Po prapremierze „Mocka” na dużym ekranie DCF-u

– Właśnie tak wyobrażałam sobie Mocka – mówiła Ania, studentka UWr, po wyjściu z sali Polonia. – Ja nie, ale to, co obejrzałem, też mi się podobało – wyjawił jej kolega Radek. W piątek, 26 stycznia, razem z wieloma innymi widzami, oglądali w DCF-ie „Mocka” – adaptację powieści Marka Krajewskiego dla Teatru TV. Swoje wrażenia wyjawili też twórcy.

  • Szymon Piotr Warszawski jako Mock

    Szymon Piotr Warszawski jako Mock


– Dobrze było zacząć ekranizację „Mocka” od nowego rozdania. Mówiąc o nowym rozdaniu mam na myśli, mój powrót do tego bohatera – Eberharda Mocka. To jest trylogia, którą można nazwać „Młody Mock”. Jej pierwsza część nosi tytuł „Mock” – właśnie została zekranizowana, druga – „Ludzkie zoo” i ta, którą teraz piszę – ma tytuł roboczy „Mock. Pojedynek” – mówił dziennikarzom przed pokazem telewizyjnej adaptacji swojej powieści we wrocławskim DCF-ie Marek Krajewski.

Od lewej: Szymon Piotr Warszawski, Zbigiew Lesień, Marek Krajewski i Łukasz Palkowski na konferencji przed projekcją 

– I gdyby w tej kolejności pan Łukasz zechciał to zrobić, byłbym bardzo szczęśliwy – dodał, wskazując na uczestniczącego w konferencji prasowej reżysera Łukasza Palkowskiego. – Kilka dni temu obejrzałem przedstawienie i jestem pod dużym, dużym wrażeniem – przyznał autor kultowych już powieści z przedwojennym Wrocławiem w tle. 

Marcel Sabat (po lewej) jako Hans Poelzig

Niech ludzie robią to, co potrafią...

...ja potrafię pisać książki – przynajmniej tak mi się wydaje – natomiast reżyser Łukasz Palkowski, Krzysztof Kopka, znakomity adaptator, i cała ekipa zna swoją robotę. I tyle – tak odpowiada na pytanie o swoją ingerencję w pracę realizatorów telewizyjnego „Mocka” Marek Krajewski.

– Ufam artystom, ufam specjalistom, nie ingeruję, nie czepiam się każdego przecinka – deklaruje. – No chyba że uznałbym, że coś drastycznie odbiega od mojej wizji. W tym spektaklu jest jedna taka scena, ale jej nie kwestionuję, gdy Hans Poelzig mówi do Mocka: „Śmierdzi pan”. Mój bohater nigdy nie śmierdzi –żartuje Krajewski. – Ale zinterpretujmy to na nieco wyższym poziomie, że być może „śmierdzi gnojem” jako plebejusz, bo to przecież człowiek z niższych stanów, który dopiero aspruje do elit.

Swoimi wrażeniami z pracy nad adaptacją, współpracy na planie, telewizyjnej postprodukcji dzielili się przed pokazem „Mocka” – którego przedpremierowo wrocławscy widzowie mogli obejrzeć w dwóch salach DCF-u: Polonii i Warszawie – (od prawej): producent spektaklu Marcin Kurek, szefowa agencji kreacji Teatru TVP Ewa Millies-Lacroix, autor adaptacji Krzysztof Kopka, reżyser Łukasz Palkowski, Marek Krajewski oraz aktorzy Zbigniew Lesień i (nieobecny na zdjęciu) Szymon Piotr Warszawski 

Dylematy adaptatora

Krzysztof Kopka, krytyk teatralny i autor telewizyjnej adaptacji „Mocka”, przyznaje, że nie bez bólu przyszło mu „kroić mięsistą prozę” Krajewskiego.

– Jestem admiratorem Marka Krajewskiego, ponieważ on daje mi to, czego czekuję od pisarza, to znaczy świat, w którym chciałbym żyć. Ogromnie lubię ten jego Wrocław – z zaułkami, zakamarkami, szemranymi knajpami i dlatego każda możliwość pracy nad jego tekstami jest czymś fantastycznym – mówił we wrocławskim DCF-ie Krzysztof Kopka. 

