1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Andrzej Kosendiak, dyrygent: „Moje żywioły to powietrze i woda”
Kliknij, aby powiększyć
Kolaż 2 zdjęć: z lewej zdjęcie ilustracyjne, żagle na tle błękitnego nieba, z prawej prof. Andrzej Kosendiak, dyrygent fot. Łukasz Rajchert, Canva
Kolaż 2 zdjęć: z lewej zdjęcie ilustracyjne, żagle na tle błękitnego nieba, z prawej prof. Andrzej Kosendiak, dyrygent

Co robią znani Wrocławianie, gdy nie zajmują się tym, z czego są znani? Pozazawodową pasją Andrzeja Kosendiaka – artysty, dyrygenta, pierwszego dyrektora Narodowego Forum Muzyki, profesora sztuk muzycznych, dyrektora artystycznego Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego, a także pomysłodawcy i organizatora wielu innych ważnych przedsięwzięć muzycznych – jest żeglarstwo. Czy dyryguje także na jachcie? Jak zaczęła się jego pasja i co w niej kocha najbardziej?

Reklama

Wszystko zaczęło się w latach sześćdziesiątych w malutkiej zatoczce w pobliżu Politechniki Wrocławskiej, z której można było wypłynąć na Odrę.

Latawica, Lebiega, Ladaco…

– Mieszkaliśmy wtedy niedaleko, na Biskupinie, a na łódki zaczęła zabierać mnie i moich braci siostra taty Jadwiga, ciocia Wisia – chemiczka i zapalona żeglarka. To właśnie ona nauczyła nas podstaw.

Miałem wtedy osiem, może dziewięć lat. Wystrojeni w dziwaczne kapoki kręciliśmy się po zatoczce między innymi na należących do uczelni jachtach L-kach. Były piękne i kształtne, a ich nazwy zaczynały się na literę L: Latawica, Lebiega, Ladaco, Ludojad. Miały duży żagiel i wspaniale się nimi żeglowało, ale gdy bardziej zawiało, robiło się niebezpiecznie, bo lubiły kłaść się na wodzie.
Prof. Andrzej Kosendiak, dyrektor artystyczny Festiwalu Wratislavia Cantans

Potem, już jako członkowie klubu żeglarskiego, bracia Kosendiakowie pływali w zatoczce na Osobowicach, w Kunicach pod Legnicą, Sławie, Bożkowie i innych akwenach, a zimą skrobali i malowali żaglówki. Startowali także w regatach.

– Pływaliśmy w różnych warunkach – wspomina Andrzej Kosendiak. – Podczas zakończenia jednego z sezonów na Osobowicach, pod koniec października, wiało tak mocno, że wszystkie łódki się przewróciły. Powpadaliśmy do wody, a trener krążył wokół nas motorówką i po kolei wyciągał. Pamiętam do dzisiaj smak bigosu z żołnierskiego kotła, który nas uratował przed przemarznięciem.

Ta i podobne sytuacje jednak go nie zniechęciły. Szybko zdobył stopień żeglarza, jako szesnastolatek był już sternikiem jachtowym, niedługo potem instruktorem żeglarstwa i sternikiem morskim.

Uczenie innych okazało się dobrym sposobem na wakacje, bo zawsze znalazła się praca dla kogoś, kto miał uprawnienia żeglarskie, potrafił uczyć, grał na gitarze i do tego przez całą noc śpiewał przy ognisku na przykład "Sailor stop your roaming, sailor leave the sea" Petuli Clark czy inne przepisywane odręcznie i na maszynie piosenki. Ale najważniejsze były nawiązywane tam relacje. I oczywiście samo pływanie.

„Codzienność zostawiam na lądzie”

Jako uczeń szkoły średniej i w czasach akademickich pływał na Mazurach, Zalewie Szczecińskiem, po Zatoce Gdańskiej i trochę po otwartych wodach Bałtyku.

Woda i wiatr to moje żywioły. Gdy rzucam cumy i odbijam od portu, czuję, że na lądzie zostawiam całą swoją codzienność: zmartwienia, sprawy do załatwienia, pośpiech. Jest tylko wolność i natura.
Prof. Andrzej Kosendiak

Po studiach dość szybko został ojcem, a jego działalność artystyczna rozpędziła się na dobre, nie miał więc wiele czasu na swoją pasję. Ale gdy dzieci podrosły, zaczął zabierać je na żeglarskie wakacje.

– Żeglują do dziś. Dwoje z moich pięciorga dzieci ma patenty sterników morskich, a kilka tygodni temu jeden z moich synów przesłał mi wiadomość z Kapitana Borchardta, najstarszego żaglowca pływającego pod polską banderą. Był wtedy u wybrzeży Hiszpanii. Najmłodszy, jedenastolatek, też ma już za sobą rejsy po morzu.

Kto dyryguje na jachcie?

Dyrygent Andrzej Kosendiak dyryguje także na łodzi – jest tam kapitanem i to do niego należy ostatnie słowo. Uważa, że na pokładzie, podobnie jak w życiu artystycznym i w zarządzaniu, najlepiej opierać się na relacjach, współdziałaniu.

