„Garbus” S. Mrożka – premiera we Wrocławskim Teatrze Współczesnym

W nowy sezon Wrocławski Teatr Współczesny wkracza z „Garbusem” Sławomira Mrożka. Premierowy spektakl zobaczymy na scenie Teatru Muzycznego Capitol 29 września, ponieważ w WTW trwa nadal termomodernizacja budynku. 


W Capitolu odbędą się również kolejne przedstawienia „Garbusa” (30.09-3.10), a także – jak mówi dyrektor TWT, a zarazem reżyser sztuki Marek Fiedor – kilka następnych, zaplanowanych na listopad. Na macierzystej Scenie na Strychu aktorzy zagrają Mrożka w styczniu 2019.

Garbus

Garbus

Dramat
Termin od 29 września 2018 do 3 października 2018

Miejsce Capitol Teatr Muzyczny

Zobacz

Jeszcze „na wyjeździe”, u siebie na dobre już od marca 

– Był taki moment w czerwcu, gdy wydawało się, że do remontu naszego teatru jednak nie dojdzie i trzeba będzie zwrócić unijne środki – opowiada Marek Fiedor. – Wszystko przez trudną sytuację w branży budowlanej, przetargi, do których nie dochodzi, i przecież nie tylko we Wrocławiu, ale i w skali całej Polski. Na szczęście, dzięki przeróżnym działaniom, zwłaszcza ze strony miasta, które dołożyło ponad 3 mln zł do naszej inwestycji, negocjacje z firmą remontową zakończyły się pomyślnie i remont mógł się rozpocząć – dodaje dyrektor WTW.

Wspomniane problemy wpłynęły jednak na zakres prac, który pierwotnie zakładano, na razie więc np. nie powstanie bistro dla widzów na parterze WTW. Jednak mimo to dzięki trwającym pracom budowlanym komfort spędzania czasu i obcowania ze sztuką we Współczesnym powinien wznacznie się wzmocnić. Do końca grudnia br. zostanie już udostępniona Scena na Strychu, więc w styczniu powinny tam również ruszyć przedstawienia. Cały remont ma się zakończyć natomiast w lutym. Na uroczyste otwarcie odnowiony WTW zaprosi teatromanów w marcu 2019.   

Tymczasem w sobotę 29 września br. do repertuaru TWT oficjalnie dołączy „Garbus”, sztuka, która wbrew sławie i popularności jej autora Sławomira Mrożka miała w dotychczasowej swojej historii dopiero dziewięć inscenizacji. Czy ta ze Współczesnego okaże się „strzałem w dziesiątkę”?  

Krótko o dramacie i jego bohaterach

Sztuka Mrożka swój debiut miała w 1975 r. na łamach miesięcznika „Dialog”. W tym samym roku trafiła także na deski teatru i to od razu do inscenizacji wybitnych twórców – w łódzkim Teatrze Nowym reżyserował „Garbusa” Kazimierz Dejmek (14 grudnia), a już w kilka dni po tej premierze Jerzy Jarocki zaprezentował swoją wersję w krakowskim Teatrze Starym. We Wrocławiu po raz pierwszy dramat autora „Emigrantów” teatromani mogli obejrzeć w roku 1981 – „Garbusa” w Teatrze Polski reżyserował wówczas Wiesław Górski.

Akcja utworu rozgrywa się na polskiej prowincji w środku lata, na przełomie XIX i XX w. W pensjonacie, którego gospodarzem jest tytułowy Garbus (w nadchodzącej premierze w tej roli Maciej Tomaszewski), spotykają się dwie pary małżeńskie i student, które zaczynają prowadzić między sobą swoistą grę.

Starsza para – Baron (Wiesław Cichy) i Baronowa (Zina Kerste) – w zasadzie się ze sobą nie porozumiewają, nawet gdy ona próbuje go zagadnąć, on traktuje ją jak powietrze. Dlatego Baronowa nie ma skrupułów w prowokowaniu swojego ślubnego, np. ostentacyjnie całując Studenta (Marcin Łuczak).