– Powieść rozgrywa się w kilkudziesięciu miejscach, a spektal lokacyjnie w trzech, głównym jest oczywiście Hala Stulecia. To oczywiście narzuca od razu pewien sposób opowieści – metaforę, obraz – co uważam Łukasz Palkowski znakomicie zbudował, wyczuł i zrozumiał. I znalezienie tego rodzaju języka, który zobaczymy, to walor tego spektaklu – adaptator chwalił również pracę reżysera. 

To musiała być Hala Stulecia

Sam Palkowski przyznał – i podczas konferencji prasowej, i w czasie poprojekcyjnej debaty z widzami – że wcześniej właściwie nie zabiegał o to, by pracować dla telewizji, a i żadnych ciekawych propozycji mu nie składano, sugerując tylko, żeby po prosty „coś sobie wybrał”.

Bardzo dobra rola Pauliny Walendziak jako Dory

– W tym przypadku [ „Mocka” – red.] było inaczej – twierdzi reżyser. – Pojawił się konkret, a ja nigdy nie odmawiam, jeżeli w pełni z ofertą się nie zapoznam, ponieważ dopiero potem mogę na przykład powiedzieć „nie”. Tym razem dogłębnie zapoznałem się z tematem i „nie” już nie wypadało mi odpowiedzieć – zapewniał realizator „Bogów” i pierwszej serii „Belfra”.

W książce Krajewskiego znajdujemy kulisy końca budowy i otwarcia Hali Stulecia. W niej rozgrywa się wątek śmierci w tajemniczych okolicznościach pięciu młodych ludzi, którą to zagadkę chce rozwikłać młody Mock.

– Nie wyorażam sobie innego miejsca, niż Hala właśnie, w którym moglibyśmy to pokazać. A za to, że mieliśmy taką okazję, a jednocześnie przyjemność i nie ukrywam niemały też techniczny kłopot realizacyjny – trzeba dziękować losowi. Ponieważ to, co kopuła Hali zrobiła dla nas i scenograficzne, i metaforycznie w odniesieniu do całego dzieła: wizualnie, interpreatcyjnie, czysto literacko to coś nieczęsto spotykanego. Mam nadzieję, że widzowie się o tym przekonają – jak to nieprawdopodobnie „pracuje” w tym niezwykłym miejscu.

Być jak Mock

– Wcielenie się w Mocka to była fascynująca przygoda i coś niesamowitego. Z dużą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że to było najtrudniejsze moje dotychczasowe zadanie jako aktora – wyjawił odtwórca głównej postaci policjanta obyczajówki z Breslau – Szymon Piotr Warszawski, zapewniając jednocześnie, że czuje też osobistą więź z bohaterem powieści Marka Krajewskiego.

Mock w opałach...

– Ponieważ wszystkie grane dotychczas przeze mnie postaci czerpią trochę z mojej osobowości, mogę chyba powiedzieć, że i ja mam w sobie „coś z Mocka”. To dla mnie świetny gość, który ma w sobie coś szczególnego – mianowicie wewnętrzną podstawę do tego, by móc dobrze interpretować rzeczywistość. Ja natomiast mam z tym niejaki problem. Wiele rzeczy z zewnatrz ma wpływ na to, co robię, przyjmuję dużo opinii bardziej do siebie, niż byłbym powinien. Mock jest superinspirujący, bo stawia sprawy o swojemu i za to go bardzo cenię – taką laurkę wystawił młody aktor młodemu Mockowi.

Za jedno z trudniejszych zadań do wykonania w tym spektalu uważa zaś np. zagranie sceny wspinania się po drabinie pod kopułę Hali i towarzyszącego temu lęku Mocka. W życiu prywatnym takich dylematów aktor bowiem nie ma. – Skaczę ze spadochronami i w ogóle nie mam problemu z lękiem wysokości, a kaskaderskie wyczyny na planie bardzo lubię – mówi.

Przekonujący i świetni warsztatowo w adaptacji prozy Marka Krajewskiego –Ireneusz Kozioł jako Vyhladil oraz...

...Zbigniew Lesień jako komisarz Mühlhaus. Tu na zdjęciu z Adamem Cywką (dyrektor Heckman) 

Starszy kolega Warszawskiego – Zbigniew Lesień, odtwarzający w spektaklu postać komisarza Mühlhausa, również ceni sobie pracę na planie u Palkowskiego i jej efekt. 

– To była trudna praca – mówił w DCF-ie. – Był na przykład taki dzień, gdy pracowaliśmy dziewiętnaście godzin i po kilku godzinach snu na nowo. Ale podoba mi się całe przedstawienie. To fantastyczny pomysł umieszczenia akcji w Hali Stulecia, w tak dobranej scenografii. Poza tym, to jest inny teatr. Nie taki, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, co na pewno odczują widzowie.

