Wrocław Extra

Współczesne Ofelie nie utoną i nie pójdą do klasztoru...

fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Jesienią 2019 r. Agnieszka Bresler i Anna Skubik poprowadziły we wrocławskim oddziale Centrum Praw Kobiet cykl warsztatów w projekcie pn. „Kobietostan: Ofelie”. Zgłosiły się na nie kobiety w różnym wieku, z różnym doświadczeniem społecznym, zawodowym i osobistym. Przyszły, by odreagować stres, codzienną rutynę, dołujące problemy. Wyszły – wzmocnione, we wspólnocie – na teatralną scenę, by opowiedzieć, co je spotkało, i dlaczego tego już nie chcą.

Małgorzata Wieliczko | 24 maja 2022

– Myślę, że w naszych spotkaniach poszukiwały przede wszystkim wytchnienia, oderwania i samorozwoju, ale chyba nie spodziewały się, że stworzą tak mocną i wspierającą się grupę, wewnątrz której będą mogły doświadczyć zarówno swojej indywidualnej, jak i zbiorowej siły. Ich wspólny głos stał się nośnikiem wspólnej historii – przekuwania własnej słabości w siłę. Historii, pod którą i ja śmiało się podpisuję, a wraz ze mną chyba niejedna kobieta – mówi Agnieszka Bresler, prowadząca warsztaty teatralne i reżyserka spektaklu, który potem powstał, pt. „Ofelie”. 

Zobacz: 30 Kreatywnych Wrocławia 2018 - Agnieszka Bresler

O swoich motywacjach, które przywiodły je niespełna trzy lata temu na „Kobietostan: Ofelie”, młode kobiety chętnie opowiadają. Tym bardziej że i przebieg, i finał tych spotkań – dość nieoczekiwany, stały się ważnymi elementami życiowego dossier każdej z nich.

– Ogłoszenie znalazłam w sieci. Znałam Agnieszkę wcześniej i pamiętam, że dobrze nam się współpracowało, pomyślałam więc, że to będą dobre warsztaty – mówi Grażyna, mama siedmiorga dzieci, która pracuje jako księgowa. – By dodać sobie odwagi, namówiłam też koleżankę. Wyobrażałam sobie, że raz w tygodniu trochę pośpiewamy, potańczymy, pokrzyczymy sobie, a okazało się, że byłyśmy w stanie z resztą dziewcząt wykrzesać z siebie tyle energii i siły, że powstało z tego normalne teatralne przedstawienie – śmieje się Grażyna.

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Ola [dalej Ola W.], która mówi o sobie „miejska urzędniczka”, kocha teatr i emocje związane z byciem na scenie, więc obecność na warsztatach potraktowała jako odruch bezwarunkowy.

Jej śladem podążyła Nadzeya, która pochodzi z Białorusi: – Byłam wolontariuszką z Olą w Centrum Praw Kobiet i ona zaprosiła mnie na warsztaty teatralne. Myśłałam, że będą to po prostu zajęcia, i nie sądziłam, że z tego może urodzić się spektakl – opowiada.

Podobne motywacje miała Weronika plus uznanie dla pracy artystycznej Agnieszki Bresler: – Bardzo poruszały mnie jej spektakle i to był jeden z powodów, dla których zdecydowałam się na te warsztaty. Potrzebowałam też takiej przestrzeni, wspólnego „otwierania” głosu i rozmowy, a to znalazło się w opisie warsztatów.

Justynie – prowadzącej własny gabinet logopedyczny i właśnie wybierającej się na studia psychoterapeutyczne, która w życiu prywatnym miała pewien problem dogadywania się, złapania dobrego kontaktu z niektórymi znajomymi sobie kobietami, terapeuta poradził znalezienie jakiejś „babskiej” grupy zajęciowej, gdzie ważne jest współdziałanie. Tak trafiła na warsztaty Kolektywu Kobietostan.

