NFM Leopoldinum, Lutosławski Quartet, West Side Sinfonietta. Nowości płytowe

NFM Orkiestra Leopoldinum i Lutosławski Quartet, które funkcjonują pod skrzydłami Narodowego Forum Muzyki i tu także nagrywają, mogą dopisać do bogatych dyskografii nowe pozycje. Z kolei nowa wrocławsko-szczecińska formacja West Side Sinfonietta debiutuje płytą z utworami Breslauera Moritza Moszkowskiego. Na wszystkie trzy albumy warto zwrócić uwagę.  


Propozycje ze stemplem Narodowego Forum Muzyki cieszą się u melomanów coraz większą popularnością, wiele płyt zostało wyprzedanych (zwłaszcza z serii z polską muzyką barokową), wśród innych pozostały śladowe ilości egzemplarzy. Na listę szybko wyprzedających się krążków trafiły również nowości, dlatego warto szybko decydować się (zwłaszcza przed świętami) na konkretny tytuł, może być rewelacyjnym prezentem. 

Romantyczna płyta Leopoldinum

Najpierw premiera zdumiewająca, bo album „Debussy/Tchaikovsky” NFM Orkiestry Leopoldinum pod dyrekcją szefa zespołu, Josepha Swensena wielu fanów zaskoczy. Zwłaszcza tych, którzy śledzą fonograficzną historię orkiestry i dostrzegają, jak kolejni szefowie artystyczni inaczej uwrażliwiają muzyków. Świetne nagrania z Ernstem Kovacicem miały w sobie zarówno precyzję wykonania, jak i dbałość o brzmienie. Obecna płyta z dwoma rewelacyjnymi utworami jest natomiast dowodem na to, że obecny dyrektor artystyczny Joseph Swensen potrafi z Leopoldinum szukać prawdziwie romantycznego feelingu. 

Obydwa zarejestrowane utwory należą do wyjątkowo popularnych. Kwartet smyczkowy g-moll Debussy'ego, jedyny, jaki kompozytor napisał (i jedyny, jakiemu nadał numer) niegdyś oceniany przez niektórych krytyków jako „orientalizujący” i „fantastyczny”, ale też zastanawiający („Czy to jeszcze muzyka?”, pytał w tekście Maurice Kufferath) dziś jest chętnie grywany i ma swoje stałe miejsce w kameralnym repertuarze, a także...filmowym (motyw z II części ilustruje genialnie sceny z filmu „Nić widmo” Paula Thomasa Andersona). 

Po premierze kwartetu Debussy'ego w 1893 roku podkreślano, że muzyka jest „diabelsko trudna”. Na płycie słuchamy opracowania utworu na orkiestrę smyczkową, które sporządził sam Joseph Swensen, umiejętnie eksponując wszystkie najważniejsze elementy. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że zostaliśmy pozbawieni intymnego brzmienia czterech instrumentów. 

Prawdziwą sensacją jest jednak wykonanie jednego z hitów kameralnych – Serenady na smyczki C-dur Piotra Czajkowskiego, bo romantyczny rozmach zachwyci także tych, którzy przywykli do bardziej powściągliwych wykonań. Tak cudownie miękkiego brzmienia, liryzmu, potoczystego prowadzenia frazy, jak w tym nagraniu często próżno szukać w perfekcyjnych, ale pozbawionych uczucia rejestracjach.

Nawiasem mówiąc, dla wielu melomanów ten utwór jest nierozłącznie związany ze spuścizną George'a Balanchine'a – do „Serenady” przygotował jedną z najpiękniejszych choreografii we współczesnej historii baletu. To wykonanie spodobałoby się też pewnie Balanchinowi. 

Dyscyplina Lutosławski Quartet

Zespół kameralny, którego przedstawiać również nie trzeba, bo Lutosławski Quartet ma już wyrobioną markę jako zespół wyspecjalizowany w muzyce współczesnej i wyróżniany za świetne wykonania kompozycji autorów XX i XXI wieku. 

