Studio EL– wystawa 20 lat pracowni architektonicznej

Galeria Dominikańska, Hotel Park Plaza, główna siedziba Orlen, Dom Handlowy Howell przy Szewskiej, Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, budynki Uniwersytetu Rzeszowskiego, biurowce przy Karkonoskiej we Wrocławiu – za tymi realizacjami stoi wrocławska pracownia architektoniczna Studio EL. Te i więcej projektów i realizacji można oglądać na wystawie podsumowującej 20 lat działalności pracowni we wrocławskim Muzeum Architektury.

  • Edward Lach fot. Tomasz Walków

    Edward Lach fot. Tomasz Walków

  • Edward Lach fot. Tomasz Walków

    Edward Lach fot. Tomasz Walków

  • Wystawę „20 lat Pracowni Projektowej Studio El. Architektura kontekstu” można oglądać do 3 stycznia 2016. fot. Tomasz Walków

    Wystawę „20 lat Pracowni Projektowej Studio El. Architektura kontekstu” można oglądać do 3 stycznia 2016. fot. Tomasz Walków

  • Wystawę „20 lat Pracowni Projektowej Studio El. Architektura kontekstu” można oglądać do 3 stycznia 2016. fot. Tomasz Walków

    Wystawę „20 lat Pracowni Projektowej Studio El. Architektura kontekstu” można oglądać do 3 stycznia 2016. fot. Tomasz Walków

  • Wystawę „20 lat Pracowni Projektowej Studio El. Architektura kontekstu” można oglądać do 3 stycznia 2016. fot. Tomasz Walków

    Wystawę „20 lat Pracowni Projektowej Studio El. Architektura kontekstu” można oglądać do 3 stycznia 2016. fot. Tomasz Walków

  • Budynek handlowo-usługowy Howell / Studio EL

    Budynek handlowo-usługowy Howell / Studio EL

  • Galeria Dominikańska we Wrocławiu / Studio EL

    Galeria Dominikańska we Wrocławiu / Studio EL

  • Hotel Park Plaza / Studio EL

    Hotel Park Plaza / Studio EL

  • Hotel Mercure / Studio EL

    Hotel Mercure / Studio EL

  • Siedziba główna Orlen / Studio EL

    Siedziba główna Orlen / Studio EL


Wystawę „20 lat Pracowni Projektowej Studio El. Architektura kontekstu” można oglądać do 3 stycznia 2016. „Bez wątpienia dzisiejszy architektoniczny wizerunek stolicy Dolnego Śląska jest w znacznej mierze zasługą Edwarda Lacha i jego współpracowników. To jemu i Wojciechowi Jarząbkowi zawdzięcza Wrocław i tutejsze środowisko architektoniczne rewolucję branży, zarówno estetycznych kanonów, jak i organizacyjnych struktur. Pierwsze zawodowe doświadczenia Edwarda Lacha zdobywane jeszcze w PRL-u i kolejne, uzyskane w biurach projektowych Kuwejtu, oferujących nieosiągalne dla architekta pracującego w kraju zamówienia, stanowiły solidny fundament i bogaty zawodowy warsztat przydatny w kreowaniu nowego Wrocławia już po 1989 roku” – pisze kuratorka wystawy Urszula Gołota.

Studio EL rozpoczęło działalność w latach 90 ubiegłego wieku, po przełomie. Czuliście, że tworzycie nową architekturę, inną od poprzedniej, systemowej?

Edward Lach: Transformacja sprawiła, że wszystko co było do tej pory – państwowe biura projektowe, pracownie architektoniczne – upadło. W Peerelu projektowanie było usystematyzowane w dużych organizacjach. W latach 80., które ja spędziłem w Kuwejcie, powoli zaczynało się zmieniać. Ja w tym nie uczestniczyłem, bo byłem za granicą, ale monopol państwowy zaczynał być łamany. Opuściłem Polskę w drugiej połowie lat 70. właśnie z powodu Peerelu. Uznałem, że tu się nie da wykonywać w sposób ciekawy zawodu architekta. Mój zawód jest moją pasją, więc wtedy cierpiałem. Pracowałem przy projektowaniu Osiedla Kozanów i konfrontacja naszych pomysłów z ówczesną rzeczywistością sprawiła, że eksplodowałem. Miałem dosyć! W latach 90. ruszyło się w architekturze, bo zmieniła się struktura zamawiających projekty. Można było organizować prywatne pracownie. I to spowodowało, że zostałem w Polsce. Kiedy w roku 1990 Saddam Hussein napadł na Kuwejt byłem właśnie na urlopie w Polsce i to wydarzenie i transformacja, którą przechodził kraj spowodowały, że zacząłem pracować tutaj.

Jak trafił Pan do Kuwejtu?