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Jedna z Kaś [dalej Kasia R.] – która studiuje, pracuje i chodzi do szkoły muzycznej – dołączyła do warsztatowiczek później, bo na jesienny nabór nie poszła. Dziś mówi, że świadomie. –  Mimo że znałam Agnieszkę i wiedziałam, że to będą na pewnosuperwarsztaty, dałam się stłamsić wewnętrznemu krytykowi, który mi szeptał, że ja się nie bardzo do tego nadaję, że to za duże wyzwanie. Po tym, jak dziewczyny przyjęły mnie do siebie, pomyślałam, że jednak te warsztaty były mi pisane. Że przezwyciężę strach, pójdę, jak trzeba będzie zagram w spektaklu i nie będę się wstydziła zaprosić na niego swoich znajomych, jak kiedyś – na swoje muzyczne koncerty – przyznaje dziś Kasia R.

Rzecz o Ofeliach wynurzających się z wody

„Kobietostan” – pojęcie wymyślone przez Agnieszkę Bresler na rzecz projektu kobiecego, czyli kreowanego przez kobiety i o kobietach, zostało dopełnione słowem „Ofelie” przez Annę Skubik i jako projekt artystyczny poczatkowo skierowany do kobiet osadzonych na oddziale żeńskim Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu, gdzie obie twórczynie w pierwszej połowie 2019 r. przeprowadziły blok spotkań warsztatowych z pogranicza teatru, plastyki i literatury.

Proces ich pracy dokumentowała na filmie Mira Boczniowicz, z aparatem fotograficznym towarzyszyła im Paulina Anna Galanciak. Projekt dofinansowano ze środków gminy Wrocław.

Po kilku miesiącach, w czasie rezydencji w Muzeum Teatru, Agnieszka Bresler postanowiła znów połączyć siły z Anną Skubik i zaprosić do nowego projektu kobiety z różnych środowisk, rozmaicie doświadczone życiowo, nieraz także obarczone traumami, mającymi swoje korzenie jeszcze w dzieciństwie.

Motyw Ofelii – jak starały się udowodnić – jest bowiem bliski w zasadzie każdej reprezentantce płci, zwanej piękną. Rzecz w tym, jak archetyp niewątpliwej kobiecości, którego symbolem jest właśnie Szekspirowska Ofelia – w pewnym momencie pragnąca wyzbyć się bezwolności i wziąć sprawy w swoje ręce, wyostrzyć i nasycić takimi indywidualnymi żeńskimi przymiotami, które pozostają głęboko ukryte np. z powodu wstydu, osamotnienia, strachu przed złym i nieznanym…

„Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

„Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

– Współczesna Ofelia to jest ten ruch, gdy kobiety dochodzą do swojej siły – podkreśla Anna Skubik, absolwentka wrocławskiej PWST, dawniej m.in. aktorka Wrocławskiego Teatru Lalek.

Inspirowanie do zmiany, do poszukiwania w sobie ukrytych bądź zapomnianych talentów, nadziei, prowokowanie do wyrażania emocji i do mówienia pełnym głosem – to m.in. znalazło się u podstaw „Kobietostanu: Ofelie”.

Kim lub symbolem czego jest Ofelia dla dziewczyn, które zgłosiły się na warsztaty Agnieszki i Ani? Czy czują z nią jakieś „powinowactwo”?

Ola W.: – Jest dla mnie kobietą, żyjąca w świecie mężczyzn. W świecie stworzonym przez mężczyznę. A przez to postacią niezrozumianą i samotną.

Przedstawienie w MiserArt – strefie kreatywnej w labiryncie wykluczenia, jeden z pokazów adresowany był do publiczności ukraińskojęzycznej, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Przedstawienie w MiserArt – strefie kreatywnej w labiryncie wykluczenia, jeden z pokazów adresowany był do publiczności ukraińskojęzycznej, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Nadzeya: – Moja Ofelia jest „szczelnie zamknięta” – boję się zostać sama ze swoimi emocjami.

Justyna: – Moje postrzeganie Ofelii, wyraźnie wyostrzone w wyniku warsztatów, to siła, ale jednocześnie słabość. To postać tragiczna, ale szukająca siebie, wynurzająca się z wody. Po prostu każda z nas.  

