Radosław Hyży: Sport jest wszystkim, co mam [WYWIAD]

Chcę, żeby gra zespołu mi się podobała. Musicie uwierzyć, że sport jest dla mnie wszystkim, co mam. Koszykówka jest dla kibiców, a nasza praca bez ich wsparcia jest po prostu bez sensu – mówi nowy trener koszykarskiego Śląska Wrocław Radosław Hyży.

  • fot. Patryk Załęczny


Patryk Załęczny: Obejmujesz Śląsk w trudnym momencie. Udało się porozmawiać z drużyną i ustalić, co poszło nie tak?

Radosław Hyży: – Rozmowy toczą się dalej, ale nie debatujemy o porażkach, a o tym, czego będę wymagał od zawodników. Przeanalizowałem prawie wszystkie spotkania Śląska i dzięki temu mam już pogląd na wiele spraw. Dzielę się z chłopakami swoimi spostrzeżeniami, licząc że zaowocuje to lepszą grą. 

W tamtym sezonie uratowałeś Doral Nysę Kłodzko przed spadkiem. Teraz zrezygnowałeś z funkcji. Zadecydowała oferta ze Śląska Wrocław?

– Cały czas powtarzam, że to nie ja uratowałem klub przed spadkiem, a zrobiliśmy to wspólnie z drużyną. Trener bez zawodników nie jest w stanie nic zrobić. Ze łzą w oku wspominam czasy trenowania drużyny z Kłodzka, gdyż ci zawodnicy mając na uwadze dobro klubu i miasta, zawsze dawali z siebie wszystko. To było niewiarygodne doświadczenie, kiedy ludzie, których większość skazywała na porażkę, potrafi się zebrać w sobie i udowodnić wszystkim dookoła swoją wartość. Fakt, trener ustala skład i taktykę, ale to zawodnicy realizują wszystkie założenia i to od nich zależy najwięcej.

Po odejściu z Doralu Nysy Kłodzko znowu zrobiło się o Tobie głośno.

– Po mojej dymisji spotkało mnie wiele przykrych rzeczy. Insynuacje niektórych osób były różne i nie zawsze słuszne. Mam jednak wielu dobrych znajomych, którzy powtarzali mi, że tak naprawdę nie mam żadnego wpływu na to, co inni pomyślą i powiedzą. Jestem uczciwy wobec siebie, a to w tym wszystkim jest najważniejsze. Może nie każdy rozumie moje decyzje, ale jak ktoś nie wierzy w moją prawdomówność, wcale nie musi utrzymywać ze mną kontaktu.

Wiem, że chciałbyś jednak podziękować kilku osobom z dawnego klubu.

– Na początku może przeproszę kibiców i pracowników byłego klubu, że nie wszystko wyszło tak, jak każdy by sobie tego życzył. Dziękuję prezesowi za szansę i kilku innym osobom za wielkie wsparcie. Mam nadzieję, że będą wiedzieli, kogo mam na myśli. Oczywiście, pamiętam także o chłopakach, którzy naprawdę pokazują, że potrafią grać w koszykówkę. Chciałbym, żeby wiedzieli, że trzymam za nich kciuki i życzę powodzenia.

Po cichu liczyłeś jeszcze, że Śląsk wyciągnie do Ciebie rękę i ponownie zasiądziesz na ławce trenerskiej tego historycznego klubu?

– Szczerze powiedziawszy nie myślałem, że tak się stanie. Wielokrotnie powtarzałem, że to miejsce, to naprawdę ciężki teren do pracy, gdyż presja kibiców jest naprawdę duża. Uważam, że zmiany trenerów to ostateczność, a na pewno nie w takim momencie sezonu, kiedy mamy za sobą dopiero sześć kolejek. W tym okresie, jeśli zachodzą zmiany, są wywołane bardziej decyzjami trenerów, którzy sami nie widzą możliwości poprawy gry zespołu i odchodzą.

Budując zespół w Kłodzku, uważałem, że w wielu sytuacjach się nie mylę, ale jak się okazuje, w kilku kwestiach zrobiłem błąd. Zabolało mnie to bardzo, gdyż każdą porażkę biorę bardzo do siebie. Tym bardziej, że sam wymusiłem na klubie kilka decyzji. Tą dymisją przyznałem się jednak do błędu i uważam, że właśnie w ten sposób trener powinien postąpić, kiedy chce być szczery wobec innych.

Patrząc przez pryzmat znajomości z Dominikiem Tomczykiem i Jackiem Krzykałą, ciężko było przyjąć ofertę i zastąpić ten duet na ławce trenerskiej?

– Bardzo ciężko, ale jak wiemy, zawód trenera jest naprawdę trudny. Zdaję sobie sprawę, że Dominik i Jacek wykonali z klubem dobrą pracę. Przecież awansowali z drużyną do wyższej klasy rozgrywek, jednak teraz zostali przesunięci do grup młodzieżowych. Moje przyjście tutaj nie jest niczym osobistym i nie mogę się obwiniać za całą tą sytuację. Takie jest po prostu życie, nieprzewidywalne i trudne.

Śląsk to połączenie młodości z doświadczeniem. To wystarczy na I ligę, czy możemy spodziewać się jakiś zmian kadrowych?