Tytuł albumu – „Noumen” – zaczerpnięty został od utworu Aleksandra Kościówa, a wcześniej, zapewne, zapożyczony z filozofii Immanuela Kanta („rzecz sama w sobie”) jest owocem wyjątkowej współpracy czwórki instrumentalistów (Bartosza Worocha, Marcina Markowicza, Artura Rozmysłowicza i Macieja Młodawskiego) z jednym z najlepszych (a być może i najlepszym) polskich oboistów, Sebastianem Aleksandrowiczem.

Melomani kojarzą muzyka doskonale jako pierwszego, a potem gościnnego oboistę orkiestry Filharmonii Wrocławskiej. Jego prawykonanie „Trittico per oboe, oboe d'amore e corno inglese” Antala Doratiego z 2013 roku z Leopoldinum na długo pozostanie w pamięci. Pamiętam, że słyszałam też Sebastiana Aleksandrowicza w bardziej swobodnym repertuarze, w rewelacyjnym koncercie z muzyką Roberta Satanowskiego na tarnowskim rynku. Jak zawsze grał znakomicie. 

Album „Noumen” to popis jego instrumentalnych umiejętności, na które pozwala zarówno utwór Zbigniewa Bargielskiego („Po drugiej stronie ciszy” na obój i kwartet smyczkowy), jak i pozostałe kompozycje („Pięć miniatur” Marcina Markowicza, „Dom pracy twórczej” Jana Duszyńskiego, gdzie Aleksandrowicz gra także na rożku angielskim i wreszcie „Noumen 2” Kościówa, intrygujący kwintet na obój i kwartet smyczkowy). Lutosławski Quartet i Sebastian Aleksandrowicz to filary tego projektu, który wymagał, z pewnością, nieprawdopodobnej dyscypliny.   

Ambitny koncert Breslauera Moszkowskiego

Ostatnia z płyt to wspomniany już debiut fonograficzny West Side Sinfonietta, wrocławsko-szczecińskiego teamu, czyli muzyków z NFM Filharmonii Wrocławskiej i Orkiestry Symfonicznej Filharmonii w Szczecinie. Formację prowadzą koncertmistrzowie obydwu zespołów – Marcin Danilewski i Paweł Maślanka, a preferują repertuar klasyczny i salonowy.

I mimo, że umieszczone na płycie „Tańce hiszpańskie” op. 12 Moritza Moszkowskiego noszą znamiona utworów lekkich i przyjemnych, to pozostałe dwie kompozycje wielu melomanów zaskoczą in plus. Zwłaszcza tych, którzy nazwisko Moszkowskiego kojarzą głównie z programem recitali fortepianowych Vladimira Horowitza (chętnie sięgał po Etiudę As-dur urodzonego w 1854 roku w Breslau i tu wychowanego kompozytora).

Wyjątkowo ambitnie wybrzmiewa Koncert skrzypcowy C-dur z 1883 roku, kompozycja, która spodoba się zwłaszcza miłośnikom Brahmsowskiego monumentu w tonacji D-dur (powstał pięć lat wcześniej), rozmiarami (trwa blisko 40 minut) też zbliża się do postromantycznych utworów, sprawia jednak przy tym wrażenie znacznie lżejszego gatunkowo i niepozbawionego humoru.

Występujący w charakterze solisty Marcin Danilewski nie tylko czuje się pewnie w solowej partii, ale świetnie dialoguje z zespołem West Side Sinfonietta. Zwrócić uwagę na ten wielu nieznany utwór powinni także miłośnicy Mirosława Karłowicza i jego Koncertu A-dur. 

Otwierające album „Preludium i fuga” na orkiestrę smyczkową zadziwia intrygującym, nieco mrocznym tematem, który kompozytor konsekwentnie potem przetwarza, natomiast najbardziej za życia Moszkowskiego popularne „Tańce hiszpańskie” dziś raczej nie wzbudzą większego zachwytu, nawet zagrane z dużą werwą, materiał muzyczny jednak rozczarowuje. Zwłaszcza po ambitnym symfonicznym i kameralnym repertuarze na płycie West Side Sinfonietta. Bardzo ogólnie udanej. Czekamy na kolejne. 



Zgłoś uwagę