Oliwia (ukończyła polonistykę, ale chce skupiać się na pracy animacyjnej): –  W liceum, gdzie obowiązkowo przerabialiśmy „Hamleta” z interpretacją w zasadzie narzuconą przez nauczycielkę, moje niewyrobienie literackie rzeczywiście kazało mi postrzegać Ofelię jako naiwną, głupiutką i słabą, niezdolną do samostanowienia. Gdy ponownie zetknęłam się z nią na studiach, to we mnie pojawiła się jakaś złość na to wszystko, co ją spotkało. I gdy przyszłam na spotkanie z dziewczynami oraz z Anią i Agnieszką, powiedziałam, że Ofelii należy oddać głos, bo nie ma we mnie zgody na to, by była interpretowana tylko jako naiwna ofiara.

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Kasia P. (z wykształcenia finansistka, która finansistką nie została): – Literacka Ofelia jest dla mnie archetypem kobiety w dramacie tamtych czasów, gdy rola kobieca sprowadzała się do tego, że niewiasta ma być ładna, zakochana w głównym bohaterze i nie może wprowadzać zbyt dużo zamętu do fabuły. W momencie gdy teraz zaczynamy drążyć tę postać i interpretować ją w różny sposób – nadal widzę tę jej kruchość, z którą na swój sposób może się utożsamiać każda kobieta.

Kasia R.: – Ja w zasadzie nie pamiętałam Ofelii, mimo że nieraz z „Hamletem” miałam do czynienia. Dopiero gdy przyszłam na warsztaty, zdałam sobie sprawę, że ja „mam” tę Ofelię w sobie – niezauważaną, trochę zepchniętą na margines, i że chcę jej oddać głos.

„Jestem Ofelią, ale mówię o sobie” – czyli jak poznać 10 autobiografii w 45 minut

Podczas dwumiesięcznego cyklu cotygodniowych spotkań ich uczestniczki nie tylko tańczyły, śpiewały, stawały przed obiektywem aparatu fotograficznego czy kamery. Słuchały też, jak losy Ofelii interpretują inni niż Szekspir twórcy, opowiadały o własnych, skrywanych do tej pory skrzętnie tajemnicach, a emocje z tym związane przelewały na papier. Ich pracę zwieńczył pokaz performatywny w grudniu 2019 r. w IP Studio. Stanęły wtedy przed publicznością we wspólnocie, która je połączyła, z odkrytą w sobie siłą.

– …i z apetytem na więcej, na kontynuację tej pracy – mówi Agnieszka Bresler. – Celebrując nasz wspólny sukces tego wieczoru, usłyszałyśmy z Anią: „Chcemy więcej, zróbmy spektakl!” – dodaje.

Widząc, ile dotychczasowa praca dała dziewczynom, ale i ich „instruktorkom”, jaki zyskała oddźwięk u ich znajomych, rodzin, przyjaciół, także osób nieznanych, Agnieszka i Ania zaczęły nowe planowanie i poszukiwanie środków finansowych na realizację ambitnego celu. Przedstawienia.

Kobietostan: Ofelie

Kobietostan: Ofelie

Spektakl

Termin 26 maja 2022 19:00

Miejsce Strefa Kultury Wrocław - Impart

Zobacz

– Scenariusz spektaklu został oparty na tekstach własnych dziewczyn, które powstały w czasie warsztatów – parafraz Ofeliowej historii, inspirowanych Szekspirem, Müllerem [Heiner Müller, „Hamletmaszyna” – red.] i Sander [Lucia Sander, Ofelia. Opowieść (sur)realistyczna” – red.], a także osobistych monologach 10 aktorek, składających się na wspólną kobiecą historię odnajdywania własnej siły i „wyłaniania się z wody”. W miarę jak powstawały te teksty, składałam je we wspólną mozaikę, wielokrotnie zmieniając ich ustawienie, zestawiając ze sobą fragmenty, budując wspólną narrację, a potem wypróbowując ją z dziewczynami – zdradza spektaklową kuchnię reżyserka Agnieszka Bresler, podkreślając, że doskonale zdawała sobie sprawę z siły terapeutycznej roli tego przedsięwzięcia.

