„Dom tęsknot” – nowa książka Piotra Adamczyka

Każdy, kto mieszka we Wrocławiu potyka się o niemiecką przeszłość. Piotr Adamczyk w swojej najnowszej książce nie opowiada jednak o dawnych Breslauerach, ale o ludziach, którzy po wojnie zajęli ich miejsce, budując od nowa życie w obcych, poniemieckich dekoracjach. To opowieść o wrocławianach, którzy zaakceptowali przeszłość i odnaleźli swoją własną, nową tożsamość.


Z autorem można spotkać się w najbliższy czwartek (25 września) o godz. 18 w Empiku w DH Renoma przy ul. Świdnickiej. Wstęp wolny.

Tę książkę chciałam przeczytać zanim jeszcze została napisana. Ciekawiło mnie dzieciństwo moich rodziców, ciotek i wujków w domach wypełnionych niemieckimi fajansami, porcelaną, książkami pisanymi gotykiem i fotografiami, na których nikogo nie daje się rozpoznać. Dlaczego „Weihnachten 1908” (Boże Narodzenie 1908) było tak ważne dla Hermanna Wolframa, w którego domu zamieszkaliśmy, że wyrył tę datę na kunsztownej wazie do ponczu? Wiele poniemieckich pamiątek towarzyszy mi do dziś i stało się dla mnie wspomnieniem rodzinnego domu na Oporowie.

Piotruś, bohater „Domu tęsknot”, podobnie jak autor książki, jest dzieckiem, które odkrywa historię, legendy i tajemnice Wrocławia. Jednocześnie poznaje też rodzinę matki – autochtonki, która wyszła za Polaka i nie zdecydowała się na wyjazd do Niemiec. Ta wiecznie odkładana podróż zyskuje niemal mityczny wymiar – staje się symbolem lepszego świata i zabezpieczeniem na wypadek czarnej godziny. Nigdy jednak nie dochodzi do skutku.

Kamienica Freytaga

Piotruś mieszka w poniemieckiej kamienicy na Krzykach, należącej wcześniej do rodziny Gustava Freytaga, jednego z najbardziej znanych niemieckich pisarzy. Zajmują eleganckie mieszkanie, pełne osobistych rzeczy niemieckiej rodziny. Matka traktuje je jako przejściowe lokum. Jest przekonana, że prawowici właściciele powrócą i zażądają zwrotu swojej własności, dlatego niczego nie pozwala ruszać i wyrzucać, nawet zepsutych już weków. Piotruś dorasta więc z podobiznami Freytagów na ścianach, przegląda książki z ich biblioteki, śpi na ich materacu. Niemiecka przeszłość i polska teraźniejszość w życiu Piotrusia stają się jednością. Oczami chłopca oglądamy dawny Wrocław, odwiedzamy cmentarze, na których bawi się z kolegami, odkrywamy też niemieckie sekrety.

Piotr Adamczyk nie tłumaczy Niemców z ich narodowo-socjalistycznego obłędu, ale stara się wyjaśnić, dlaczego naród, który wydał wielu wspaniałych filozofów i poetów, dał się uwieść Hitlerowi. Pokazuje jak mity i ideologia faszystowska nagle stały się rzeczywiste i zawładnęły wyobraźnią tysięcy zwykłych ludzi. Jego bohater, karmiony przez matkę propagandowymi opowieściami, także w nie wierzy. W dodatku podejrzewa, że matka ma do wypełnienia tajną misję. Chroni kielich Marcina Lutra – symbol bliski ewangelikom, jednoczący ich w wierze. Czy matka Piotrusia rzeczywiście jest jego strażniczką? Czy może chłopiec dał się ponieść wyobraźni?

Miłość i polewa z gumy do żucia

Kamienica, w której mieszkają trwa mimo zawirowań i zmian. Socjalizm, marzec 1968, strajki robotników, stan wojenny, upadek muru berlińskiego, czas transformacji – wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie. Ich widomą stroną stają się haftowane i wypruwane przez matkę bohatera napisy na sztandarach. Przychodzą paczki od rodziny z Niemiec z jedzeniem, ubraniami i gumą do żucia. Temu wynalazkowi z Zachodu matka bohatera próbuje nadać użyteczny wymiar przyrządzając z niego najpierw herbatę a potem sos do mięsa lub polewę do ryżu z jabłkami.

Trwa także miłość Piotrusia do Laurki, córki sąsiadów zza ściany, bo „Dom tęsknot” to także powieść o miłości i dojrzewaniu. Bohater kocha i w tej miłości jest stały, nie zmienia jej wyjazd dziewczyny do ojca do Izraela. Wydaje się naiwny, dziecinny w tym uczuciu, ale konsekwentny. I choć w miłości pozostaje małym chłopcem, to dojrzewa do bycia wrocławianinem. Mozaikową tożsamość składa z polskiej i niemieckiej przeszłości z wszystkimi jej blaskami i cieniami. Staje się archetypicznym wrocławianinem, pogodzonym z niemieckością, pozbawionym żalu za utraconą ojczyzną, żyjącym tu i teraz i uznającym Wrocław za swoje miejsce na świecie. Do takiego wniosku dochodzi też po latach matka bohatera zdecydowanie odmawiając wyjazdu do Niemiec, uznając, że we Wrocławiu jest właśnie u siebie.

„Dom tęsknot” czyta się jednym tchem. Smaczki z historii Wrocławia, anegdoty opowiadane w niejednej gazetowej redakcji, a także humor i własne doświadczenia autora, kryminalna historia i suspens składają się na niepowtarzalny klimat tej książki. „Dom tęsknot”, mam wrażenie, wyrósł z tęsknoty za Wrocławiem. Autor mieszka bowiem od kilku lat w Łodzi i niewątpliwe brakuje mu wrocławskiego Biskupina, gdzie miał dom. „Dom tęsknot” to piękna książka. Tłumaczy zawiłości wrocławskiego losu i wyjątkowość tego miasta. I choć trochę nas wrocławian idealizuje, to jednocześnie zobowiązuje do bycia otwartymi na przeszłość i przyszłość tego miasta.

Agnieszka Kołodyńska

„Dom tęsknot” Piotr Adamczyk, Agora SA, Warszawa 2014.

Na spotkanie z Piotrem Adamczykiem można wybrać się w czwartek 25 września o godz. 18  do Empiku w DH Renoma. Wstęp wolny.

Zgłoś uwagę