Najważniejsze informacje (kliknij, aby przejść)
Musi – jeden ze słynnych na cały świat tygrysów-czworaczków urodzonych we wrocławskim zoo – był dziś żegnany jak gwiazda filmowa: mimo deszczu przy wybiegu pojawiło się mnóstwo ludzi, byli też fotoreporterzy, przyjechała telewizja.
Galeria zdjęć
Najpierw bohater dnia pozował solo, potem dołączyło do niego rodzeństwo: Hari, Kampar i Indera.
Galeria zdjęć
Choć oficjalne pożegnanie odbyło się dzisiaj, czworaczki w komplecie będzie można oglądać we wrocławskim zoo jeszcze tydzień.
Jak podczas odwiedzin wypatrzyć wśród rodzeństwa Musiego?
– Musi jest największy ze wszystkich naszych młodych tygrysów – tłumaczy Piotr Harapin, opiekun tygrysów i dodaje, że Musi jest bardzo kontaktowy, pozdrawia opiekunów "pufaniem", a najczęściej bawi się z Harim.
Będzie go nam brakowało, bo pożegnania nigdy nie są łatwe. Pamiętajmy jednak o najważniejszej misji ogrodów zoologicznych, czyli wymianie osobników po to, by tworzyły pary, mogły doczekać się potomstwa i przyczynić do wzrostu swojej populacji. W przypadku tygrysów sumatrzańskich jest to szczególnie ważne, bo w naturze została ich już tylko garstka.Paweł Sroka, kierownik sekcji ssaków drapieżnych
„Czworaczki rosły na moich oczach”
Misja misją, jednak wyjazd pierwszego z czworaczków i tak budzi emocje.
– Absolutnie rozumiem, dlaczego Musi wyjeżdża, ale i tak mi smutno. Bo chociaż nie mieszkam we Wrocławiu, odwiedzałam czworaczki dwa, trzy razy w miesiącu – mówi Zofia Okołowicz, pasjonatka przyrody z Dzierżoniowa. – Patrzyłam, jak się do siebie tulą, jak się bawią, właściwie rosły na moich oczach. To niewiarygodne, jak się zmieniały podczas każdej kolejnej wizyty: z cudnych małych kulek wyrosły wielkie, piękne, dzikie koty.
„Ich ojcu należy się pomnik”
Rozwój czworaczków uważnie obserwowała także Katarzyna Kulios, fotografka, która razem ze swoim synem, Jakubem, bywała w zoo wyjątkowo często, okresami nawet codziennie.
– Wspaniale było patrzeć na tę tygrysią rodzinę i to, jak zajmował się nimi ich ojciec, Tengah. Wchodziły mu na głowę, a on to znosił z anielską cierpliwością i tylko czasem okazywał lekkie zniecierpliwienie. Jest samcem, więc to chyba ewenement na skalę światową. Myślę, że jako tata tej czwórki zasłużył na pomnik – mówi fotografka. Jej zdjęcia z zoo (nie tylko tygrysów) możecie oglądać na Facebooku na profilu Kachna Kulios Fotografia.
„Znam je od pierwszego dnia ich życia”
Podczas pożegnania nie zabrakło także łez. Zuzanna Łazarowicz, opiekunka ssaków drapieżnych, zna całą czwórkę od dnia ich narodzin.
Przyszły na świat na wybiegu, więc przenosiliśmy je do pawilonu, w którym spędziły potem pod naszą opieką pierwsze miesiące życia. Gdy znów zaczęły bywać na zewnątrz, nie bardzo chciały wracać do pomieszczeń, więc codziennie za nimi ganialiśmy i zanosiliśmy je na rękach. Czy odwiedzę Musiego w Lizbonie? Pewnie, że tak!Zuzanna Łazarowicz, opiekunka ssaków drapieżnych
Teraz, gdy tygrysy już dorosły, nie może być mowy o tym, by opiekunowie przebywali z nimi oko w oko, jednak nadal mają z nimi bliski kontakt. Do ich zadań należy m.in. to, by ich podopieczni się nie nudzili: rozkładają im różne zabawki, np. worki ze słomą, kartony, kule do kręgli, ukrywają mięso w różnych miejscach, dostarczają bodźców zapachowych (co ciekawe, okazało się, że tygrysy lubią i zapach kupy innych zwierząt, i… perfumy).