Telewizja na kinowym ekranie

Dzięki pomysłowi przedpremierowego pokazania „Mocka” wrocławskim widzom w dwóch salach projekcyjnych Dolnośląskiego Centrum Filmowego, w piątek 26 stycznia, sprawie rozwiązania zagadki rytualnego mordu – do którego dochodzi tuż przed otwarciem Hali Stulecia i wizyty w niej cesarza Wilhelma II w roku 1913 – mogliśmy przyjrzeć się naprawdę z bardzo bliska.

Ci, którzy powieści Krajewskiego znają od podszewki, nie mieli żadnych trudności z ze śledzeniem akcji i identyfikacją głównych jej bohaterów czy wszelkimi konotacjami i historycznymi odniesieniami. Inni może potem nawet zajrzeli do wikipedii, żeby m.in. sprawdzić, kim tak naprawdę byli pangermaniści...

– Jestem zachwycona, bo nie mogłam sobie jednak wyobrazić, jak to, co napisał w orygnale autor, można pokazać w niespełna w dwie godziny – mówiła tuż po zakończeniu projekcji pani Marianna, która przyniosła ze soba dwa egzemplarze książek Marka Krajewskiego, ponieważ autor podpisywał również swoje dzieła w holu DCF-u. – Mocka fizycznie wyobrażałam sobie trochę inaczej, ale jeśli chodzi o jego mentalność i temperament, to wszystko mi się zgodziło – przyznaje wielbicielka kryminalnej prozy wrocławskiego pisarza.

Agnieszka Żulewska jako baronowa Charlotta   

– Ja się przyznaję, że nie czytałem jeszcze nic tego autora, ale dzisiaj moja dziewczyna zmusiła mnie do kupienia jego nowej książki – ze śmiechem odpowiedział Janusz. – Dlatego oglądałem ten właściwie film, jak każdy inny, na który chodzę do kina, chociaż to taki „normalny” film przecież nie był. Fajny klimat, wciągająca akcja, no i ta nasza Hala Stulecia jest tam niesamowita. Gdy chodziłem tam na koncerty czy mecze, to wcale się jej nie przyglądałem, a dzisiaj mnie tak jakby oczarowała – przyznał się młody wrocławianin.

– To fajnie, że ktoś w końcu pokazuje prozę pana Krajewskiego na razie w telewizji, ale ja się dzisiaj przekonałam, że nic nie przebije książek, chociaż bardzo podobała mi się rola Agnieszki Żulewskiej [fascynująca femme fatale, wdowa po siedmiogrodzkim baronie – red.] – to wrażenia tegorocznej maturzystki Pauliny.

Epilog

– Oglądałem ten spektal trzy dni temu i pomyślalem sobie, że ten wieczór zweryfikuje mój punt widzenia. Zweryfikował. Wzmocnił je, są jeszcze bardziej pozytywne. Podobało mi się, proszę państwa. Tak jest. To jest to – stwierdził po wrocławskiej prezentacji telewizyjnego „Mocka” Marek Krajewski.

Spotkanie z twórcami po projekcji w DCF-ie

Czy spodoba się również telewidzom w całym kraju? Przypominamy: Teatr Telewizji TVP1, 29 stycznia 2018, godz. 20.25. 

  • Autor: Marek Krajewski 
  • Adaptacja: Krzysztof Kopka 
  • Reżyseria: Łukasz Palkowski 
  • Scenografia: Arkadiusz Kośmider 
  • Kostiumy: Dorota Roqueplo 
  • Zdjęcia: Witold Płóciennik PSC 
  • Muzyka: Bartosz Chajdecki

Obsada: Szymon Piotr Warszawski (Mock), Agnieszka Żulewska (Charlotta), Ireneusz Kozioł (Vyhladil), Bartosz Bielenia (Kurt Rotmandel), Marcel Sabat (Poelzig), Dobromir Dymecki (Nicolai), Paulina Walendziak (Dora), Zbigniew Lesień (Mühlhaus), Adam Cywka (dyrektor Heckman), Krzysztof Ogonek (Klaus), Włodzimierz Dyła (Heine)

zdjęcia: TVP1

Czytaj więcej: o realizacji „Mocka” we Wrocławiu

Zgłoś uwagę