– Nie jestem fanem zmian. Uważam, że jeśli przychodzi trener i od razu dokonuje roszad, idzie bardzo na łatwiznę. Do obecnej kadry nie mam zastrzeżeń. Zawodnicy są dobrze przygotowani i to ode mnie zależy, w jaki sposób to wszystko poukładam. To dobrzy zawodnicy, których trzeba poustawiać  tak,  aby zaczęli osiągać sukcesy.

Jak na pierwszym treningu zareagowali na Twoją obecność szczególnie ci młodzi zawodnicy, dla których jeszcze do niedawna byłeś boiskowym autorytetem?

– Jacek Krzykała i Dominik Tomczyk to prawdziwe legendy Śląska, więc o odpowiedź na to pytanie trzeba by było zapytać ich. Ja nigdy nie byłem wybitnym graczem i za takiego się nie uważam. Tu chodzi o inną kwestię. Ci młodzi zawodnicy, w większości, po raz pierwszy przeżyli zmianę trenera, co pokazuje im i zarazem uczy, że sport jest naprawdę brutalny. Ktoś traci pracę przez to, że wyniki nie są zadowalające. To mógł być dla nich szok, ale jeśli chcą być w tym biznesie i bawić się w koszykówkę, muszą zdać sobie sprawę z tego, że takie rzeczy się zdarzają. To już dorośli mężczyźni i muszą się przekonać, jak wygląda prawdziwe życie.

W Śląsku będziesz współpracował z Piotrem Portasem i Krzysztofem Czelustą. To Twoja decyzja?

– To wspólna decyzja. Muszę przyznać, że osobiście naprawdę się zmieniłem. Często ludzie postrzegają mnie przez pryzmat tego, jaki byłem na parkiecie. Wtedy nie było dyskusji, teraz jest rozmowa. Jeśli ktoś będzie miał tyle argumentów, żeby mnie przekonać, nie będę się upierał, tylko ulegnę i raz jeszcze przemyślę temat.

Mówisz o osobistych zmianach. Zatem jakim trenerem jest Radosław Hyży?

– Może czasami tego po mnie nie widać, ale zdecydowanie jestem spokojniejszy, niż byłem za czasów gry. Mam doświadczenie i wiem, w jaki sposób gra Ekstraklasa, I czy II liga. Dużo obserwuję i analizuję, przez co na pewno jestem bardzo dokładny, ale ukierunkowany na człowieka. Zdałem sobie sprawę, że to zawodnicy grają i trenują na mój sukces.

Na pewno jestem też bardziej cierpliwy i mniej kłótliwy, ale jak mówi moja żona i znajomi, te rzeczy przychodzą z wiekiem (śmiech). Bardzo sobie cenię swoje życiowe doświadczenie, gdyż inaczej patrzę na wiele osób, które skrzywdziłem, zbyt pochopnie je oceniając.

Nadal myślę nieco inaczej, niż większość ludzi i potrafię o tym mówić, chociaż w tym momencie nie wychodzę już przed szereg i niepytany nie wypowiadam się krytycznie na różne tematy.

Jaki Śląsk ujrzymy pod Twoją wodzą? Ofensywny i prezentujący widowiskową grę, czy bardziej nastawiony na defensywę?

– Takie pytanie to typowa mina (śmiech). Jak powiem, że chcę mieć ofensywny styl, to każdy po meczach będzie patrzył na nas przez pryzmat zdobytych punktów. Jak powiem, że defensywny, to w momencie kiedy stracimy zbyt dużo punktów, każdy będzie mówił, że nie spełniamy założeń. Powiem wprost.

Chcę, żeby gra mojego zespołu mi się podobała. Musicie mi uwierzyć, że sport jest dla mnie wszystkim co mam. Jak gra w wykonaniu mojego zespołu mi się nie podoba, to oznacza, że coś idzie nie w tę stronę, w którą powinno. Koszykówka i sport jest dla kibiców, a nasza praca bez ich wsparcia jest po prostu bez sensu. Na pewno postaram się, aby każdy kto ogląda nasz mecz, mógł czuć się usatysfakcjonowany grą drużyny.

Przed Wami mecz w Prudniku z miejscową Pogonią. Czujesz już dreszczyk emocji?

– Jako trener, zarówno przed meczem, jak i w trakcie potrafię zachować chłodną głowę. Czasami ktoś może pomyśleć inaczej, ale musi sobie zdać sprawę z tego, że zdarzają się sytuację, w których po prostu trochę „gram”. Dreszczyk emocji na pewno jest, ale tak jak przed każdym spotkaniem, niezbyt duży. Tak jak mówiłem wcześniej, mecz jest już głównie dla zawodników.

Czyli na razie nie stawiasz sobie celów, które chciałbyś zrealizować w Śląsku Wrocław?

– Oczywiście, że tak! Przyjście do Śląska wiąże się z pewnymi tradycjami i historią, my musimy wygrywać. Mogę mówić o sobie i swojej filozofii, ale posiadam gen rywalizacji, więc kiedy wychodzę na parkiet, nawet jako trener, chcę po prostu odnosić sukcesy.  Na koniec dnia wolę być zwycięski, niż zasypiać ze smakiem porażki. 

Zgłoś uwagę