Aleksandra Kurzak: Krzysztof Cugowski ma niesamowity głos

W sobotę zaśpiewa pieśni Chopina w NFM i bedzie promowała książkę "Si,Amore", czyli cykl rozmów, jakie przeprowadził z nią dziennikarz Aleksander Laskowski. W niedzielę zaśpiewa w Hali Stulecia z Krzysztofem Cugowskim. I to nie wszystko. Wrocławska sopranistka portalowi www.wroclaw.pl opowiada o karierze, życiu rodzinnym i pracy z wokalistą Budki Suflera.

  • aleksandra kurzak nfm

    Aleksandra Kurzak wystąpi we Wrocławiu w weekend 26-27 września

  • aleksandra kurzak bel raggio

    Okładka płyty "Bel raggio" z ariami Rossiniego

  • si amore aleksandra kurzak

    Okładka książki z rozmowami z Aleksandrą Kurzak, która ukazała się nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego


Magdalena Talik:  Wracasz do Wrocławia po kilku latach nieobecności, od razu do nowej sali koncertowej w Narodowym Forum Muzyki.

Aleksandra Kurzak: Jest piękna, imponująca, akustycznie świetna. Bardzo dobrze się w niej czuję, zawsze wolałam większe sale koncertowe. Tym razem wracam nie tylko do nowej sali, ale i z nowym repertuarem – pieśniami, które śpiewam nie tak często. To inny rodzaj muzykowania. Muszę się przestawić. Zaufać sobie, zamknąć się w swoim świecie, zadbać o miękkość głosu, nie obawiać się operowania dynamiką piano, pianissimo. Z tego powodu zresztą czasem mam wrażenie, że... oszukuję, bo od lat jestem przyzwyczajona, że głosem mam przedostać się przez potężną orkiestrę, dać z siebie wszystko. A w przypadku pieśni Chopina, Brahmsa, czy Straussa piękno drzemie w czym innym – w intymności, muzykalności, frazie, oddaniu tekstu, a nie potędze głosu.

Czy ten koncert jest dla Ciebie trudniejszy niż inne. Mówi się, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju.

Aleksandra Kurzak: Tak mówią, ale ja zawsze jestem mile i ciepło odbierana kiedy wracam do Polski. Teraz mam we Wrocławiu dwa koncerty z rzędu. W sobotę pieśni Chopina, w niedzielę z kolei – koncert z Krzysztofem Cugowskim i muzyczny  misz-masz, który sprawia mi niesamowitą frajdę. Hity musicalowe, operetkowe. Są przepiękne, ale często po prostu źle wykonywane.

A jak się porozumiewacie z Krzysztofem Cugowskim?

Aleksandra Kurzak: A jak Luciano Pavarotti śpiewał ze Stingiem, czy z Céline Dion? Śpiewam głosem operowym, nie silę się na bycie piosenkarką, bo nią nie jestem i nigdy nie będę. Krzysztof Cugowski ma niesamowity głos, imponującą skalę. Dla niego pięciolinia się nie kończy. Żartowałam na próbie, że muszę się przy nim nie źle spinać. Jest jak polski Freddie Mercury. Świetnie wychodzą nam duety z „Wesołej wdówki” Lehara, czy z „Upiora w operze” Webera. Kilka dni temu miałam też koncert, podczas którego śpiewałam „Summertime” Gershwina z towarzyszeniem Michała Urbaniaka i czułam się, jak w siódmym niebie. Ubóstwiam takie koncerty, niech mnie nawet zlinczują operowi ortodoksi.

Oni się pewnie dziwią, bo inna publiczność słucha Twoich arii, a inna piosenek Krzysztofa Cugowskiego.

Aleksandra Kurzak: To się może zmienić. Moja fanka napisała, że przyjeżdża do Wrocławia ze swoim kolegą, który nigdy nie był w operze, ale uwielbia Cugowskiego. A ona słucha Kurzak. Jadą razem i zobaczymy, kto kogo polubi. To fajne. Ostatnio inna Pani w Wiedniu przyprowadziła swojego znajomego do opery na mój spektakl „Rigoletto”. Wzruszył się, popłakał, a myślał, że nie lubi opery. Uważam, że nawet jeśli 10 procent publiczności wyjdzie z przekonaniem, że spodobała im się Aleksandra Kurzak i muzyka klasyczna, to czemu nie. A ja śpiewam dla własnej przyjemności.

W weekend w NFM i Hali Stulecia, a za rok w ramach ESK 2016 i w projekcie Singing Europe.

Aleksandra Kurzak: Koncert odbędzie się ostatecznie w Narodowym Forum Muzyki. Program skonstruowano tak, by utwory były z towarzyszeniem chóru. Mam przepiękną scenę finałową z chórem „Marii Stuardy” Donizettiego, z „Trubadura” Verdiego, Roberto zaśpiewa pewnie „Nessun dorma” z „Turandot” Pucciniego, bo jak mogłoby zabraknąć tej arii. A na bis chcemy wykonać m.in. finał opery skomponowanej przez brata Roberto - Davida Alagnę. To naprawdę świetne dzieło.

Aleksandra Kurzak, Roberto Alagna i ich córeczka Malèna/fot. Facebook AK

Roberto Alagna, twoja miłość i ojciec Twojej córeczki Malèny, był już we Wrocławiu?

Aleksandra Kurzak: Tak, kilka razy. Jego pierwsze spostrzeżenie po wylądowaniu w Polsce: jak tu cicho i czysto, a Wrocław skojarzył mu się z Salzburgiem...

Często teraz bywasz we Wrocławiu?

Aleksandra Kurzak: Coraz częściej. Zwłaszcza teraz, kiedy pojawiła się Malènka na pewno będziemy mieszkać w Polsce. Choćby z racji tego, że moim rodzicom, którzy pomagają w opiece nas dzieckiem, nie podoba się myśl o przeprowadzce do Warszawy. Dla mnie problemem może być lotnisko, z Warszawy loty są bez przesiadek, ale z kolei samochodem jest z Wrocławia blisko np. do Berlina czy Wiednia.

Malèna cały czas jeździ z wami?

Aleksandra Kurzak: Tak i znosi podróże bez problemu. Wchodzi do nowego mieszkania, aklimatyzuje się szybko. Jest przyzwyczajona, bo tak jest niemal od dnia jej narodzin. Zmienia samoloty, samochody, otoczenie. Zobaczymy, jak będzie, kiedy zacznie dorastać. Na razie mówi w sobie tylko znanym języku, choć rozumie i kiedy ja zwracam się do niej po polsku i kiedy Roberto mówi po francusku. W domu mamy prawdziwą wieżę Babel.   

Zgłoś uwagę