Drugie małżeństwo – Onek (Krzysztof Boczkowski) i Onka (Maria Kania), prawnik i malarka, udają tak naprawdę zgodne stadło. Niby żyć bez wzajemnego wsparcia nie mogą, w rzeczywistości pozostają w ciągłym konflikcie. Nie zgadzają się np. w tak „przyziemnych” sprawach, jak...  kolory otaczających ich przedmiotów. 

Student jest natomiast małomówny i nietowarzyski; zachowuje się dziwnie, nie akceptuje swojej fizyczności.

Onek oburza się faktem, że właściciel pensjonatu jest garbaty, ponieważ „w ogłoszeniu nie było wzmianki, że właściciel jest nienormalny [...] Dał normalne ogłoszenie, a sam jest nienormalny. Oszust!". Onka apeluje jednak do mężowskich zasad moralnych i pragmatyzmu, twierdząc, że kalectwo gospodarza to nie jego wina i że nie ma co wybrzydzać, bo „w sezonie niełatwo o przyzwoity pensjonat”. Okazuje się, że Garbus jest jednak znakomity w wypełnianiu swoich obowiązków.

Baron prowokuje Onka i kpi z jego moralnych zasad, wykazując ich absurdalność, a jego małżonka i malarka zawierają, przynajmniej pozornie, przyjacielskie przymierze. Baronowa narzeka na męża, czym zmusza Onkę do przyznania się, że jej znakomite relacje z mężem to także fikcja.

Baron nie ustaje w próbach manipulowania gośćmi pensjonatu. Potrafi wmówić Once, że tak naprawdę jej mąż to nałogowy palacz i alkoholik, a nie abstynent i wyznawca pryncypiów, i nakłonić ją, by nie zdradzała się z tą wiedzą przed Onkiem, który mógłby się z tego powodu zabić. Prawnikowi Baron zaś sugeruje, że Garbus czyha na życie gości, chcąc ich otruć.

Onek, obawiając się Garbusa, stara się go „obłaskawić”, wygłaszając niejako pochwałę jego kalectwa („Ja nawet uważam, że garb jest lepszy niż zwyczajne plecy [...] Jako pejzaż, garbus jest znacznie lepszy niż my [...] garb to jest piękna rzecz. Każdy powinien być garbaty”), co gospodarz zbywa milczeniem i obojętnością.

Z wycieczki rowerowej Onek i Onka przywożą przejechanego przez siebie koguta, z myślą, żeby Garbus przyrządził z ptaka rosół. Wtedy pojawia się Nieznajomy (Maciej  Kowalczyk), czyli tajniak, rzekomo w ślad za skargą właściela koguta, i namawia gości pensjonatu, by zachowali czujność wobec czających się wszędzie wrogów systemu. 

Baron nie przestaje straszyć Onka Garbusem i pożycza mu swój rewolwer ze... ślepakami. Mówi też, że receptą na kompleksy kalekiego gospodarza może być tylko... kobieta, czym wzbudza zazdrość prawnika o żonę.

Podczas wspólnego picia szampana, w czym uczestniczą Garbus i Student, Baron wymusza na prawniku, by wypił lampkę za zdrowie gospodarza. Zabawę przerywa huk ekspozji, ale niezrażony niczym Baron proponuje udać się na nocną wycieczkę w poszukiwaniu... czarownic. Onek oponuje, ale ostatecznie podąża za wszystkimi, nie chcąc tracić z oczu Onki.

W czasie burzy uczestnicy wycieczki gubią się, zresztą za sprawą starań Barona. Kobiety zostają gdzieś z Garbusem. Onek szaleje z zazdrości, a Student planuje wyjazd z pensjonatu, co nie będzie łatwe, zważywszy na fakt, że po tym, jak wysadzono w powietrze stary młyn, policja zablokowała stację. Wtedy pojawia się Nieznajomy, podejrzewjąc, że to Student wywołał eksplozję, która jest symbolem rewolucji. Chce odstąpić od aresztowania w zamian za gwarancje, że gdy rewolucja zwycięży, to Student ocali mu życie. Ale ten do niczego się nie przyznaje. Zabija jednak Nieznajomego strzałami z pistoletu.

