Rewelacyjne płyty muzyków NFM. Warto posłuchać

Pod szyldem Narodowego Forum Muzyki ukazało się niedawno kilkanaście świetnych albumów nagranych przez artystów, którzy na co dzień grają w zespołach NFM. Ciekawe wykonania i rewelacyjny repertuar może być odkryciem i zachętą, by przyjść do forum nie tylko na koncert symfoniczny, ale docenić kamerlistykę.


Mykietyn fenomenalny

Choć, paradoksalnie, akurat po płytę Orkiestry Symfonicznej warto sięgnąć jako jedną z pierwszych, bo choć umiejętności dyrygenta Benjamina Shwartza (byłego szefa orkiestry) nie znalazły uznania w oczach wrocławskich melomanów, okazało się, że jego miłość do muzyki współczesnej bywa odwzajemniona. Zwłaszcza do muzyki Pawła Mykietyna, szczególnie do II Symfonii, która pod batutą Shwartza wybrzmiewa z niespotykaną dramaturgią (zwłaszcza jej I część), a nastrój budowany jest tu wręcz mistrzowsko. Zaryzykować można twierdzenie, że to jedna z najlepszych płyt wrocławskich symfoników w ostatnich latach. I wprost genialnie nagrana w sali głównej NFM. Bonusem albumu jest Koncert fletowy Mykietyna zarejestrowany z Łukaszem Długoszem (z myślą o nim kompozytor napisał utwór). 

Lutosławski Quartet w formie

Po dzieło Mykietyna sięga także Lutosławski Quartet. Niegdyś fenomenalnie grali jego II Kwartet smyczkowy, teraz kompozytor napisał dla nich III Kwartet smyczkowy. To najmocniejsza i niewątpliwie najciekawsza muzycznie część podwójnego nowego albumu zatytułowanego „2016”, na którym znalazły się jeszcze intrygujący pod względem konsekwentnie zrealizowanej koncepcji IV Kwartet smyczkowy Marcina Markowicza, członka LQ oraz dwunastoczęściowy „[P[PE(s)]” Andrzeja Kwiecińskiego. Na drugim krążku umieszczony został film o muzykach kwartetu wyreżyserowany przez Kubę Kossaka. Formacja w składzie Bartosz Woroch, Marcin Markowicz – skrzypce, Artur Rozmysłowicz – altówka i Maciej Młodawski– wiolonczela obchodziła niedawno okrągły jubileusz – pierwsze dziesięciolecie istnienia i, czego dowodem jest nowa płyta, gra światowo.

Marcin Markowicz w kooperacji

Wielbicielom muzyki wyjątkowo melodyjnej, a jednocześnie rzadziej grywanego repertuaru spodoba się album „Different Things”, jaki skrzypek Marcin Markowicz, członek Lutosławski Quartet, nagrał ze świetnym pianistą Grzegorzem Skrobińskim. Fanów muzyki filmowej ucieszy Sonata G-dur Nino Roty, twórcy słynnych tematów z „Ojca chrzestnego” Coppoli, czy „Słodkiego życia” Felliniego i jednocześnie zaskoczy fakt, że Rota komponował bardzo tradycyjnie. Dla kinomaniaków gratką będzie także Sonata na skrzypce Philipa Glassa w jego charakterystycznym stylu. Ale polecam zwrócić baczną uwagę przede wszystkim na Suitę w dawnym stylu Alfreda Schnittkego, nie tylko przez wzgląd na wykątkowej urody utwór, ale też piękne wspólne wykonanie artystów, którzy na tej płycie współpracują wzorcowo. Po przesłuchaniu trudno suitę wyrzucić z pamięci, działa podprogowo.

LutosAir Quintet wprawia w osłupienie

Na czarnego konia wśród płyt NFM wyrósł zespół, którego, być może, nie odnotowali z odpowiedną atencją fani symfoniki. I zrobili tym samym duży błąd, bo to, co członkowie LutosAir Quintet pokazują na płycie jest pokazem czystej, nieskrępowanej radości ze wspólnego grania i maestrii wykonawczej na poziomie, który dosłownie wprawia w osłupienie. Ich „Canto for Winds” to absolutna rewelacja, zarówno pod względem interpretacyjnym, jak i repertuarowym. Takich perełek, jak otwierający album genialny Kwintet na instrumenty dęte nr 2 zmarłego niedawno Davida Maslanki, Amerykanina o polskich korzeniach, trzeba więcej w salach koncertowych. Choćby po to, by niektórzy przestali narzekać na to, że muzyka współczesna jest nieprzysiadalna. Formacja w składzie – Jan Krzeszowiec – flet, Wojciech Merena – obój, Maciej Dobosz – klarnet, Alicja Kieruzalska – fagot, Mateusz Feliński – róg udowadnia, że nieprzypadkowo jest w formacjach dętych spora siła. Taka, że czasem brzmią, jak pełna orkiestra.

