Rozmowa z Jarosławem Thielem

Beethoven – rewolucjonista

O nadchodzącej Akademii Beethovenowskiej i twórczości Ludwiga van Beethovena w kontekście 250. rocznicy jego urodzin opowiada dyrektor programowy tego festiwalu, Jarosław Thiel.

Redakcja www.wroclaw.pl | 25 lutego 2020

Jakie są założenia tegorocznej Akademii Beethovenowskiej?

Akademia Beethovenowska wpisuje się w cykl imprez, które organizujemy od kilku lat. Staramy się co roku wybrać jakiś temat, zazwyczaj związany z twórczością danego kompozytora. Formuła tego wydarzenia, która zakłada przyjrzenie się podczas trwającego kilka dni festiwalu muzyce jakiegoś twórcy, jest czymś, co pomaga publiczności na nowo spojrzeć na jego sztukę.

Wydaje nam się, że o Beethovenie wiemy już wszystko. A przecież wcale tak nie jest i zdecydowanie warto przyjrzeć się jego twórczości bliżej.

Czego nowego możemy dowiedzieć się podczas tej edycji festiwalu?

Na temat Beethovena powstało tysiące książek i artykułów. Beethoven stał się ikoną popkultury. Niestety, w przypadku kompozytorów grywanych tak często, stale obecnych w repertuarze koncertowym, tracimy pewną świeżość spojrzenia na ich twórczość.

A przecież dorobek kompozytorski Beethovena rzeczywiście był nowatorski i stanowi istotną cezurę w historii muzyki. Będzie to więc próba nowego spojrzenia na kompozytora, o którym wydaje się nam, że wiemy już wszystko, próba nastawiona na odkrycie tego, co w jego muzyce najbardziej fascynujące.

Będzie to spojrzenie nie tylko na samego Beethovena, lecz także na otaczającą go rzeczywistość, ponieważ wysłuchamy również kwartetów współczesnych mu kompozytorów.

Zawsze budujemy repertuar Akademii w taki sposób, aby danego kompozytora czy dane zjawisko umieścić w jakimś kontekście. W przypadku Beethovena jest to o tyle ważne, iż niektórzy badacze i muzykolodzy uważają, że nie był on żadnym rewolucjonistą, a jedynie zapożyczał pomysły od swoich kolegów i potrafił zrobić wokół siebie dużo szumu.

Warto więc spojrzeć na to, co zaczerpnął od innych kompozytorów. Był bardzo bystrym obserwatorem i miał od kogo pożyczać. Przeglądając biografię Beethovena, musimy wziąć pod uwagę to, z jak wieloma innymi muzykami miał kontakt i czego się od nich nauczył, oraz uczciwie przyznać, że czerpał z ich dorobku pełnymi garściami.

Podczas koncertu kameralnego „Drogi do Beethovena” będziemy się starać pokazać tę jego zdolność do przyswojenia dokonań poprzedników, przede wszystkim Josepha Haydna.

Jarosław Thiel prowadzi Wrocławską Orkiestrę Barokową/fot. Karol Sokołowski/archiwum NFM

Podczas jednego z koncertów wysłuchamy także sonat skrzypcowych Beethovena. Jak ten gatunek ewoluował w twórczości kompozytora?

W tym przypadku wyboru dzieł dokonali wykonawcy – Midori Seiler i Jos van Immerseel. Koncertują razem od wielu lat i nagrali niektóre z tych sonat. One dobrze pokazują, jak zmieniała się cała muzyka kameralna i symfoniczna Beethovena. Na swój użytek dzielę ją na trzy etapy.

Po pierwsze jest to Beethoven, który dopiero wchodzi na estradę i od strony formalnej posługuje się praktycznie tylko językiem klasycznym, ale też jego osobowość jest już wyraźnie widoczna.

Następnie jest to dojrzały Beethoven, który znalazł kompromis pomiędzy ideami pozamuzycznymi a wyrażaniem ich w doskonałej formie.

Aż w końcu jest to Beethoven poszukujący, autor Missa solemnis, IX Symfonii i późnych kwartetów. Ten rozwój jest doskonale widoczny we wszystkich uprawianych przez niego gatunkach.

Niecodzienna jest formuła koncertu „Rewolucja w muzyce”. Jak będzie on przebiegać?

Chcemy pokazać związek rozwoju muzyki z rozwojem techniki, w tym wypadku instrumentów. Beethoven ściśle współpracował z najlepszymi instrumentalistami – wiolonczelistami czy skrzypkami. Dyskutował z nimi o instrumentach, które dynamicznie się wtedy zmieniały. Beethoven był z tym na bieżąco. Interesowały go także zmiany zachodzące w fortepianach – był przecież jednym z najlepszych pianistów swoich czasów.

Wydaje mi się, że rewolucja w muzyce Beethovena odpowiada rewolucji w sposobie konstruowania instrumentów i w sposobie, w jaki on je wykorzystywał, wręcz prowokując kolejne zmiany. Dotyczy to także instrumentów klawiszowych, które bardzo zmieniły się w ciągu życia tego kompozytora. Począwszy od klawikordu, na którym Beethoven ćwiczył jako dziecko i który w czasach jego młodości był powszechnie używanym instrumentem (wykorzystywanym podczas domowych koncertów), przez klawesyn, na którym artysta grywał jako korepetytor w orkiestrze w teatrze w Bonn, po fortepiany, które wyglądały prawie tak jak te współczesne.