Domyśla się tego tylko Baron, który kilka godzin póżniej wmawia Onkowi, że to na niego padnie podejrzenie o morderstwo – za sprawą obciążających zeznań Garbusa. Onek postanawia wyjechać bez pożegnania z żoną, o co prosi Barona. Ten jednak tego nie robi, za to namawia Onkę na wyjazd do Włoch we dwoje, a nawet na ślub. Malarka, owszem, wyjeżdża, ale z... Baronową – która rzuca męża –  jako jej dama do towarzystwa.

Letnia idylla dobiega końca. Gdy wszyscy oprócz Barona opuszczają pensjonat, Garbus postanawia zamknąć swój nieopłacalny w takim układzie biznes. Musi więc wyjechać także Baron, ale zważywszy na niepewne czasy, nie będzie to wcale takie łatwe...

Garbus bez stylowego kostiumu 

Przed kilkudziesięcioma laty zwłaszcza krytycy teatralni, a może i widzowie, mieli na początku kłopot z taką, jak ta w „Garbusie”, Mrożkową wizją postaci – wyrazistych, przejmujących, wewnętrzenie skomplikowanych, przez co bardziej niejednoznacznych niż „tradycyjni” bohaterowie dramatopisarza.

– Był to inny Mrożek – mówi Marek Fiedor. – Najlepiej opisał to prof. Błoński, mówiąc o pisarzu jako o tym, którego postaci na scenie zazwyczaj ucieleśniały pewne idee, a spektakle były bardzo zabawnymi dyskursami intelektualnymi, a który przeszedł do fazy budowania pełnokrwistych bohaterów i skomplikowanych relacji pomiędzy nimi. 

Od realiów historycznych i stylu, w jakim napisany jest „Garbus”,  Mrożka, czyli w klimacie przełomów wieku XIX i XX, reżyser wrocławskiego przedstawienia postanowił odejść w stronę współczesności, co widzowie zauważą już choćby po kostiumach, zapojektowanych przez Nikę Jaworowską. Jest ona również autorką całej kampanii wizualizacyjnej przedstawienia WTW, łącznie z ciekawym plakatem.

Do współpracy, oprócz wspomnianych też aktorów, Marek Fiedor – także autor scenografii – zaprosił ponadto Tomasza Hynka, który opracował spektakl muzycznie, Jana Sławkowskiego – reżysera światła, Przemysława Kaczmarka – realizacja światła, Marcina Dominiaka, odpowiedzialnego za projekcje i realizację wideo, Łukasza Pelca – realizator dźwięku. Inspicjentką i asystentką reżysera jest Katarzyna Krajewit. 

Jak manipulujemy 

– W spektaklu chciałbym szczególnie przyjrzeć się procesowi samopoznania, samoświadomości, przemiany bohaterów pod wpływem wydarzeń, i drodze, która prowadzi od tych, którzy nie mają żadnych wątpliwości na swój temat, a na końcu ujawniają całą pustkę i – jak to wielu krytyków opisywało – wewnętrzny garb moralny – wyjaśnia Marek Fiedor.

Reżyser podkreśla, że fabuła dramatu splata się wokół dwóch motywów – manipulacji i stosunku do obcego, a cała sztuka opowiada, „jak manipulacja staje się całym sensem działań i istotą życia Barona”. Przyznaje równocześnie, że czas, który upłynął od premiery tekstu, zadziałał na korzyść tej sztuki:

– Wiele rzeczy ustawił w trochę innym kontekście. Manipulacja w 1975 roku jednak głównie kojarzyła nam się z manipulacją polityczną w systemie opresji, w którym tkwiliśmy. Dziś doświadczamy tej manipulacji na zupełnie innych poziomach i w innym życiu, a przede wszystkim w warunkach wolności wypowiedzi. Sens manipulowania człowiekiem przez człowieka jest dla nas znacznie bardziej czytelny – twierdzi Fiedor.

Zdjęcia z sesji na wrocławskim Rynku: Natalia Kabanow, rysunki: Nika  Jaworowska

Zgłoś uwagę