Andrzej Kosendiak odkrywa dawnych mistrzów

Andrzej Kosendiak kilka lat temu zelektryzował całe środowisko nagrywając kolejno dwa albumy z muzyką GGG, czyli Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, wybitnego polskiego kompozytora epoki baroku. Cykl odkrywania na nowo polskich mistrzów muzyki dawnej kontynuuje z kolejnymi. Pierwszy – z utworami Marcina Mielczewskiego, twórcy polskiego baroku najlepiej kojarzonego wówczas w Europie, drugi – ze spuścizną Bartłomieja Pękiela, znakomitego barokowego twórcy działającego na dworze Władysława IV Wazy, a potem Jana II Kazimierza. Obydwie płyty nagrane zostały z udziałem Wrocław Baroque Ensemble (nie mylić z Wrocławską Orkiestrą Barokową, to dwie różne formacje) i solistów (do znanych dołączyli nowi, m.in. sopranistka Aleksandra Turalska) w olbrzymiej sali głównej NFM, choć atmosfera zachowana została wybitnie kameralna. W przypadku albumu z muzyką Mielczewskiego otrzymujemy wybór wokalno-instrumentalnych dzieł, zaś Pękiela reprezentuje jego pięć mszy, w tym przepiękna Missa concertata la lombardesca. Wydane w tej samej, co Gorczycki gustownej szacie graficznej, obydwa krążki są cenną wyprawą w arcyciekawą historię polskiej muzyki. 

Wiolonczela plus pianoforte

Na seans z muzyką dawną zawsze warto poświęcić czas. Tym razem album nagrał Jarosław Thiel, wiolonczelista, dyrygent, szef Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, ale też zapalony badacz dziejów kultury muzycznej (czego tylko niewielki dowód daje jako autor drobiazgowego opisu w książeczce dołączonej do płyty). Stąd, z pewnością, wybór utworów bynajmniej nie oczywistych, bo choćby Beethovenowskich 12 Wariacji G-dur na temat „See, the conqu'ring hero comes” z oratorium „Juda Machabeusz” Händla daje szansę soliście prawdziwie zabłysnąć, a muzyka bazowa znamienita. Jarosław Thiel na wiolonczeli Bastian Muthesius 2004 wg Stradivariusa „Servais” z 1701 roku zadbał także o świetną pianoforcistkę Katarzynę Drogosz (gra na kopii anonimowej instrumentu Johanna Andreasa Steina z 1780 roku). Beethovenowski wieczór (jeszcze dwie sonaty w programie) zdecydowanie przypadnie do gustu.

Zbigniew Pilch oświecony

Trochę inny rodzaj artystycznej proponuje koncermistrz Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, świetny skrzypek Zbigniew Pilch. Zafascynowany filmem „Amadeusz” Formana sfotografował się w owej słynnej ptasiej masce weneckiej, w jakiej „wysłannik piekieł” odwiedza Mozarta (zamawiając requiem) i wybrał utwory w epoki oświecenia, które go zaintrygowały. Bardzo osobista w selekcji i wykonaniu płyta to podróż do świata brzmienia intymnego, kontemplacyjnego, ale też wymagającego technicznie (nie tylko w przypadku Kaprysu z cyklu autorstwa Paganiniego). A wisienką na torcie jest Pilchowskie opracowanie sztandarowej arii Händla z „Rinalda” – „Lascia ch'io pianga”.

Czterech wiolonczelistów w akcji

Czterech wiolonczelistów najlepiej kojarzonych na świecie to, bez wątpienia, Apocalyptica, czterech Finów, którzy grają klasykę rocka z równym zapamiętaniem, co niegdyś klasykę. Tymczasem pod skrzydłami Narodowego Forum Muzyki wychował się Polish Cello Quartet, czterech grających z wielkim zaangażowaniem Panów (Tomasz Daroch, Wojciech Fudala, Krzysztof Karpeta, Adam Krzeszowiec), którzy udowadniają, że kwartet najbliższych brzmieniem sercu instrumentów może zdumiewać programem i jego wykonaniem nie gorzej niż smyczkowy, a nawet orkiestra kameralna. Okryciem „Discoveries” jest przepiękny Kwartet d-moll na cztery wiolonczele Rudolfa Matza, dwudziestowiecznego kompozytora (zmarł pod koniec lat 80.), ale brzmieniowo na kolana rzuca Ballada i Rapsodia Kazimierza Wiłkomirskiego ze słynnej muzycznej rodziny (jego przyrodnią siostrą jest wybitna skrzypaczka Wanda Wiłkomirska).

Zgłoś uwagę