Reżyserka Agnieszka Smoczyńska

Jej „Aria Diva”

Scenariusz jej krótkiego metrażu oparty został na opowiadaniu Olgi Tokarczuk, a film „Aria Diva” widzowie zobaczą nieodpłatnie podczas festiwalu online Long Story Short Film Festival, który startuje 17 maja . Nam wrocławska reżyserka Agnieszka Smoczyńska, którą kinomani kochają za „Córki dancingu” i „Fugę” opowiada o kulisach realizacji pierwszego ważnego dzieła.

Magdalena Talik | 16 maja 2020

Pani film „Aria Diva” z 2007 roku zostanie pokazany podczas Long Story Short Film Festival, organizowanego przez Dolnośląskie Centrum Filmowe, który odbędzie się w całości online. Chyba pierwszy raz bierze Pani udział w takiej imprezie?

Dla mnie, podobnie jak dla wielu twórców i organizatorów, to pierwszy raz, ale w obecnej sytuacji chyba najlepsze rozwiązanie.

Pojawiają się wprawdzie głosy, czy udostępnianie wszystkich filmów w sieci jest dobre dla realizatorów i dystrybutorów, ale myślę, że ten wrocławski festiwal ma idealną formułę. Zwłaszcza że nie wiemy, kiedy wrócimy do kin i będziemy mogli wspólnie oglądać filmy w jednej sali.

W kontekście Long Story Short Film Festival jestem ciekawa, czy widzowie będą mogli na żywo komentować film, bo zawsze ważny jest kontakt z publicznością, słuchanie jak ludzie odbierają film, reagują na żywo, śmieją się. Reakcje są barometrem, a w sieci nie jesteśmy w stanie tego odczuwać w takim stopniu.

Long Story Short Film Festival – online

Long Story Short Film Festival – online

Wydarzenie kinowe
Termin od 17 maja 2020 do 24 maja 2020

Miejsce Dolnośląskie Centrum Filmowe (DCF)

Zobacz

Podejrzewam, że gdyby sytuacja była inna, przyjechałaby Pani po prostu na pokaz do swojego rodzinnego miasta.

Jestem wrocławianką i będą nią zawsze, a teraz za Wrocławiem szczególnie tęsknię, zwłaszcza kiedy mieszkający tu mój brat wybiera się np. nad Odrę i wysyła mi zdjęcia. Coś ściska w sercu...

Ale w Pani filmie „Aria Diva” jest pewien wrocławski akcent – scenariusz powstał w oparciu o opowiadanie Olgi Tokarczuk „Ariadna na Naksos” z tomu „Gra na wielu bębenkach”. Pani wybrała ten utwór?

Opowiadanie zaproponował mi scenarzysta i reżyser Edward Żebrowski. Przeczytałam je, a potem odłożyłam. Nie czułam z nim kontaktu, choć została mi w pamięci jedna scena. Dlatego właśnie po paru miesiącach wróciłam do lektury i zaproponowałam Robertowi Bolesto, z którym już wcześniej razem pracowaliśmy, aby zrobił adaptację historii o wzajemnej fascynacji dwóch kobiet – kury domowej Basi i diwy operowej Asi.

Katarzyna Figura i Gabriela Muskała w filmie Agnieszki Smoczyńskiej/fot. arch. AS

Spotkała się Pani wtedy z Olgą Tokarczuk?

Na targach książki. Zgodziła się użyczyć nam praw do tego opowiadania za przysłowiową złotówkę. I pamiętam, że powiedziała ważne zdanie: „Musisz wiedzieć, kto w tej relacji jest kobietą, a kto mężczyzną”.

Co to mogło znaczyć?

Chyba to, że mamy do czynienia nie tylko z fascynacją głosem, sztuką, ale fascynacją na poziomie ludzkim i fizycznym, że ta historia przyciągania może mieć wiele warstw.

„Aria Diva” był Pani pierwszym samodzielnym projektem, wcześniej reżyserowała Pani odcinki seriali. Film powstał jako część inicjatywy „30 minut” w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Limitowany czas 30 minut jest dla filmowca wystarczający, aby pokazać pełnowymiarową historię?

Kiedyś 30 minut było krótkim, dziś stało się średnim metrażem, bo obecnie jesteśmy w stanie opowiedzieć dużo więcej poprzez zmianę percepcji, ale pół godziny nie daje jednak wystarczająco dużo czasu, aby opowiedzieć pełną historię.

Projekt był pomysłem Wojciecha Marczewskiego. Chciał stworzyć młodym twórcom tuż po szkole filmowej, a jeszcze przed debiutem fabularnym, szansę, aby nakręcili film w profesjonalnych warunkach.

Pamiętam, że bardzo się męczyłam nad montażem, naprawdę nie wiedziałam, jak ułożyć tę historię. Jednocześnie, miałam szansę wejścia na plan z profesjonalnymi ludźmi filmu. Za minimalne koszty stworzono nam świetne warunki i tam się wszystkiego uczyłam – od pracy z aktorem i współdziałanie z operatorem – po sposób, w jaki trzeba opowiadać historię.

