Premiera we Współczesnym: „Jutro przypłynie królowa”

Motto przedstawienia to słowa Philipa Zimbardo z „Efektu Lucyfera”: „Jedną z najistotniejszych, a najmniej uznawanych przyczyn zła, poza głównymi sprawcami, protagonistami krzywdy, jest milczący chór, który patrzy, lecz nie widzi, który słucha, lecz nie słyszy”. Jak odczytać je w kontekście nowego spektaklu we Wrocławskim Teatrze Współczesnym – dowiemy się już 6 grudnia. 

  • teatr współczesny, wrocław, premiera

    Zdjęcie z próby, fot. Filip Wierzbicki


„To Pitcairn. Rajska wyspa. Gdy spojrzeć na nią z góry, ma wielkość główki od szpilki. Z bliska zdaje się rozległa jak biblijny Eden…” – to jedne z pierwszych słów, które padają w najnowszym spektaklu Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Twórcy przedstawienia zainspirowali się książką z 2013 r., niezwykle interesującym reportażem, Macieja Wasilewskiego pt. „Jutro przypłynie królowa”, który powstał po pobycie tego dziennikarza na pacyficznej wyspie Pitcairn. Wasilewski spodziewał się tam raju na Ziemi, a tak naprawdę trafił do piekła w pięknych okolicznościach przyrody… 

Jutro przypłynie królowa

Jutro przypłynie królowa

Dramat
Termin od 6 grudnia 2019 do 12 grudnia 2019

Miejsce Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego

Zobacz


– W reportażu Wasilewskiego szukaliśmy przede wszystkim relacji międzyludzkich i staraliśmy się sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to, co się tam wydarzyło, jest w ogóle możliwe, nie nazywając tego jednoznacznie patologią, a raczej traktując to jako zaistniałą sytuację w specyficznych warunkach – mówi Piotr Łukaszczyk, reżyser przedstawienia, którego premierę zapowiedziano na 7 grudnia na Scenie na Strychu. – Zadawaliśmy sobie cały czas pytania, co by było, gdyby ktoś z nas znalazł się na tej wyspie i jak by się zachował, przyjmując, że hołduje moralności zgoła innej niż ta panująca na Pitcairn.

Witajcie w raju

Na państwo Pitcairn – terytorium zamorskie Wielkiej Brytanii – składają się cztery wyspy, położone na Oceanie Spokojnym w Polinezji, między Australią a Ameryką Południową. Są to Pitcairn – jedyna zamieszkana wyspa, z główną miejscowością Adamstown, oraz trzy bezludne wysepki Henderson, Ducie i Oeno.

Tę nieopisanie piękną krainę odkryli i zasiedlili pod koniec XVIII w. zbuntowani żeglarze ze słynnego okrętu „Bounty”, których historia co najmniej kilka razy trafiała m.in. na ekrany (ostatnio sfilmowana w roku 1984 z główną rolą Mela Gibsona), bo rzeczywiście awanturniczy wątek tamtych wydarzeń to doskonały materiał dla kina.

Do dziś na Pitcairn (która nosi imię od nazwiska żeglarza, który pierwszy ją wypatrzył) żyją potomkowie tych buntowników i ich towarzyszek, „po drodze” uprowadzonych w 1790 r. z Thaiti. To może jakieś pięćdziesiąt osób.

Przez lata Pitcairn, odizolowane tak naprawdę od reszty świata, rzeczywiście kojarzyło się z cudem nieskrępowanej i niestłamszonej cywilizacją oazy, w której człowiek wolnym tempem żyje w otoczeniu nieskalanej natury. Ci, którym udało się tam dostać podczas swoich podróży, nie mieli co do tego wątpliwości.

„Robaczywy” Eden

Pod koniec ubiegłego stulecia ten rajski obrazek, z jakim kojarzono Pitcairn, został jednak przysłonięty drastycznymi faktami, których źródłem okazały się wykorzystywanie seksualne nieletnich, pedofilia, brutalne gwałty na kobietach, zwłaszcza nieletnich.

Lawinę oskarżeń uruchomiła nastolatka, która uciekła z wyspy i opowiedziała policji, co ją w ojczyźnie spotkało. Wniosła także oskarżenie wobec swoich oprawców. Poparło ją kilka innych kobiet, które znalazły azyl w Nowej Zelandii.

Ich zeznania doprowadziły do sformułowania ponad dwudziestu zarzutów o gwałt, ponad czterdziestu o napastowanie i dwa o poważne przestępstwa seksualne wobec dziecka, mającego mniej niż 14 lat, w stosunku do siedmiu mężczyzn z Pitcairn, czyli ponad połowy męskiej populacji wyspy w 2004 r.

Jednym z oskarżonych był tamtejszy burmistrz, który zresztą zawzięcie odpierał zarzuty, głosząc, że po prostu egzekwował odwieczne wyspiarskie prawo [do obcowania cielesnego z dziewczynkami i gwałtów na nich – red.], które jako najważniejszej personie w społeczności po prostu się mu należało.

