„W krainie czarodziejskiego fletu” w operze. Recenzja spektaklu

Spektakl oparty na wybranych fragmentach mozartowskiego „Czarodziejskiego fletu” został zrealizowany z rozmachem, ale miałby większy potencjał, gdyby był nieco krótszy. Mali widzowie z trudem wytrzymają ok. 100-minutowe przedstawienie, nawet z tak genialną muzyką. Dla realizatorów plus za ciekawą koncepcję sceniczną i brawa dla Tomasza Raka, który jako Papageno nie tylko śpiewa, ale jest narratorem całej historii.

  • opera wrocławska w krainie czarodziejskiego fletu

    Scena ze spektaklu dla dzieci „W krainie czarodziejskiego fletu”/fot. Marek Grotowski

  • opera wrocławska w krainie czarodziejskiego fletu

    Scena ze spektaklu dla dzieci „W krainie czarodziejskiego fletu”/fot. Marek Grotowski

  • opera wrocławska w krainie czarodziejskiego fletu

    Scena ze spektaklu dla dzieci „W krainie czarodziejskiego fletu”/fot. Marek Grotowski


Czego Jaś się nauczy...

Reżyserka Beata Redo-Dobber zapowiadała przed premierą, że . Istotnie, Opera Wrocławska w tym sezonie (i w najbliższych także) stawia na obecność (patrz: wychowanie sobie) młodych widzów. To już nie tylko oryginalny pomysl, to konieczność, bo o muzyczną edukację coraz częściej dbają w Polsce już nie tylko szkoły muzyczne, ale instytucje (stąd też Centrum Edukacyjne Narodowego Forum Muzyki). Śpiewać w Polsce nie lubimy i nie zmienią tego uczestnicy talent show. Sukcesy naszych śpiewaków na operowych scenach świata (wrocławianka Aleksandra Kurzak jest jedną z gwiazd) powinny napawać dumą, ale dla przeciętnego odbiorcy pozostają niezauważone i mało istotne. Przed instytucjami więc ciężka praca, by dzieci także za kilka lat jako młodzież albo jeszcze później, jako dorośli odczuwali potrzebę chodzenia do opery.

Mozart dobry do nucenia

Na zachętę nowa realizacja (w koprodukcji m.in. z Teatrem Wielkim Operą Narodową), czyli „W krainie czarodziejskiego fletu” z muzyką Wolfganga Amadeusza Mozarta i librettem Emanuela Schikanedera (w polskiej wersji!). Dla dzieci spektakl może być pierwszym spotkaniem z Mozartem, dla dorosłych to przypomnienie głównych wątków, najpiękniejszych arii i duetów. Rzecz w tym jednak, że choć libretta dzieł Mozarta skrzą się dowcipem, a muzyka zachwyca niekończącą się inwencją, istnieje ryzyko, że dzieci odbiorą spektakl z mieszanymi uczuciami. Barwna scenografia i kostiumy spodobają się młodszym, ale identyfikacja wszystkich występujących postaci może sprawić im kłopot (oprócz oryginalnych bohaterów libretta są jeszcze dodani nowi, jak dyrygent, czy tancerki). Dla wielu z nich kwestia spędzenia półtorej godziny (bez przerwy) też może okazać się drażliwa. Starsze dzieci dostrzegą pewnie piękno muzyki Mozarta, ale tu warto włożyć więcej wysiłku w to, by polskie słowa były przez solistów śpiewane bardzo wyraźnie, w przeciwnym razie trudno poznać motywy postaci, a widz może się tylko domyślać ich  sensu. Tu brawa dla narratora całej opowieści – barytona Tomasza Raka (także w partii ptasznika Papagena). Soliści świetnie się przygotowali, widać, że nie traktują spektaklu dziecięcego jako mniej wartościowego, śpiewają i grają doskonale (Irina Żytyńska jako Papagena jest wyśmienita, genialnie wprost wybrzmiewa aria Królowej Nocy). Byłoby wspaniale, gdyby ze śpiewanych przez nich arii dzieci podchwyciły choćby główny motyw, jak po premierze „Czarodziejskiego fletu” we Wrocławskim Teatrze Lalek, kiedy maluchy nuciły zasłyszane melodie Mozarta.

Zgłoś uwagę