Tym filmem wyznaczyła Pani swój styl – poruszające opowieści o kobietach, z pogłębionymi portretami psychologicznymi. Pozostała też Pani wierna temu samemu scenarzyście Robertowi Bolesto.

To, oczywiście, było bardzo nieświadome. Nadal myślę, że wybieram swoje projekty nie do końca intelektualnie, bardziej intuicyjnie. Bohaterka, z którą spędzamy kilka lat życia, musi nam być bliska, fascynować. A w filmie „Aria Diva” obydwie – Asia i Basia, czyli diwa operowa i kura domowa – stały się dla mnie ważne w ten sam sposób, jako awers i rewers kobiety, która spełnia się zawodowo i jest w domu. Dysonans między nimi, ale i przyciąganie się, to w jakimś sensie wizualizacja dychotomii kobiety.

Kręcąc film sama byłam młodą matką, dostałam dopiero pracę. Bliskie były mi wszystkie lęki związane zarówno z wychowaniem dziecka, jak i tego, że potem zostanie się z nim w domu.

Gabriela Muskała (z prawej) jako kura domowa Basia w filmie „Aria Diva”/fot. arch. AS

Dlatego w moim odczuciu to bardzo osobisty film. A przy tym poruszająca opowieść o zwyczajnym i odświętnym, o środowisku artystycznym, które czasem nie ma szansy przenikać się ze zwykłym życiem. I piękny portret śpiewaczki operowej.

Przed realizacją zrobiłam dogłębny research – czytałam książki o diwach operowych, miałam szansę spotkać się z kilkoma, ale niesamowite było już samo obcowanie z osobą, która ma przepiękny głos i oddaje się sztuce.

Poznałam wtedy Ewę Podleś i zgodziła się użyczyć nam swojego głosu dla potrzeb filmu. Wspólnie z Kasią Figurą i Gabrysią Muskałą miałyśmy szansę być na jej próbach w Teatrze Wielkim Operze Narodowej i obserwować, jak pracuje z dyrygentem, partnerami, jak interpretuje tekst. To był moment, kiedy człowiek czuje, że dotyka wielkiej sztuki.

Zrozumiałam też wtedy, że w życiu nic nie jest albo-albo, że wszystko zawsze jest pomiędzy, a kobiety, obojętnie w jakim zawodzie, próbują to pogodzić. Diwa Asia, którą gra Kasia Figura, też ma córkę i mówi o niej w pewnym momencie, że choć ma talent, nie chce go, więc to tak, jakby go nie miała. W pewnym momencie życia podejmujemy decyzje, za którym głosem chcemy iść, co pragniemy robić w życiu.

Ale w filmie, poza podziałem ról, jest też widoczna fascynacja między kobietami. Po pewnym czasie od zrobienia „Arii Divy” któraś ze znajomych powiedziała mi, że po obejrzeniu mogła zrobić coming out. To było niesamowite, bo kręcąc ten film, zupełnie o tym nie myślałam. Pracowałam bardzo intuicyjnie, próbowałam po prostu zbliżyć się do tych dwóch bohaterek.  

Katarzyna Figura i Gabriela Muskała są wielką siłą Pani filmu i fantastycznie się uzupełniają. Jak dobrać obsadę, aby idealnie pasowała do wyobrażenia postaci?

Absolutnie nie wiedziałam, kto mógłby zagrać diwę operową, robiłam swoje pierwsze w życiu zdjęcia próbne, bo wiedziałam, że najważniejsza będzie fascynacja, jaka ma się wywiązać między kobietami, energia, odrzucenie, to że powinny być bardzo różne.

Kasia Figura zgodziła się wziąć udział w zdjęciach próbnych i od razu było wiadomo, że jest niesamowita do tej roli.

Katarzyna Figura w roli śpiewaczki operowej w filmie „Aria Diva”/fot. arch. AS

„Aria Diva” to chyba najbardziej nagradzany Pani film. Mocne wejście. Nagrody Pani pomogły?

Przede wszystkim w zebraniu funduszy na kolejny film, czyli „Córki dancingu”. Gdyby nie „Aria Diva” nigdy nie zadebiutowałabym musicalem za 5 milionów zł. Krótki metraż pozwolił uwierzyć we mnie producentom, a w komisji zatwierdzającej „Córki dancingu” byli m.in. Paweł Pawlikowski, Maciej Pieprzyca. Agnieszka Holland, dzięki „Arii Divie”, zdecydowała się być opiekunem mojego debiutu pełnometrażowego.

Nagrody są też potwierdzeniem od widzów i sygnałem dla wielu ludzi, że skoro film jest nagradzany może warto na niego pójść, zobaczyć, a potem zainwestować w twórców.

Czy zainteresowanie filmem wzrosło, kiedy Olga Tokarczuk dostała nagrodę Nobla?

Słyszałam od producenta, że było dużo pytań o film. 

Myślała Pani o tym, aby ponownie sięgnąć po utwór Olgi Tokarczuk – opowiadanie, książkę – i na jej podstawie nakręcić film?

Tak, ale jeszcze za wcześnie, by cokolwiek o nim mówić.

 

Rozmawiała: Magdalena Talik 

Zdjęcia: z archiwum Agnieszki Smoczyńskiej