Sztuka pisania listów. Nowa wystawa w Muzeum Poczty

Prace uczniów Grzegorza Bednarza z pracowni „Reja 17”

  • Grzegorz Bednarz

    Grzegorz Bednarz


Co roku Grzegorz Bednarz, opiekun Pracowni Plastycznej „Reja 17” (działającej przy Młodzieżowym Domu Kultury Śródmieście) zadaje swoim podopiecznym pracę domową na wakacje. Mowa o ręcznie pisanych listach, które można ozdobić własnoręcznie wykonanymi rysunkami, czy kolażami. W ubiegłym roku opiekun wybrał temat przewodni – „I love…” i przez dwa miesiące odbierał zachwycające listy z całej Europy. Teraz podzielił się nimi, a prace utalentowanych młodych artystów zobaczymy w Muzeum Poczty i Telekomunikacji. Wystawa potrwa do 30 lipca.

Tradycyjny list lepszy od kliknięcia

W czasach kiedy korespondencja (także prywatna) przeniosła się w sferę wirtualną i niejednokrotnie częściej wysyłamy maile niż pocztówki sztuka pisania listów staje się umiejętnością prawdziwie ekskluzywną. Grzegorz Bednarz, artysta i opiekun artystyczny uzdolnionej młodzieży przyznaje, że projekt „Mail-Art-School” funkcjonujący od blisko 15 lat w MDK Śródmieście ma za zadanie zatrzymać ludzi w realu, tam gdzie czują, co jest dookoła nich. – Każda dłoń tańcząca na kartce papieru z piórem, ołówkiem, dłoń tworząca z myślą o kimś daleko będzie cenniejsza niż kliknięcie – przekonuje Grzegorz Bednarz i zachęca do uprawiania sztuki epistolograficznej. – Na tle komunikatów elektronicznych prace młodych plastyków można traktować, jak małe dzieła sztuki – zwraca uwagę.

Serce rośnie...z drzewem

Trudno się z tą opinią nie zgodzić oglądając w gablocie rozłożoną kopertę z namalowanym na niej mięśniem sercowym, z którego wyrasta okazałe drzewo albo przyglądając się oprawionemu w materiał (zamiast w kopertę) listowi zawierającemu zdumiewającej urody grafiki. – Jeden z moich podopiecznych przysłał reportaż z wakacji, do którego dołączył wyśrubowane artystycznie prace, pół-erotyki, wręcz dramatyczne – wyjaśnia Grzegorz Bednarz. Cieszy go każdy list, każda kartka. Na tej z Portugalii umieszczonej za szkłem ktoś zadał sobie trud i narysował plan wyspy z zaznaczeniem, gdzie można szukać ciekawych miejsc. – Otwieranie i oglądanie listów to niesamowite przeżycie, muszę popruć kopertę, otworzyć, czasami wysypie się ze środka piasek z plaży, czasami wyskoczy zaschnięty żuk – opowiada Grzegorz Bednarz.

300 listów do Mistrza

Na wystawie są prace, jakie uczniowie wysyłają do swojego Mistrza, ale i prace Mistrza zrobione z myślą o podopiecznych. Kiedyś Grzegorz Bednarz dostawał nawet 300 listów, każdemu starał się odpowiedzieć. Dziś ograniczył tę liczbę, ale nadal sprawia mu przyjemność przygotowywanie korespondencji. Powiększa znaczki, aby wszyscy mogli wreszcie dostrzec, jakie są piękne i ile kryją detali, wykonuje na kopercie prace z wykorzystaniem akwareli (w wydrukowany elektrokardiogram wplata szkice ziół wspomagających pracę serca).

Pisząc do Pink Floydów

Prace z wystawy to nie jedyna aktywność Mail-Art-School. Rejowcy (bo tak się lubią nazywać) wysyłają listy do ciekawych miejsc i ludzi licząc na odpowiedź. I ta nadchodzi – od Henryka Mikołaja Góreckiego – naszkicowanych kilka taktów, od zespołu Pink Floyd – owinięta w brytyjską flagę skrzynia z płytami i grafikami, od Jørna Utzona, architekta słynnej opery w Sydney – wzruszający list (na krótki czas przed jego śmiercią), od członków zespołu badawczego Large Binocular Telescope Observatory w Arizonie – płyta DVD z zarejestrowanym momentem, gdy amerykańscy naukowcy czytają list z Wrocławia i przyznają Polakom rację –  wszyscy żeglujemy pod tym samym niebem”. Wprawdzie listów od sławnych postaci nie zobaczymy w gablotach, ale także zasługują na udostępnienie.

Wystawę Mail-Art-School „I love…” można oglądać w Muzeum Poczty i Telekomunikacji (pl. Krasińskiego 1) do 30 lipca.  

Magdalena Talik



Zgłoś uwagę