Przez pięćdziesiąt lat swojego życia Beethoven był świadkiem gwałtownego rozwoju tych instrumentów, a często nawet przyczyniał się do następnych zmian, np. naciskając na znajomych budowniczych instrumentów w Wiedniu, aby przyjęli mechanikę angielską. Brytyjscy budowniczowie wcześniej zastosowali rozwiązania zwiększające intensywność brzmienia, Wiedeń był pod tym względem bardziej konserwatywny.

Chcemy pokazać siłę związku idei muzycznych, które chciał realizować Beethoven, z rozwojem instrumentów. To samo dotyczy instrumentarium orkiestrowego. Sposób wykorzystania przez Beethovena kotłów czy waltorni jest bardzo odkrywczy. Pomysł na użycie rogu zaczerpnął z kolei od Haydna, który jako pierwszy zaczął wprowadzać dwa instrumenty tego rodzaju grające w innych strojach. Beethoven w „Eroice” wykorzystał trzy waltornie nastrojone w inny sposób, aby uzyskać większą skalę dostępnych dźwięków. Uważam to za wielką rewolucję przeprowadzoną przez tego kompozytora.

Beethoven wprowadzał także do orkiestry nowe instrumenty.

Tak, jako jeden z pierwszych wprowadził do orkiestry flet piccolo, puzony i kontrafagot. Muzyka symfoniczna zaczęła stawać się dzięki temu muzyką dramatyczną. To Beethoven zapoczątkował ten przełom.

Wcześniej, w twórczości Haydna czy Mozarta, także zdarzały się bardzo dramatyczne utwory (jak choćby Symfonia g-moll drugiego z tych kompozytorów), ale u nich symfonie nadal należały do muzyki rozrywkowej. Treści dramatyczne niosły opery i oratoria. Dlatego też wykorzystanie w symfoniach tych instrumentów, kojarzących się przede wszystkim z muzyką sceniczną, jak np. puzony, oznaczało przeniesienie ładunku dramatycznego, emocjonalnego, do tego właśnie gatunku.

Muzyka symfoniczna przestała być więc tylko prostą rozrywką, przeznaczoną dla arystokraty chcącego spędzić przyjemny wieczór, ale stała się nośnikiem pozawerbalnej idei. To jest przełom, który zmienił nasycenie emocjonalne muzyki.

Jarosław Thiel, dyrektor artystyczny Akademii Beethovenowskiej/fot. Karol Sokołowski/archiwum NFM

Ideowym utworem Beethovena jest też jego jedyna opera – „Fidelio”.

Treść tego dzieła była przełamaniem tradycji. Opera została zamknięta w pewnym szablonie. Tematyka utworów scenicznych była niemal wyłącznie mitologiczna albo historyczna. Jednak nawet postacie historyczne były zmitologizowane, w libretcie można było takiej osobie dopisać absolutnie wszystko, włączając epizody z życia prywatnego czy dokonania.

Taki był kanon, w jakim opery były pisane. Oczywiście lepsi libreciści potrafili w nim znaleźć miejsce na bardziej aktualne przesłanie, natomiast to, jak ostentacyjnie Beethoven włączył się tym dziełem w bieżącą dyskusję społeczną, było rewolucyjne.

Widoczna jest w nim także fascynacja kompozytora Napoleonem, zmianą porządku społeczno-politycznego i demokratyzacją Europy. To, że Fidelio stał się komentarzem bieżącej sytuacji i trendów politycznych, miało niebagatelne znaczenie.

Nie wszystkie dzieła kompozytora były przyjmowane w jego czasach z dużym entuzjazmem.

Jest to pewien paradoks. Beethoven w późnym okresie twórczości rzeczywiście był eksperymentatorem. Od niego zaczynamy inaczej patrzeć na relację twórcy i odbiorcy.

Przekleństwem współczesnej sztuki nierzadko jest rozejście się ich dróg. Artyzm często oznacza nieprzystępność i niezrozumiałość. Artyści należący do poprzedniej generacji, tacy jak Haydn i Mozart, dbali o więź ze słuchaczem.

Beethoven w swoich późnych dziełach niejednokrotnie ryzykował jej utratę. Ważniejsze było dla niego wyrażenie tego, co chciał wyrazić, niż skupienie się na tym, czy zostanie zrozumiany. To z kolei przyczyniło się do zmiany postrzegania obowiązków twórcy względem odbiorcy.

Czy Beethoven zerwał tę więź?

Nie, po nim działali twórcy rzucający wyzwania jeszcze bardziej brutalnie. Zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy muzyka Beethovena nie jest aż tak radykalna, posługuje się on przecież tradycyjną harmoniką. Nie zerwał kompletnie z tworzywem, jakim jest dźwięk. Jednak z perspektywy jemu współczesnych takiego rewolucjonisty wśród kompozytorów wcześniej nie było.

 

Rozmawiał Oskar Łapeta

Zdj. główne Łukasz Rajchert