Andrzej Kosendiak nagrał płytę z muzyką Bartłomieja Pękiela

Nakładem Narodowego Forum Muzyki i CD Accord ukazał się trzeci już album ze specjalnej serii, w ramach której Andrzej Kosendiak i specjalnie przez niego sformowany zespół muzyki dawnej rejestrują muzykę polskich mistrzów baroku. Pierwsze dwie płyty poświęcono utworom Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, a najnowszą – wyłącznie wokalną – Bartłomiejowi Pękielowi. Andrzej Kosendiak opowiada nam, dlaczego z polską muzyką dawną możemy podbić świat i jak drobnymi krokami promować naszą kulturę. A kilka dni temu otrzymał Nagrodę Prezydenta Wrocławia z rąk Rafała Dutkiewicza, miedzy innymi za konsekwentną działalnosć na rzecz propagowania muzyki polskiej.

  • okładka nfm pękiel

    Okładka albumu z muzyką XVII-wiecznego mistrza Bartłomieja Pękiela

  • andrzej kosendiak nfm

    Andrzej Kosendiak podczas nagrywania płyty/fot. Łukasz Rajchert

  • nfm bartłomiej pękiel

    Sesja nagraniowa w sali Narodowego Forum Muzyki/fot. Łukasz Rajchert


Magdalena Talik: Słuchając płyty z utworami wokalnymi Bartłomieja Pękiela (Missa Secunda, motety Ave Maria, Sub tuum praesidium, Assumpta est Maria, Missa Pulcherrima, kolędy łacińskie Magnum nomen Domini oraz Resonet in laudibus) mam wrażenie, jakby nagranie zostało zrobione w kościele. Niezwykła akustyka!

Andrzej Kosendiak: A brzmienie nawet ciekawsze niż w kościele, pełne koloru, ciepłe. Kiedy rok temu w czerwcu weszliśmy do czerwonej sali Narodowego Forum Muzyki też się zachwyciliśmy. Dziś to już kawałek historii, pierwsza płyta w całości nagrana w NFM.  

Andrzej Kosendiak i śpiewacy podczas sesji nagraniowej w sali czerwonej Narodowego Forum Muzyki/fot. Łukasz Rajchert

Na zdjęciach sesja nagraniowa wyglądała jak medytacyjna…

Rzeczywiście, może dlatego, że muzyka Pękiela jest mocno kontemplacyjna, wymagająca oderwania się od pospiesznej codzienności, inspirowana polifonią renesansową Giovanniego Pierluigiego Palestriny, pozornie bez akcji, więc zawiedzie się ten, kto szuka w niej emocji polegających na budowaniu wielkich kulminacji. Dzieła Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego były inne, mocno naładowane retoryką, ale weźmy pod uwagę, że to muzyka o 80 lat późniejsza niż teraz przez nas nagrane utwory Bartłomieja Pękiela. Natomiast jeśli już znajdziemy godzinę Pękiel potrafi nas zaczarować, a wtedy czas przestanie tak szybko płynąć.

Jaki procent spuścizny zmarłego w 1666 roku Pękiela teraz nagraliście, patrząc na zachowane dzieła?

Nie ma ich aż tak wiele. Pozostały jeszcze dzieła wokalno-instrumentalne w większych składach, nad którymi teraz nie chcieliśmy pracować. Jest wreszcie kilka utworów dla 12-osobowej obsady z instrumentami, ale tym razem wybraliśmy dzieła mniej znane, nie licząc, rzecz jasna, oprócz Missa Pulcherrima. Ciekawie zapowiada się także nasze nowe nagranie muzyki Marcina Mielczewskiego, który wspólnie z Adamem Jarzębskim i Bartłomiejem Pękielem był w królewskiej kapeli Władysława IV Wazy. Jego kompozycje zostały na nowo odkryte w połowie lat 90. minionego wieku, szczególnie te w zbiorach wrocławskich, których historia jest niezwykła. Razem z Armią Czerwoną powędrowały do Moskwy, później do NRD, nikt o nich nie wiedział, a w latach 90. zaczęły być eksplorowane przez muzykologów i okzało się, że znaleziono tam kilkanaście utworów Marcina Mielczewskiego, o których nie wiedzieliśmy. Nie wiem, czy tak samo będzie z Pękielem. Szukanie jego utworów to wciąż wyprawa w nieznane, ale jestem przekonany, że warto tę polską muzykę przywracać nam i światu. Teraz nadszedł chyba najlepszy czas.

Podczas uroczystej sesji Rady Miejskiej 24 czerwca Andrzej Kosendiak otrzymał Nagrodę Prezydenta Wrocławia z rąk Rafała Dutkiewicza/fot. Łukasz Rajchert

Za granicą jest zainteresowanie polską muzyką dawną?

Zdecydowanie i będziemy ją promować. Zauważyłem też, że jeśli zrobimy coś wspólnie z muzykami z innych krajów, rzecz będzie miała większą szansę przetrwać. Nie sztuką jest wyłożyć pieniądze, za które ktoś raz coś zagra, nawet zarejestruje, a potem wszyscy o tym zapomną. Na wiosnę tego roku udało mi się zrealizować specjalny projekt w Królewskim Konserwatorium w Hadze na ich zaproszenie. Zaproponowali mi poprowadzenie projektu z polską muzyką ze studentami. To prestiżowa uczelnia, szczególnie jeśli chodzi muzykę dawną. Przez tydzień mieliśmy zajęcia, zakończone potem koncertem w Hadze. Obsada prawdziwie międzynarodowa. Pięciu wokalistów – sopran z Polski, drugi z Australii, alt z Portugalii, tenor z Rosji i baryton z Holandii. Zespół – dwie skrzypaczki Japonki, Kanadyjczyk na violi da gamba, Brytyjczyk na wiolonczeli, Ekwadorczyk na kontrabasie, Holender teorbista, trębacz z Singapuru i organistka Hiszpanka. I tych ludzi z całego świata muzyka polska zachwyciła! Zaproponowałem więc ciąg dalszy, by przywieźć kilkunastu młodych ludzi w te miejsca, gdzie polscy kompozytorzy tworzyli i wszystko udało się zorganizować. Po koncercie w Hadze był zatem kolejny na katedrze w Wawelu, gdzie działał niegdyś Gorczycki, a potem pojechali do Warszawy, na Zamek Królewskim, z którym związani byli Jarzębski, Pękiel i Mielczewski. Wszystko wypadło fantastycznie, a uczelnia chce podpisać umowę o współpracę. Ale najważniejsze, że młodzi muzycy będą grać polską muzykę i tu przyjeżdżać, także mieć o Polsce i polskiej kulturze lepsze wyobrażenie. O to jestem spokojny.

Aldona Bartnik (sopran), po jej lewej bas Tomáš Král, a po prawej kontratenor Matthew Venner/fot. Łukasz Rajchert

Na albumie, o którym rozmawiamy, obsada wokalna (pięcioro śpiewaków sopranistka Aldona Bartnik, kontratenor Matthew Venner, tenor Maciej Gocman i basy Tomáš Král oraz Jaromír Nosek) brzmi po prostu perfekcyjnie. Jak uzyskać taką spoistość?

To jest, jak w kwartecie smyczkowym, w którym zbierze się czasem czterech fantastycznych muzyków, ale wspólnie nie zagrają idealnie, nie będzie efektu, a najpiękniej jest, gdy uda się dobrać czwórkę, przy której pojawia się nowa jakość pracy i brzmienia, wspólne rozumienie muzyki, wzajemne inspirowanie się, czy ścieranie różnych wizji. W naszym przypadku udało się zebrać ludzi, których głosy pasują do siebie i którzy podobnie pojmują muzykę, stąd wrażenie homogeniczności, stąd piękno brzmienia. Na tym chcieliśmy się skupić – na pięknie, czystości formy, na polifonii, jaka dyktuje odniesienie do tekstu, wers za wersem. U Pękiela nie ma dramatów, puszczania oka do słuchacza, czarowania. Śpiewamy to, co w nutach i zależało nam, by nie zaburzać harmonii obecnej we wszystkich elementach dzieł.

Większość wokalistów w formacji to nie tylko obcokrajowcy, ale przede wszystkim śpiewacy doświadczeni w repertuarze XVII-wiecznym. Jak odczytują Pękiela?

Wszyscy maksymalnie się angażowali i mają poczucie, że to coś niezwykłego, jak odkrywanie zupełnie nowych światów, które bardzo napędza emocje. Otwieramy nuty i czujemy się częścią muzycznego świata. A Brytyjczyk, czy Czesi dodatkowo chwalą się polskimi płytami u siebie. A to rzecz niebagatelna, bo Matthew Venner śpiewa np. w zespole Johna Eliota Gardinera, czy w Orlando Consort. Skalę porównawczą ma sporą i jest polskimi mistrzami oczarowany. 

Zgłoś uwagę