Teatralny kurs taksówką

Czy pochodzący sprzed ponad pół wieku tekst Tymoteusza Karpowicza opowiadający o rozliczeniach z wojenną przeszłością nadal brzmi aktualnie? Czy może da się go odczytać w nowym, współczesnym kontekście? – odpowiedzi na te pytania szuka Andrzej Ficowski proponując wrocławskiej publiczności „Dziwnego pasażera”.


W kulturze popularnej etos wojenny, bohaterowie polskiego podziemia, warszawscy powstańcy funkcjonują w oderwaniu od faktów historycznych. Z jednej strony są wynoszeni na piedestały przez prawicowców i pseudokibiców, z drugiej zaś zostali przekształceni przez młodych twórców w komiksowych superbohaterów - wystarczy obejrzeć serial „Czas honoru”, czy słynny film Jana Komasy „Miasto 44”. Skomercjalizowano symbole Polski Walczącej, naniesiono na kubki, koszulki i długopisy. Zamiast bohaterów mamy znaki popkultury, za którymi nie kryje się żadna głębsza myśl, żadna krytyczna refleksja. Kotwica Polski Walczącej i zdjęcie Marylin Monroe mogą zgodnie zawisnąć jako magnesy na lodówce przeciętnego konsumenta. Nikogo to nie oburza i nie dziwi. Wszystko w naszych czasach jest na sprzedaż. Mity i etos także.

Przeczuł to Tymoteusz Karpowicz pisząc „Dziwnego pasażera”, choć jego tekst służył raczej oswojeniu wojennej traumy, rozliczeniu z akowską przeszłością i wejściu z czystą kartą w nową, powojenną rzeczywistość.

Do taksówki wsiada człowiek. Nie wie dokąd chce jechać, z jego pamięci wyłaniają się fragmenty wspomnień, obrazy miejsc. Krąży wokół nich jak ćma wokół lampy i wciąga do tego kręgu napotkanych ludzi – kierowcę taksówki, spotkaną na poddaszu studentkę. Chce, by odgrywali z nim zapamiętane z przeszłości sceny. Ciąży mu poczucie winy z powodu niewypełnionego rozkazu. Kierowca taksówki staje się zakładnikiem jego wspomnień. Pasażer zmusza go do absurdalnych zadań – biorą wspólny ślub „w myślach” z wyimaginowaną Anną. Przeczesują warszawskie cmentarze, szukają domu z kolumienkami na Żoliborzu, później w Falenicy, być może dojadą jeszcze do Młocin. Nie widać końca tego kursu, a licznik bije. Pasażer deklaruje, że zapłaci za wszystko, tylko musi dostarczyć na miejsce skrzynkę. To właśnie rozkaz, którego nie wypełnił.

Na scenie kameralnej Teatru Współczesnego stoi kanapa, w tle widać taksometr. Szofera gra Krzysztof Boczkowski, a w rolę pasażera wcielają się w zależności od spektaklu Edward Kalisz lub Krzysztof Kuliński. W półmroku obserwujemy początek kursu. Zaciekawiony szofer zaprasza do taksówki nowego pasażera. Kierowca Boczkowskiego na początku jest miły i uczynny, ale w trakcie spektaklu ta postać ewoluuje. Poczujemy jego gniew i zniecierpliwienie zarówno pasażerem jak też tematem, który podejmuje on z uporem maniaka. Kiedy na scenie zapadnie kompletna ciemność widzowie poczują beznadzieję poszukiwań pasażera i będą musieli zmierzyć się z własnym strachem i przedziwnymi odgłosami generowanymi przez innych ludzi. Cudze westchnienia, chrząkania, burczenie w brzuchu sprawiają, że tak jak szofer ma się dosyć tego tematu.

Andrzej Ficowski zmusza widzów, by poczuli się częścią spektaklu i na własnej skórze odczuli dyskomfort, z którym zderza się szofer. Zakończenie, absurdalne, surrealistyczne, którego nie zdradzę, jest bardzo bliskie współczesnemu przedmiotowemu traktowaniu etosu. Za czasów Karpowicza pewnie było obrazoburcze, dziś jest raczej zabawne. I właśnie dlatego „Dziwny pasażer” brzmi wciąż aktualnie, ale nie ma już tej siły rażenia, którą miał kilkadziesiąt lat temu. Dobrze zagrany i ciekawy spektakl, ale wydaje mi się, że pozostanie bez echa, bo subtelny humor Karpowicza nie dotrze do tych, którzy zawłaszczają narodowe symbole nadając im opaczne znaczenie.

„Dziwny pasażer” Tymoteusz Karpowicz. Premiera 12 września 2015 we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Spektakl otwiera cykl „Teatr w ciemnościach”. Reżyseria Andrzej Ficowski, scenografia Dariusz Orwat, muzyka Jacek Modliński. Pasażer - Edward Kalisz/Krzysztof Kuliński, szofer – Krzysztof Boczkowski, studentka/fotografka – Jolanta Solarz.

Zgłoś uwagę