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Grażyna o budowaniu scenicznej postaci na kanwie własnej herstorii: – Chciałam wybrać najbardziej lajtową wersję tej swojej traumy, którą będę musiała – przez czas trwania prób, a potem samego przedstawienia – się mierzyć. Pierwsze czytanie właściwie mnie zmroziło, bo w każdej historii, którą od dziewczyn usłyszałam, mogłam odnaleźć to, co dotyczyło także mnie. To mnie przekonało, że praca nad spektaklem będzie bardzo trudna i wymagająca. 

Kasia P.: – Jako jedyna nie tyle mam historię, co raczej słowa, które wypowiadam w tej scenie. Ich przeczytanie za pierwszym razem było megatrudne. Potem praca na nich, tak by brzmiały odpowiednio, też była dużym obciążeniem z jednej strony, a odpowiedzialnością z drugiej.

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Ola W.: – Chciałam podzielić się swoją historią. Jestem też przekonana, że prawdziwość wszystkich pozostałych jest siłą tego spektaklu. Trudno mówić głośno o bolesnych rzeczach, jednak w tym czuję siłę – w niebaniu się przyznać, że były i są rzeczy trudne. Że mam w sobie delikatność i kruchość.

– Chciałam razem ze swoją Ofelią przekonać się, że mogę przestać zabijać sama siebie. Moja droga była i wciąż jest pełna wyzwań, ale opowiadając swoją historię głośno, moja Ofelia jest coraz silniejsza – przekonuje Nadzeya.

– Tak, to było ogromnie trudne – potwierdza Weronika. – Pamiętam, jak wpatrzone w podłogę, pierwszy raz czytałyśmy na warsztatach swoje monologi, z jakim strachem i oporem je wypowiadałyśmy. Z drżeniem głosu, ze łzami, ledwo szeptem. Wtedy myślałam, że niemożliwe jest, by powiedzieć to na scenie. Żebyśmy my powiedziały to na scenie… – podkreśla.

Oliwia, mimo że łagodniej przeszła przez ten cały etap terapeutyczno-twórczy, podkreśla, że także nie uchroniła się przed stresem, mówiąc o sobie, a podczas premiery „miała pełną” pewną część bielizny” – jak obrazowo wyjaśnia. – Wiedziałam, że na spektakl przyszli moi bliscy i usłyszą o pewnych rzeczach w innej formie, niż komunikowałam im – i, szczęśliwie, byłam wysłuchiwana. Chciałam tym razem użyć innych, teatralnych środków. A nawiązując do naszej wspólnoty – przekazywanie sobie nawzajem historii naszego życia było dla mnie kluczowe. Dzięki poczuciu bezpieczeństwa w tej grupie domknęłam ten problem, z którym na warsztaty przyszłam. A po roku mogę z odwagą powiedzieć: „Przytuliłam cię, moja wewnętrzna Ofelio, wezmę cię za rękę, chodźmy dalej”.

„Piotr Cieplak się popłakał...”. Ofelie biorą szturmem festiwal w Gdańsku

– Na konkurs Festiwalu Szekspirowskiego złożyłyśmy najpierw sam pomysł na spektakl w ramach nowego nurtu produkcyjnego SzekspirOFF i zostałyśmy wybrane – opowiada Agnieszka Bresler o dotacji, którą wrocławskie Ofelie wygrały w Gdańsku, co pozwoliło im spektakl zrealizować. Potem doszło również dofinansowanie od gminy Wroclaw i z urzędu marszałkowskiego.

Prace nad przedstawieniem ruszyły wiosną 2020 r., jednak premiera miała miejsce, nie jak zakładał konkurs – podczas specjalnej jesiennej edycji Festiwalu w 2020, a dopiero przy kolejnej, w sierpniu 2021. Pandemia kilkukrotnie powstrzymywała Kolektyw Kobietostan w procesie twórczym.

– Spotykałyśmy się wówczas na Zoomie, pracowałyśmy w trybie hybrydowym, przekładałyśmy próby i datę premiery. Ta trudność paradoksalnie nas umocniła, uświadomiła, jak bardzo zależy nam na stworzeniu tego spektaklu, kazała podzielić się odpowiedzialnością za niego – zauważa reżyserka.