„To zdjęcie zrobiłem za trzecim podejściem”
Na pożegnaniu Musiego był także fotograf z zoo, Michał Ciechanowicz, autor zdjęcia, które obiegło cały świat.
Zrobiłem to zdjęcie na zapleczu, przy trzecim podejściu. Zadanie nie było łatwe, bo trudno było utrzymać maluchy w jednym miejscu. Razem z opiekunami wydawaliśmy z siebie wszystkie możliwe odgłosy, żeby zwrócić ich uwagę i choć na chwilę zatrzymać.Michał Ciechanowicz, fotograf
Musiego czeka doba w podróży
Jak powiedział nam Wojciech Stachowiak, specjalista do spraw wymiany i rejestracji zwierząt we wrocławskim zoo, podróż Musiego do Lizbony będzie trwała mniej więcej dobę. Pojedzie w skrzyni transportowej zapakowanej do samochodu wyspecjalizowanej firmy. Żeby podróż trwała jak najkrócej, kierowcy za kółkiem będą się zmieniać.
Przygotowania do wyjazdu zaczęły się dużo wcześniej. – Od jakiegoś czasu na wybiegu stoi skrzynia transportowa i Musi miał okazję się do niej przyzwyczaić: wchodził do niej, wychodził, ćwiczyliśmy też zamykanie. Chodzi o to, by podróż, podczas której będzie musiał spędzić w skrzyni wiele godzin, była dla niego jak najmniej stresująca – mówi Paweł Sroka, kierownik sekcji ssaków drapieżnych.
To była sensacja na skalę światową
Narodziny tygrysów były sensacją na skalę światową, bo taki duży miot to cud.
Galeria zdjęć
Czas jednak nie stoi w miejscu.
Chłopaki ważą już po 100 kilogramów, ich siostra Indera, nieco mniej, około 90, ale i tak to ona rozstawia ich po kątach. Każdy z nich jest inny, ma inne usposobienie, różnie układa sobie relacje z pozostałymi. Cała czwórka ma świetne relacje z ojcem, Tengahem, natomiast odkąd dorosły, ich mama nie życzy sobie ich towarzystwa. Tak samo jest w naturze: gdy młode dorastają, matki się nimi już nimi nie zajmują, a młode osobniki idą szukać własnego terytorium.Paweł Sroka, kierownik sekcji zwierząt drapieżnych we wrocławskim zoo
Tygrysy urodzone w zoo nie szukają nowego domu na własną łapę: o tym, dokąd pojadą i z kim założą rodzinę, decyduje koordynator programu hodowlanego, który dba o to, by potomstwo było możliwie różnorodne genetycznie, a więc zdrowsze. To ważne, bo to jedyna szansa na ocalenie tego gatunku.
Nie tylko Musi wyjedzie, by założyć rodzinę. Następny będzie Hari, a po nim jeszcze jeden tygrys, Kampar lub Indera. Decyzja, które z nich zostanie we Wrocławiu, jeszcze nie zapadła.
Tygrysy potrzebują naszej pomocy
Wrocławskie zoo wraz z fundacją DODO wspiera tygrysy sumatrzańskie, które żyją jeszcze w naturze.
Na Sumatrze zostało ich już około 400. To bardzo mało, dlatego wspieramy działającą na miejscu organizację, finansujemy patrole antykłusownicze, które likwidują wnyki, przekazujemy pieniądze na fotopułapki i pracę Parku Narodowego Kerinci Seblat.Marta Gondek, prezes zarządu Fundacji ZOO Wrocław - DODO
Tygrysom na Sumatrze nie jest łatwo: ich siedliska zostały podzielone na fragmenty, zagrażają im kłusownicy, polujący na nie dla skór i innych części ich ciała, które są wykorzystywane w pseudomedycynie azjatyckiej.
Każdy z nas może pomóc tym pięknym dzikim kotom. Więcej informacji: