35. PKO Wrocław Maraton [RELACJA, WYNIKI]

Kenijczyk Rop Abel Kibet z czasem 2:13:36 zwyciężył w organizowanym już po raz 35 PKO Wrocław Maratonie. Do pobicia piętnastoletniego rekordu trasy, zawodnikowi z Afryki zabrakło zaledwie 8 sekund. Podium uzupełnili jego rodacy – Wambua Mbithi Robert i zwycięzca sprzed roku – Cosmas Mutuku. Najlepszy z Polaków – Kamil Jastrzębski przekroczył linię mety na szóstym miejscu. 


Szansa na rekord

Tegorocznych maratończyków przywitała zdecydowanie inna aura, niż było to podczas poprzedniej edycji. Temperatura oscylująca w granicach20 stopni Celsjuszai brak palącego słońca sprawiały, że tego dnia warunki do biegania były optymalne. Stąd organizatorzy już na kilka godzin przed startem podgrzewali atmosferę możliwym rekordem trasy. Obowiązujący do tej pory najlepszy wynik, to zdecydowania rekord z brodą. W 2002 roku Vladimir Tsyamchyk pokonał42 kilometry125 metrówwrocławskiej trasy w 2 godziny 13 minut i 28 sekund. Podczas 35 edycji Maratonu pojawiła się olbrzymia szansa na pobicie piętnastoletniego wyniku Białorusina. 

Biegajło i inne atrakcje 

Mnóstwo zawodników, zanim jeszcze przystąpiło do rozgrzewki, postanowiło sobie zrobić zdjęcie z nowym patronem wrocławskich maratończyków – krasnalem Biegajło. Tym samym Biegało dołączył do swojego młodszego brata – Niewypałka, który już wcześniej dopingował uczestników Nocnego Półmaratonu z 17 czerwca. Dodatkowo rodziny sportowców mogły zwiedzić specjalnie przygotowane na tę okazję miasteczko lekkoatletyczne. Wśród tłumów można było dostrzec Sebastiana Chmarę, czy naszego utytułowanego kulomiota Tomasza Majewskiego.   

Do biegu…gotowi…start!

Biegacze gromadzili się przed bramą Stadionu Olimpijskiego już na długo przed pierwszym wystrzałem startera. Byli podzieleni na cztery grupy: czerwoną, zieloną, pomarańczową i niebieską. Każda z nich miała inny limit czasu na dobiegnięcie do mety. Faworyci całej imprezy startowali w pierwszej grupie, po nich na trasę ruszali ci, dla których przede wszystkim liczyło się ukończenie biegu. 

Tradycyjnie już wielkie bieganie rozpoczęli maratończycy na wózkach. Popularni „wózkersi” wyruszyli minutę przed pozostałymi. Prędkość rozwijana przy pomocy takich handbike’ów przekracza często30 km/h, co sprawia, że ich rywalizacja poza tym, że jest niezwykle zacięta, to także jest niezwykle widowiskowa. Tym razem bezkonkurencyjny okazał się Rafał Wilk, który z czasem 1:05:24 znokautował pozostałych rywali. Drugiego na mecie, Zbigniewa Wandahowicza, zdystansował o prawie cztery minuty. Rywalizacja handbike’ów została zdominowana przez Biało-Czerwonych. Na najniższym stopniu podium stanął reprezentant klubu Start Wrocław –Tomek Łyko, który przegrał z Wandahowiczem o grubość opony. 

Zobacz galerię zdjęć z trasy maratonu 

Wśród sportowców walczących w kategorii Open sytuacja klarowała się już od pierwszych kilometrów. Na czoło wyścigu bardzo szybko wysunęła się czwórka Kenijczyków: Kibet, Mbithi, Kipkori i ubiegłoroczny zwycięzca – Mutuku. Początkowo starał się im dotrzymywać tempa Ukrainiec Taras Salo, ale w okolicach10 kilometranie wytrzymał narzuconego przez Afrykanów tempa i stało się jasne, że zwycięstwo we wrocławskim maratonie będzie sprawą wewnątrz kenijską. 

Liderująca czwórka przez prawie25 kilometrówzgodnie współpracowała uciekając reszcie stawki. Największą ochotę na walkę pokazywał Wambua Mbithi, który dawał mocne zmiany próbując rozerwać stawkę. Jego rodacy jednak trzymali się dzielnie. 

Jako pierwszy trudy trasy dosyć niespodziewanie zaczął odczuwać ubiegłoroczny zwycięzca, a więc Cosmas Mutuku. W okolicach30 kilometrana prowadzeniu znajdowała się już jedynie trójka biegaczy. W pierwszej dziesiątce było także dwóch Polaków, a najlepszym z nich na tym etapie wyścigu był Damian Pieterczyk. Pierwszą dziesiątkę zamykał Kamil Jastrzębski. 

Z każdym ubywającym do mety kilometrem emocji z przodu było coraz więcej. Tempo było cały czas mocne i równe, a międzyczasy podgrzewały optymizm wśród kibiców na nowy rekord wrocławskiego maratonu. W okolicach35 kmna czele było już tylko dwóch zawodników. Mbithi i Kibet odczepili Kipkoriego, a na trzy kilometry przed finiszem zaatakował Kibet i samodzielnie pognał w kierunku Stadionu Olimpijskiego. Kenijczyk walczył już tylko z samym sobą i z upływającym czasem. Otrzymując meldunki o możliwym rekordzie Kibet przyspieszał. Wbiegając na bieżnię Olimpijskiego był jeszcze najlepszy, ale na ostatnich metrach zabrakło sił do ustalenia najlepszego wyniku w historii imprezy. Ostatecznie Kibet zwyciężył w biegu w czasie 2:13:36, o osiem sekund gorszym od rezultatu Tsyamchyka z 2002 roku. 

Podium uzupełnili Mbithi (2:14:27) oraz Cosmas Mutuku (2:16:45). Bardzo dobrą drugą część biegu zaliczył Kamil Jastrzębski. Polak przesunął się na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, a jego czas to 2:21:36. W pierwszej dziesiątce znalazł się jeszcze Damian Pieterczyk, a tuż za nią rywalizację skończył Adam Draczyński. Spośród „gospodarzy” najlepiej spisał się Grzegorz Gronostaj. Wrocławianin zajął 18 miejsce. 

Co nie udało się Panom…

To, co nie udało się w biegu mężczyzn, powiodło się w potyczce kobiet. Zwyciężczynią okazała się Kenijka Stellah Barsosio Jepngetich z rekordowym rezultatem 2:28:14. Warto zaznaczyć, że impreza we Wrocławiu jest chyba jedną z ulubionych dla tej zawodniczki, bowiem przed rokiem także tu zwyciężyła i także z wówczas najlepszym czasem w historii tych zawodów. Znakomicie spisała się Dominika Stelmach, zajmując miejsce na najniższy stopniu podium w klasyfikacji pań.  

Pełne wyniki maratonu

PKO Bieg Rodzinny – frekwencja nie zawiodła 

Tradycją PKO Maratonu jest także bieg rodzinny, organizowany dla rodzin i przyjaciół zawodników biorących udział w głównej imprezie. Zgłosić się mógł każdy, niezależnie od wieku, kondycji. W towarzyskiej rywalizacji na dystansie jednej mili olimpijskiej można było zobaczyć rodziny biegnące ze swoimi dziećmi oraz ze zwierzętami. Tu nie liczył się żaden czas, a jedynie dobra zabawa. Największą sensację wzbudził ojciec startujący ze swoimi pięcioma córkami – wszyscy, łącznie z tatą, wystartowali w sukienkach. 

Biegli pomagając 

PKO Wrocław Maraton to nie tylko emocje i rywalizacja sportowa, to także chęć niesienia pomocy. Po raz kolejny zawodnicy pokonując kolejne kilometry mogli nieść pomoc. Każdy, kto do swojego numeru startowego przypiął kartkę „Biegnę dla Laury i Jasia” przyczyniał się do pomocy finansowej dla dwójki dzieci zmagających się z chorobami serca. Projekt ten jest autorskim pomysłem sponsora tytularnego i towarzyszy każdej imprezie biegowej w mieście. 

Zgłoś uwagę