Wina, kara i… brak refleksji

Podczas procesu, prowadzonego przez sędziego z Wielkiej Brytanii, transmitowano zeznania kobiet, które opuściły wyspę (jedną z tych uciekinierek odnalazł Maciej Wasielewski i opisał w reportażu). Wszystkie podały, że już jako 12-latki były wielokrotnie wykorzystywane seksualnie przez mężczyzn z Pitcairn, a gwałty na kobietach były tam codziennością.

Strach przed płcią przeciwną zwłaszcza wśród dziewczynek był ogromny – bały się rówieśników, sąsiadów, a nawet własnych ojców czy dziadków (najstarszy z oskarżonych w procesie miał 78 lat…). Co znamienne, jedni z przepytywanych na wyspie świadków nie chcieli zeznawać przeciwko swoim – nawet jeśli np. sąsiad wielokrotnie zgwałcił mu dziecko, drudzy – jeśli się na to odważyli – byli potem przez resztę pobratymców szykanowani.

Sprawcy ostatecznie usłyszeli wyroki. Czterech skazano na więzienie od dwóch do sześciu lat, dwóch dostało „przydział” w postaci… 500 godzin prac społecznych. Groteskowego wymiaru tej kary dopełnia to, że skazany w procesie burmistrz w ramach zemsty… odwołał na Pitcairn święta Bożego Narodzenia, a uwięzieni zaczęli odbywać pokutę we własnych pieleszach, czyli w tzw. areszcie domowym.

Pitcairn jest wszędzie

W spektaklu „Jutro przypłynie królowa” widz dostanie krótki kurs geografii i historii na temat Pitcairn, ale i pozna jej mieszkańców.

Buck (Bartosz Woźniak, gościnnie) – jest na wyspie szefem i stara się, nawet bardzo, by tradycja nie zaginęła i była pieczołowicie kultywowana. Dzieli i rządzi, również własnym synem Albertem (Jakub Mikulak, AST).

Ten młodzian zaś, bity po głowie i zdominowany przez tatusia, dopiero wkraczający na dorosłą ścieżkę życia, uczy się swoich samczych ról, choć teraz bardziej jednak naznaczonych wiekiem niewinności i pierwszym młodzieńczym zauroczeniem pod postacią Abigail (Diana Kozłowska, AST).

Ta jest sierotą, ale pilnie strzeżoną przez brata, Williama, zwanego „Judaszem” (Maciej Kowalczyk), który jest jedynym obrońcą jej cnoty i czci. Żyje w niezgodzie na nikczemną tradycję Pitcairn, której jednak kategorycznie przeciwstawić się nie potrafi.

Donna (Anna Błaut) ma dwie córki – starszą Lizę (Jolanta Solarz-Szwed), która „inicjację” ma już za sobą, i młodszą Weronikę (Maria Kania), nieskalną jeszcze gwałtem i molestowaniem seksualnym. Matka bardzo ufa tradycji. Model życia na wyspie jej odpowiada i nie wyobraża sobie – bo czy tak naprawdę je zna? – innego. Jest przedsiębiorcza i potrafi zadbać o swoje interesy, pozostając w komitywie z burmistrzem jako jego zastępczyni.

Temu, co dzieje się wśród społeczności, kto jest ofiarą, a kto sprawcą, przygląda się Rasty „Ciasteczko” (Miłosz Pietruski), a milczący Denis (Krzysztof Zych) żyje w lesie i jest czarownikiem. Jest jeszcze pastor Lu, przybyły prosto z Londynu, mąż Dony i ojciec dwóch córek, który nie może być tak w zasadzie pewien, czy jest ich rodzonym ojcem…

Ten pitcairneński garnitur postaci, które pokażą się widzom w scenografii, stworzonej przez Michała Araszewicza, którym w tle towarzyszyć będzie muzyka skomponowana przez Filipa Zawadę, tylko pozornie – jak należy się spodziewać – przedstawi nam opowieść o anachronicznej społeczności, która uwiła sobie rajskie gniazdko na środku Pacyfiku.

Wymowa spektaklu – podobnie zresztą jak w książce Macieja Wasilewskiego – ma być szersza, głębsza, drastyczna w swojej oczywistości i – jak mówi reżyser wielowarstwowa. Możemy spodziewać się rzeczy o samotności, poszukiwaniu tożsamości, wypaczonej mentalności, wykluczeniu, przemilczaniu i ludzkich „brudach”, które przewalają się przez każde miejsce i każdą społeczność na Ziemi.

Zdjęcia z próby spektaklu: Filip Wierzbicki

----------------------------------------------

„Jutro przypłynie królowa”, adaptacja, dramaturgia: Krzysztof Szekalski, reżyseria: Piotr Łukaszczyk, scenografia, wideo: Michał Araszewicz, muzyka: Filip Zawada, choreografia: Tomasz Wesołowski. Aktorzy: Anna Błaut, Maria Kania, Jolanta Solarz-Szwed, Krzysztof Boczkowski, Maciej Kowalczyk, Krzysztof Zych, Miłosz Pietruski, Bartosz Woźny (gościnnie), Diana Kozłowska (AST), Jakub Mikulak (AST). Wrocławski Teatr Współczesny, Scena na Strychu, premiera 7 grudnia 2019 r.



Zgłoś uwagę