Gdy w końcu dziewczyny trafiły do Gdańska, żeby zagrać przed festiwalową publicznością, jury SzekspirOFF wyciągnęło dla nich kolejną, pozaregulaminową Nagrodę Specjalną, szczególnie doceniając m.in. pracę zespołową, bardzo mocną stronę „Kobietostanu: Ofelie”.

Agnieszka Bresler i Anna Skubik: – To swoista pajęczyna wsparcia, utkana ze spędzonych wspólnie w tej pracy trzech lat, poczucia przynależności do tej grupy i do tej opowieści, świadomości, że scena jest przestrzenią spotkania i rozmowy z widzem. Ucieszyła nas ta nagroda i poczułyśmy, że... ona nam się należy.

– Piotr Cieplak [jeden z jurorów SzekspirOFF - red.] się popłakał – mówi Oliwia, pytana o reakcję na ich spektakl w Gdańsku, a Grażyna rozszerza tę myśl: – Gdy wyszłam jako pierwsza z garderoby po spektaklu, trafiłam wprost na Cieplaka, który powiedział: „Osmarkałem się do pasa. Wzruszyłyście mnie do łez. Za takimi kobietami to ja mogę pójść w ogień. Świetnie zagrałyście!”. Na co ja: „Myśmy nie zagrały, myśmy były sobą”.

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Scena ze spektaklu „Kobietostan: Ofelie”, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Ola W.: – Publiczność mnie zaskoczyła. Myślałam, że przyjdzie kilka osób, a była pełna sala. Każdy występ jest inny. Premiera, festiwal czy granie w mniejszej przestrzeni. Nie da ich się porównać. Każde jest wyjątkowe.

– Granie w Gdańsku różniło się przede wszystkim inną publicznością. We Wrocławiu grałyśmy jednak głównie dla swoich znajomych. Na festiwalu w większości nie znałyśmy tych ludzi – zauważa Weronika, a dla Grażyny ten ostatni fakt świadczy zarówno o sile przebicia, jak i o ogólnej wartości i znaczeniu „Kobietostanu: Ofelie”. 

– Poczułam, że jest potrzeba kontynuacji przedstawień. Tu, w Piekarni, gdy dawaliśmy w Instytucie Grotowskiego nasz pierwszy pokaz, publiczność wstała do oklasków, ale w większości to byli nasi znajomi. Ale gdy to się powtórzyło miesiąc później w Gdańsku, gdzie nikt nas przecież nie znał, gdy zapaliły się światła po końcowej scenie i znów przeżyłyśmy standing ovation, pomyślałam, że nasze granie nie może się skończyć i trzeba o rzeczach, które wypowiadamy ze sceny, nadal mówić – przyznaje Grażyna

Nie jesteśmy tylko „siostrzańskie”. Bo chłopaki też płaczą

Pytam Agnieszkę Bresler, czy „demony”, o których opowiadają Ofelie, traktuje jako strice kobiece problemy, a swój spektakl jako feministyczny. Reżyserka odpowiada:

– To jest spektakl feministyczny, ale nie wystarczy tak powiedzieć, nie dopowiadając, w jaki sposób rozumiem to pojęcie. Feminizm jest dla mnie walką o człowieka bez względu na płeć, przyzwoleniem na samostanowienie bez podążania za powinnością, nakazem, zakazem i płciowym stereotypem. Ofelia wynurza się z wody gotowa mówić głośno i działać, nie chce dłużej tonąć, odrzuca narzuconą jej jednowymiarową słabość. Ma prawo być krucha i mocna jednocześnie, staje się Ofelią totalną. W takim kontekście jest to spektakl feministyczny, w którym przejrzeć może się również mężczyzna, odnaleźć w nim okruch własnej opowieści, wzruszyć się, zagniewać, odetchnąć głęboko.

