Trener Panther - Nick Johansen żyje futbolem

11 lipca podczas X SuperFinału będziecie mogli zobaczyć w akcji wszystkie wrocławskie Panthery. Aby zachęcić was do spędzenia soboty na wielkiej sportowej imprezie i święcie futbolu amerykańskiego teraz przedstawimy najważniejszego dzikiego kota z Wrocławia. Trenera Panther Nicka Johansena.

  • fot:archiwum


Podglądał pracę w Oakland Raiders, klubie NFL w którym występuje Sebastian Janikowski, zdobywał puchar będący odpowiednikiem, tego który otrzymują zwycięzcy piłkarskiej Ligi Mistrzów. W tym momencie jest z Panthers o krok od perfekcyjnego sezonu i brakuje mu jednego meczu, żeby założyć na palec pierścień mistrzowski. - Jestem bardzo szczęśliwy, bo robię to co kocham. Miłość mojego życia jest cały czas obok mnie, to jest moja praca. Kocham wszystko w tej grze. Strategię, taktykę, pracę nad tym, żeby stać się lepszym, i nad tym, żeby moi gracze byli lepsi. Wszystko, po prostu wszystko! - powiedział Johansen.

Zawodowe podróżowanie

Poza futbolem? Trener Panthers lubi podróżować. Zawod trenera bardzo mu w tym pomaga. Przemieszczanie się z miejsca na miejsce to  nieodłączna część tej pracy. - Pamiętam moją pierwszą podróż do Europy. Zostałem wtedy trenerem w Innsbruku. Przed podpisaniem kontraktu miałem okazję zobaczyć Koloseum w Rzymie. Byłem pod ogromnym wrażeniem i nie ukrywam, że to zaważyło na mojej decyzji pozostania w Europie - wyjaśnia Johansen. I został na długo, dziewięć lat.

Rys biograficzny

Johansen pochodzi z Minnesotty, grał w futbol na Uniwersytecie Północnej Dakoty. Jeszcze w trakcie studiów dostał się do sztabu szkoleniowego swojej uczelni i tam zdobywał pierwsze trenerskie szlify. Był też stażystą w Wisconnsin, a następnie przez 4 lata pracował we wspomnianym już Innsbruku. Swoją pierwszą pracę na stanowisku głównego trenera dostał w Gratz. Pracował również jako jeden z trenerów reprezentacji Austrii, ale fanów interesuje przede wszystkim pobyt Johansena w Raiders, ale tych z Oakland. Tych, w których występuje Sebastian Janikowski. - Z kilkoma innymi trenerami byliśmy zaproszeni na obóz przygotowawczy. Mogliśmy podglądać pracę szkoleniowców w NFL i uczyć się wszystkiego co robią, włącznie ze spotkaniami podczas których analizowano filmy z grą przeciwników, a także swoje własne. To był tak naprawdę staż, ale bardzo udany i taki, który polecam wszystkim. Ten okres w Oakland to czas, w którym byłem najbliżej NFL w moim życiu - wyjaśnia szkoleniowiec Panthers.

 Trener z krwi I kości

- Wielu trenerów mówi, że trenerkę ma we krwi. Ja tą krew czuję. Jak płynie ci w żyłach, kiedy buzuje gdy praca z zawodnikiem przynosi efekty. A kiedy przychodzi zwycięstwo - czuć dumę. Ale nie z samego siebie.  Z drużyny i z zawodników.  - Usłyszałem kiedyś świetny cytat: zrób coś wielkiego w miejscu, w którym jesteś – dodaje trener. I tego się trzyma. A my trzymamy kciuki aby tym czymś wielkim w tym sezonie było zwycięstwo z SuperFinale. 

 

Zgłoś uwagę