40. PPA: Zgryzoty Gilberta Grape'a i jego rodziny wypadły śpiewająco

Wielu uważa, że bardziej niż książka Petera Hedgesa „powalił” ich film na niej oparty w reż. Lasse Halstroma, w którym role swojego bardzo młodego wtedy życia zagrali Depp i DiCaprio. Rzeczywiście, „Co gryzie Gilberta Grape’a” na ekranie to majstersztyk. Krakowskiego przedstawienia pod takimż tytułem, które zobaczyliśmy na 40. PPA 25 marca, nie będziemy jednak porównywać tu ani z jednym, ani z drugim.

  • ppa, co gryzie gilberta grape'a

    fot. Łukasz Giza


Sporo ciepłych słów należy się twórcom  „Co Gryzie Gilbera Grape'a” – przypomnijmy, że to spektakl dyplomowy studentów o specjalności wokalno-aktorskiej krakowskiej AST – za pomysł ubrania spektaklu w musicalową formę i za to, że muzyka gra w nim na żywo. (Autorem aranżacji utworów jest Dawid Sulej Rudnicki, a oprócz niego w sekcji rytmicznej znaleźli się Grzegorz Bąk, Michał Peiker, i Piotr Domagała).

Sześcioro młodych wykonawców wprowadziło nas w małomiasteczkowy świat Endory, w której trochę na odludziu mieszka rodzina  Gilberta Grape'a, 24-latka, który najchętniej rzuciłby i tę zapadłą mieścinę, i tak naprawdę toksyczną, choć kochającą się rodzinę. Jego matka Bonnie, kiedyś była misską, teraz jest monstrualnie gruba, bo tyć zaczęła po samobójstwie męża, który nie udźwignął wyzwań rodzinnego stadła. Jest i upośledzony psychicznie młodszy brat Arnie, któremu za chwilę stuknie 18 lat, i Amy – siostra (w oryginale powieści jest jeszcze jedna, młodsza – Ellen) sfustrowana ciężarem obowiązków domowych. 

To historia o zwykłych ludziach, która porusza, a miejscami wzrusza do łez... 

Cała scena dla nich...

...a nawet przedłużone proscenium, na którym – jeszcze zanim sala wypełniła się widzami – zastajemy Arniego, niepełnosprawnego umysłowo brata Gilberta Grape'a. W tej roli niesamowity Dariusz Piróg, który autystycznego nastolatka wyrzeźbił samodzielnie od początku do końca, w niczym nie upodobniając się do „gładkiego” (i też znakomitego) Leo z wersji kinowej. 

Potem dostrzegamy pakującego walizkę Gilberta – zagrał go Przemysław Kowalski, momentami „odlatujący” trochę w stronę zbuntowanego Jamesa Deana, ale dość konsekwentny w pozie trwającego ciałem mocno przy swojej rodzinie, choć duchem już niekoniecznie. Dobrego chłopca, który nie potrafi rzucić w diabły tej „wiochy” Endory, monstrualnie otyłej matki, chorego, nadwrażliwego brata i sfrustrowanej siostry.

Po przeciwnej stronie sceny właśnie ta siostra, Amy, ma swoje „królestwo”. Właściwie cały czas stoi przy garach, żeby zaspokoić niepohamowany apetyt matki i upiec tort na 18. urodziny Arniego. Ta rola przypadła Małgorzacie Walendzie, która dobrze pokazała i co to znaczy mieć godność, i kiedy ludzka cierpliwość dobija kresu, i jak „odlecieć” w stronę rewiowego wampa, gdy hamulce puszczają.

Centralne miejsce jest przeznaczone oczywiście dla chorobliwie otyłej matki. Bonnie, którą zagrała Iga Rudnicka, zajmuje wielki podest z kilkoma schodkami, który wygląda niczym pomnikowy cokół. Jej ciało przykrywa ogromnych rozmiarów niebieska sukienka, a jedynymi ruchomymi elementami jej ciała są głowa i ręce, wystające z dziur tego swoistego kopca. Momentami Bonnie wygląda jak ogromna żółwica, którą postawiono na sztorc.

Potem poznajemy jeszcze blondwłosego Tuckera – w wykonaniu Jakuba Sielskiego – smakosza piwa, który chętnie częstuje nim kogo popadnie, marzącego o pracy w budującej się w miasteczku burgerowni. Obiektem jego westchnień, a chwilami końskich zalotów, jest Amy, którą chciałby nawet „zaobrączkować”, tyle że te jej demony na to mu nie pozwolą.

Na końcu pojawia się hipiska Becky – zagrana przez Mariannę Linde – do której Gilbert z czasem poczuje miętę, choć ona nie jest łatwą zawodniczką. Jest odważniejsza, niezależna, bardziej otwarta na rzeczywistość i szalona. Grape'a nie chce przekreślić tylko dlatego, że ten zapadł się w swoim introwertyzmie, a jego działania albo mają znamiona pogodzenia się z tu i teraz, albo pretensji do świata, że ten mu ucieka z tym całym swoim paskudnym obliczem. Becky daje Gilbertowi „kopa”. I ocala go?

Hit za hitem

Spektakl, w którym upakowano tak wiele składowych – słowo, śpiew, taniec, muzykę na żywo, wizualizacje – początkowo chyba trochę się nie kleił. Każda z postaci grała jakby za bardzo „na siebie”, traktując partnera w scenie jakby na przyczepkę. A przed widzami były dwie bite godziny przedstawienia bez przerwy. Na szczęście z odsieczą przyszły popularne przeboje, wyszukane przez twórców tak, by każdy oddawał emocje bohaterów w danej chwili i okolicznościach.

Przeboje znakomicie wykonane, dodajmy. Bonnie Tyler, Whitney Houston, Kate Bush, Eddie Vedder, R.E.M, A-ha... to hity m.in. tych gwiazd muzyki popularnej wykonywali młodzi artyści. Wokalnie są przygotowani znakomicie (można było nawet odnieść wrażenie, że nieraz „ścigają się” ze sobą w spektaklu na interpretacje) – dlatego tak efektownie wyszli naprzeciw nietuzinkowym aranżacjom, za które także należą się duże brawa.

Momenty były

Słabsze i gorsze. Do tych, które trochę mocniej wbiły widownię w fotele, należały choćby te trzy. Pierwszy, gdy na początku spektaklu Gilbert gra, akompaniujac sobie na gitarze, utwór Eddiego Vedera „Into the wild”, wyrażając w ten sposób swoją tęsknotę za wolnością.

Drugi to scena spoza realnego czasu, gdy Bonnie Grape metaforycznie wychodzi z brzydkiego ciała, stając się piękną, ponętną kobietą, by zatańczyć tango ze swoim mężem Albertem, a za chwilę okładać go pięściami za wszystkie nieszczęścia, których stał się sprawcą.

Po raz trzeci widzowie głębiej nabrali powietrza, gdy stojący w niebieskiej poświacie Arnie (niebieskiej jak jego tort urodzinowy, upieczony przez Amy), śpiewa „Everybody hurts”, utwór znany z repertuaru zespołu R.E.M. To było doskonałe.

Spróbujcie gdzieś jeszcze obejrzeć ten spektakl. Być może trafi się taka okazja, zanim ten zdolny krakowski ansambl rozproszy się po różnych scenach tego świata...

Zdjęcia: Łukasz Giza

-----------------------

40. Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu: Co gryzie Gilberta Grape'a, reż.: Marcin Czarnik, adaptacja tekstu: Paweł Sablik, dramaturgia: Paweł Sablik, Patrycja Kowańska pod opieką pedagogiczną Marcina Czarnika, scenografia, choreografia, kostiumy, reżyseria świateł: Milena Czarnik, muzyka i kierownictwo muzyczne: Dawid Sulej Rudnicki, wideo: Natan Berkowicz, przygotowanie wokalne: Justyna Motylska, kier. muz.: Dawid Sulej Rudnicki. Występują: Marianna Linde, Iga Rudnicka, Małgorzata Walenda,  Przemysław Kowalski, Dariusz Pieróg, Jakub Sielski



Zgłoś uwagę