Oprócz Ofelii oraz kierujących nimi Agnieszki Bresler (scenariusz i reżyseria) i Anny Skubik (projektowanie i tworzenie z aktorkami kostiumów, choreografia) sukces spektaklu jest również zasługą Iwony Koneckiej (oprawa muzyczna i graficzna), oraz Wojciecha Maniewskiego (oświetlenie i dźwięk), fot. Kolektyw Kobietostan

Oprócz Ofelii oraz kierujących nimi Agnieszki Bresler (scenariusz i reżyseria) i Anny Skubik (projektowanie i tworzenie z aktorkami kostiumów, choreografia) sukces spektaklu jest również zasługą Iwony Koneckiej (oprawa muzyczna i graficzna), oraz Wojciecha Maniewskiego (oświetlenie i dźwięk), fot. Kolektyw Kobietostan

Ofelie podzielają ten pogląd. Zwłaszcza że – jak mówią – ich mężowie, koledzy, przyjaciele również wyrażają zainteresowanie taką artystyczną manifestacją swoich emocji, by powiedzieć, co mężczyzn na tym świecie gniecie. 

– Mimo że dzielimy się naszą kobiecą energią, to nasz spektakl w swojej treści i wymowie nie jest adresowany wyłącznie do kobiet. Ponieważ system, który jest dla nas w pewien sposób opresyjny, jest opresyjny dla wszystkich, dlatego uważamy, że mężczyznom takich przestrzeni brakuje. Niektórzy nasi znajomi mężczyźni byli po naszym pokazie bardzo wzruszeni. Niektorzy... płaczą i nie wstydzą się o tym mówić. Im też należy się głos – o tym, co wyparli, co bardzo głęboko utonęło – podkreśla Oliwia, w imieniu wszystkich Ofelii.

Dlatego również panowie są serdecznie zapraszani na otwarte warsztaty siostrzańskie, które odbędą się dwa dni po przedstawieniu w Imparcie (o którym powyżej) – 28 maja w godz. 11.00-14.00 w Muzeum Teatru, a poprowadzą je aktorki-Ofelie i podzielą się z uczestnikami tajnikami powstawania spektaklu i nie tylko. Wydarzenie jest ogłoszone na Facebooku przez Kolektyw Kobietostan. 

Strachom naprzeciw ramię w ramię, z akceptacją i szacunkiem 

Grażyna: – Każda z nas musiała stanąć w obliczu jakichś swoich strachów. Ale same od siebie musiałyśmy wymagać tego, żeby się z tym za każdym razem mierzyć na nowo. Do teraz nasz spektakl bardzo nas wzrusza. Przez tych kilka lat zbliżyłyśmy się do siebie, może nie typowo „zaprzyjaciółkowały”, ale pozostałyśmy sobie w pewnym stopniu bliskie. Nie mogę co prawda powiedzieć, że „się wyleczyłam”, że wszystko zostawiłam za sobą, ale cały czas walczę ze swoimi strachami, z tym że z każdym dniem i krokiem jest mi łatwiej się z tym mierzyć.

Wrocławskie Ofelie czekają teraz na wrocławskich Hamletów…, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Wrocławskie Ofelie czekają teraz na wrocławskich Hamletów…, fot. Justyna Żądło/Kolektyw Kobietostan

Kasia P.: – Wyszłyśmy z założenia, że nigdy nie będziemy mieć sobie czegoś za złe. Zamiast konfliktów, chcemy coś przepracować, współpracować, zaufać sobie. Każda z nas wniosła ze sobą pewną paczkę pozytywnej energii, co budowało wzajemne relacje. Gdyby na warsztaty trafiły osoby, które chcą coś uzyskać dla siebie, a nie dla grupy, pewnie to by nie wypaliło.

Justyna: – Ja natomiast uzyskałam coś dla siebie. Przekonanie, że kobiety są super!

Kasia R.: – Czuję, że my tak naprawdę wcale nie musimy się lubić. Ważne, że się akceptujemy i szanujemy. 

Nadzeya: – Gdzieś w głębi liczę na coś więcej. W czasie powstawania spektaklu przeprowadziłam się do Warszawy, ale wciąż moje koleżanki Ofelie przyciągają mnie swoim ciepłem!