Andrzej Kosendiak fot. Łukasz Rajchert
Andrzej Kosendiak

Całe życie pracuję z ludźmi i nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego. A że to akurat ja dzierżę pałeczkę? Zawsze jakoś tak się działo, że gdy trzeba było coś zrobić, zorganizować, zmierzyć się z czymś, trafiało na mnie, a ja brałem za to odpowiedzialność. Mam w sobie imperatyw działania, niezgodę na to, że czegoś nie da się zrobić. A właśnie, że się da.
Prof. Andrzej Kosendiak, dyrektor artystyczny Festiwalu Wratislavia Cantans

Żeglarstwo to przede wszystkim piękne chwile

Andrzej Kosendiak kiedyś marzył o rejsach dookoła świata i opłynięciu Przylądka Horn, ale żeglarstwo to dla niego przede wszystkim piękne chwile: wolność, ciepłe Morze Śródziemne albo Atlantyk w pobliżu wybrzeży Hiszpanii i Maroka, dobre towarzystwo, jacht wynajęty na tydzień czy dwa (a kiedyś nawet na miesiąc), noclegi w porcie na kotwicy, poznawanie świata, ludzi, próbowanie lokalnej kuchni. Na wodzie zawsze jest trochę improwizacji, bo wiatr wieje, jak chce, jednak od walki z żywiołem dyrygent woli, wzorem mieszkańców krajów śródziemnomorskich, po prostu chłonąć to, co go otacza, cieszyć się tym.

Im jestem dojrzalszy, tym bardziej podoba mi się ich stosunek do życia: to, że się nie spieszą, mają czas na rozmowy przy stole i potrafią dwie godziny dyskutować o sposobach przyrządzenia jakiejś potrawy. Czerpią radość z codzienności, ze spotkania, dobrego jedzenia, wina. Nieustanie gdzieś pędząc, łatwo takie chwile przegapić, a ja nie chcę ich gubić
dodaje Andrzej Kosendiak.

Lubi odbierać świat wszystkimi zmysłami.

– Grecka wyspa w lipcu pachnie jak zielnik, a jeśli się rozetrze w dłoniach zeschłą trawę, ta woń staje się jeszcze intensywniejsza – mówi. – Najróżniejszych aromatów jest tam całe mnóstwo. Pachną potrawy, pachnie morze, wino, jedzenie. A to nie wszystko, bo pracują także pozostałe zmysły. U nas kamień kojarzy się z trwałością, ale też z chłodem. W greckim czy włoskim słońcu wygładzona przez stulecia marmurowa ława w amfiteatrze jest ciepła, aksamitna w dotyku, przyjazna.

Dzięki podróżom, także tym związanym z żeglowaniem, dyrygent otworzył się na najróżniejsze doznania, również kulinarne, bo gdy się gdzieś jest, warto próbować tego, co lokalne.

– Jadłem w życiu najdziwniejsze rzeczy, włącznie z żywą ośmiornicą, która sprawiała wrażenie, że chce zjeść mnie – wspomina Andrzej Kosendiak. – Można więc powiedzieć, że żeglarstwo, a także szerzej, podróżowanie, to w moim przypadku przepis na smakowanie życia.

W muzyce jest dużo morza

Żeglowanie to także źródło inspiracji, zwłaszcza że w muzyce klasycznej istnieje wiele nawiązań do morza.

– Morze to zmienność, gra świateł, tajemnica, różne nastroje, falowanie, nieustanny ruch – czasem łagodny, czasem gwałtowny i potężny – który dokonuje się w czasie. Muzyka także bywa kojąca albo dramatyczna, a bez czasu nie istnieje, rozgrywa się właśnie w nim – mówi artysta. – Morze to także arena, na której dzieją się ważne, zapadające w pamięć, a czasem zmieniające życie sprawy. Żywioł, z którym człowiek musi się z jednej strony zmierzyć, z drugiej nauczyć się z nim współpracować. Tak było w przypadku bohatera późnej powieści Josepha Conrada, której tytuł – „Smuga cienia" – stał się tematem przewodnim tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego.

Ogłoszenie programu 61. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans fot. Grzegorz Rajter
Ogłoszenie programu 61. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans

 „Smuga cienia” Conrada to historia młodego człowieka, oficera, chcącego już pożegnać się z morzem i wrócić do Anglii, ale niespodziewanie obejmuje on funkcję kapitana na statku, na którym wybucha epidemia. Musi nagle przekroczyć tytułową smugę cienia, rozumianą jako granica dojrzałości. Żegna beztroskę lat młodzieńczych i bierze na siebie ciężar odpowiedzialności za powierzony mu statek i za załogę.

Programy wszystkich koncertów osnute zostały wokół tej myśli. Tak więc dobór repertuaru, wykonawców jest moim komentarzem do tematu przewodniego. Mam nadzieję, że wydarzenia te nie tylko zachwycą słuchaczy, ale także pobudzą ich do refleksji nad kondycją człowieka przechodzącego przez różne fazy swojego życia.
Prof. Andrzej Kosendiak

Podczas festiwalu zabrzmi wiele utworów inspirowanych morskimi – i nie tylko – podróżami, w tym „Morze”, poemat symfoniczny Claude’a Debussy’ego, „Four Sea Interludes” z opery Peter Grimes op. 33a Benjamina Brittena czy „To Be Sung on the Water” op. 42 nr 2 Samuela Barbera. Czy słychać w nich szum fal? Warto przekonać się o tym osobiście.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama