Berlińscy Filharmonicy we Wrocławiu. Niezwykły koncert orkiestry

Pierwotnie mieli zagrać na inauguracji sali koncertowej Narodowego Forum Muzyki, ale przeszkodą okazały się terminy. We wtorek 19 lutego Berlińscy Filharmonicy nareszcie i po raz pierwszy zagrali we Wrocławiu. Stolica Dolnego Śląska znalazła się na trasie krótkiego europejskiego tournee z udziałem kanadyjskiego dyrygenta i szefa muzycznego Metropolitan Opera, Yannicka Nézeta-Séguina.

  • Berliner Philharmoniker/fot. Stefan Hoderath


Berlińczycy we Wrocławiu

Na stronie internetowej Berlińczyków regularnie zamieszczane są zdjęcia i filmiki z trasy koncertowej, także z Wrocławia. Muzycy zwiedzili starówkę, a przy pręgierzu polski koncertmistrz Daniel Stabrawa uczył swojego niemieckiego kolegę z zespołu, skrzypka Philippa Bohnena, znaczenia słowa „skrzypce”.

Daniel Stabrawa, bo nie mogło być inaczej, zagrał od pierwszego pulpitu podczas wieczoru w NFM. Koncertmistrzem jest w Berlinie od 1986 roku, został zatrudniony jeszcze, gdy głównym dyrygentem był jeszcze legendarny Herbert von Karajan, po nim nastała era Claudia Abbado, a następnie Simone'a Rattle'a. Od tego roku Daniel Stabrawa bedzie pracował pod kierunkiem nowego szefa – Kiryła Pietrenki.

Nieprzypadkowo Yannick Nézet-Séguin podczas oklasków po koncercie w sposób szczególny wyróżnił polskiego skrzypka,  jednego z najbardziej doświadczonych muzyków w gronie Berliner Philharmoniker.

Orkiestra wśród najwybitniejszych

Orkiestra zagrała w NFM-ie dwie duże kompozycje wymagające nie tylko wielkiej precyzji wykonawczej, ale też obowiązkowego wspaniałego brzmienia. Berlińczycy słynęli zawsze z niezwykle wyśrubowanego poziomu, w wielu rankingach umieszczano ich w pierwszej trójce najlepszych zespołów symfonicznych świata, a dla minlionów fanów to właśnie ta formacja jest ucieleśnieniem perfekcyjnych symfoników.

Są też i sceptycznie nastawieni melomani, którzy preferują brzmienie bardziej miękkie, aksamitne, stąd pewnie prymat amsterdamskiej Royal Concergebouw nad Berlińczykami.

Znakomity koncert w NFM

We Wrocławiu zabrzmiał najpierw poemat „La Mer” (Morze) Claude'a Debussy'ego, a po przerwie, V Symfonia Siergieja Prokofiewa. W pierwszym z dzieł, słynącym z nieustającej zmienności rytmów, ale też niezwykle intensywnym dźwiękiem. Berlińscy Filharmonicy pod batutą Kanadyjczyka Yannicka Nézeta-Séguina ten arcytrudny trzyczęściowy utwór zagrali z podziwu godną dyscypliną rytmiczną i utrzymaniem niezwykłego brzmienia, które pobudzać mogło najbardziej fantazyjną wyobraźnię do projekcji obrazów morskiego żywiołu.

Prawdziwym sprawdzianem wielkości zespołu była jednak V Symfonia Siergieja Prokofiewa, obok wstrząsających trzech sonat, jeden z utworów, które kompozytor pisał podczas II wojny światowej, choć akurat w tym przypadku Prokofiew wyraźnie podkreślał optymistyczny wydźwięk dzieła. Jest tu i nostalgia, niepokój, momenty prawdziwej grozy, ale i właściwe twórcy poczucie humoru. Wszystkie te elementy Nézet-Séguin wydobył czytając V Symfonię z niespotykanym zapałem i atencją.  

LSO kradnie serce

Berlińczycy tym koncertem utwierdzili w przekonaniu, że są zespołem niezwykłym, ale ostatnio serce skradli wrocławianom jednak Londyńczycy (London Symphony Orchestra). Nie tylko zresztą bisem w postaci „Tańców góralskich” z Moniuszkowskiej „Halki”. 

Zgłoś uwagę