Barwny katalog po wystawie Leona Tarasewicza w Muzeum Architektury

W przypadku większości wystaw katalog można kupić już na wernisażu, ale w przypadku wyjątkowego wydarzenia, jakim była prezentacja prac profesora Leona Tarasewicza w Muzeum Architektury, obszerna książka dostępna była dopiero przy okazji finisażu. Kiedy zajrzymy do środka zrozumiemy, dlaczego.

  • leon tarasewicz muzeum architektury

    Katalog wystawy profesora Leona Tarasewicza kupimy w Muzeum Architektury. Kosztuje 60 zł.

  • leon tarasewicz

    Wirydarz malowany przez Leona Tarasewicza wciąż można podziwiać

  • leon tarasewicz muzeum architektury

    Plexi, LED, praca Leona Tarasewicza z 2016 roku na wystawie


Ponad 160-stronicowy tom w większości wypełniają wielkoformatowe zdjęcia obrazów i instalacji o nazwie site-specific, czyli dedykowanych konkretnej przestrzeni – w tym przypadku wrocławskiego muzeum (wykorzystane zostały nawa główna, prezbiterium, klasztorne krużganki, wreszcie wirydarz dawnego klasztoru Bernardynów). Znajdziemy nawet plan świątyni z miejscami zaznaczonymi konkretnymi kolorami przez profesora Leona Tarasewicza.

Nie obawiając się koloru

Jeśli oglądanie katalogu (o wyjątkowo zresztą monochromatycznej okładce) rozpoczniemy od przerzucenia kolejnych stron uwagę zwrócą, przede wszystkim kolory, bo bohater wystawy nie obawia się operować mocną barwą.

– Z daleka można rozpoznać, czy obraz jest malowany w Rosji, we Francji, czy w Niemczech i od razu widzi się, że sztuka polska jest najczęściej szarobura, pełna symboli, niezrozumiała dla ludzi spoza Polski, cierpiętnicza, z kompleksem między Berlinem i Moskwą. Takie jest życie – mówił profesor Tarasewicz w przededniu wystawy. – W latach 80. widziałem rodaka z daleka, bo był ubrany szaro, dziś cieszy mnie, że już dzieci mają możliwość obcowania z kolorowymi ubraniami i przedmiotami – dodał.

Profesor przyznał, że obcy jest mu strach przed kolorem. – Kolory są zawsze te same. Cała tajemnica jest taka, jak te trzy kolory się obok siebie zestawi – podkreślał stojąc przed poruszającą pracą wykonaną w prezbiterium. Kuratorka wystawy, Małgorzata Devosges-Cuber, w zamieszczonym w katalogu tekście „Nieoczywisty rytm rzeczywistości”, porównuje konstrukcję do stołu ofiarnego (nie tylko przez wzgląd na dominującą czerwień). W obrazach z lat 80., 90. i współczesnych kuratorka podkreśla silną inspirację płynącą z natury – zaorane pola, pnie drzew, górskie szczyty, które Leon Tarasewicz sprowadza do symboli, znaków.

Bajkowy wirydarz z lotu ptaka

I wreszcie praca w wirydarzu, która powstawała pierwotnie w Kielcach, ale niezadowolony z efektów i technicznych kłopotów artysta poświęcił dwa dni na sporządzenie nowej, wkomponowanej w przestrzeń kwadratowego ogrodu wewnętrz klasztornych murów muzeum. – Tu poszła pierwsza logiczna myśl – to miejsce, gdzie mnisi mieli odpoczywać, kontemplować, obcować z przyrodą, a współcześni umawiać się na sesje zdjęciowe. Ale praca jest tak skomponowana, że chodząc po niej widzi się na osi inny kolor. Można pospacerować i dużo pomyśleć – zachęcał profesor Tarasewicz.

Barwny wirydarz był jednym z najchętniej fotografowanych miejsc wystawy, zdjęcia z drona pozwoliły natomiast docenić kunszt planowania barw. Wszystkie znajdziemy w książce, podobnie, jak poświęcony fenomenowi wirydarza profesora Tarasewicza katalogowy tekst „Już czas” Michała Dudy.

Co pozostanie po wystawie

Co ważne, wirydarz wciąż można oglądać, na razie nie ma planów, by usunąć wymalowane przez profesora panele. Pamiątką po retrospektywie będzie też neon (świecący na czerwono) we wschodniej klatce schodowej widoczny zarówno dla zwiedzających w środku, jak i spacerowiczów w Parku Słowackiego na zewnątrz.

Potem warto wrócić do tekstów w katalogu – Jana Gryki, poświęconego artystycznej działalności Leona Tarasewicza, wreszcie Moniki Żmijewskiej, będący zbiorem wypowiedzi profesora i ciekawostek, choćby o hodowli ukochanych przez niego kur ozdobnych (Leon Tarasewicz przyjeżdżał na wystawy m.in. do Hali Stulecia), o przydziale do tkactwa, na jaki „narażono” go jako ucznia Liceum Plastycznego, czy modelkach – dmuchanych lalkach z sex-shopu.   

Zgłoś uwagę