poza tym jest wśród nas doktor historii sztuki, prawa i autor książek o ptakach – wylicza. – To nie tylko ciekawe, ale też potrzebne – podkreśla. – Wzbogaca to tez naszą grę i postrzeganie świata.

Wiedeńscy Filharmonicy zagrają w Narodowym Forum Muzyki 30 maja.

Zgłoś uwagę