- Wywędrowałem z Polski w poszukiwaniu innych możliwości, realizowania się jako architekt, zdobywania doświadczenia. Najpierw wyjechałem do Włoch, gdzie realizowaliśmy duży projekt dla architekta z Sycylii. Jednak rok 1975-76 przypadł na koniec kryzysu energetycznego, kiedy państwa OPEC gwałtownie podniosły ceny ropy. Miało to także wpływ na nasz projekt – Centrum Donato Bramantiego w Fermignano koło Urbino. Nie udało się go dokończyć. Tam we Włoszech postanowiłem poszukać szansy w krajach, które kryzys spowodowały. Studiowałem na roku z Palestyńczykiem z Jordanii, który miał rodzinę w Kuwejcie i zaraz po studiach tam wyjechał. Napisałem do niego z pytaniem, czy nie znalazłaby się jakaś praca dla mnie. Odpisał mi natychmiast: przyjeżdżaj, tu się dużo buduje, potrzeba architektów. I tak znalazłem się w Kuwejcie, gdzie mieszkałem aż do wojny w Zatoce Perskiej, do roku 1990. To było dobre miejsce dla architekta, zaraz po wylądowaniu zobaczyłem las dźwigów. Pracowałem w dwóch dużych biurach, które zrealizowały dużo ciekawych projektów. Można w skrócie zobaczyć je na wystawie.

Przydały się Panu w Polsce doświadczenia zdobyte w Kuwejcie?

- Tak. To doświadczenie było absolutnie rewelacyjne i miało znaczenie po powrocie dl Polski. Wiele rzeczy było dla nas znanych – łatwiej nawiązywało nam się współpracę z inwestorami. Kontakty, które nawiązałem w Kuwejcie owocowały we Wrocławiu.

Od razu planował Pan założenie własnej pracowni?

- Początkowo z pięcioma kolegami założyliśmy studio AR5. Próbowaliśmy wspólnie działać. Wygraliśmy wtedy m.in. konkurs na Centrum Południowe we Wrocławiu. Na początku nie było dużych inwestorów i większych projektów , więc okazało się, że nie ma sensu utrzymywać tak dużej pracowni. Postanowiliśmy się rozdzielić i zaczęliśmy pracować w mniejszych grupach na własny rachunek. Nasz ówczesny większy projekt to przebudowa przeszło 30 stacji benzynowych dla CPN, która postanowiła się unowocześnić, bo konkurencja zaczęła pukać do jej drzwi. Tego nie pokazujemy na wystawie, bo mamy większe i ciekawsze projekty, ale od takich małych właśnie zaczynaliśmy. CPN postanowiła też zadbać o swoją siedzibę. Byli w kamienicy narożnej na Kołłątaja i Rejtana. Zastanawiali się wówczas czy budować nowy obiekt, czy zmodernizować i przebudować stary. Mieliśmy do dyspozycji kamienicę obok i wyrwę po zniszczonej w czasie wojny kamienicy. Po naszej analizie ekonomicznej  zdecydowali się na to drugie. Ten projekt pokazujemy na wystawie. Z zapyziałego, przedwojennego hoteliku zrobiliśmy biurowiec klasy A, z klimatyzacją, z wszelkimi instalacjami elektronicznymi. Wybudowaliśmy też garaż piętrowy, pierwszy i jedyny we Wrocławiu obsługiwany przez windy. To był kawał fajnej i ciekawej roboty. Otworzył nam drzwi do kontaktów z bardziej wymagającymi i większymi inwestorami.

Studio El to tak znane realizacje we Wrocławiu jak Galeria Dominikańska, Hotel Park Plaza, Hotel Mercure, Budynek Howell przy ul. Szewskiej, siedziba Orlen i wiele, wiele projektów. Odczuwa Pan satysfakcję jako architekt, że tworzy Pan to miasto?

- W naszym zawodzie satysfakcja jest rozłożona na etapy. Tą finalną satysfakcją jest oczywiście oddanie obiektu do użytku, ale po drodze są mniejsze, fragmentaryczne jak wygrany konkurs, możliwość opracowywania dokumentacji, rozpoczęcie budowy, kamień węgielny, wiecha. To są kolejne celebracje, które dają satysfakcję i jeżeli jeszcze można obserwować, że oddany do użytku obiekt jest akceptowany, odwiedzany przez użytkowników, a jego popularność właśnie wydeptują ludzie jak w przypadku Galerii Dominikańskiej to satysfakcja jest tym większa. Powodem do dumy są też nagrody za nasze projekty i realizacje.

Co dla Pana w architekturze się liczy? Kontekst jest ważny, czy raczej nowy obiekt wprowadza nowe znaczenie w przestrzeni?

- Moje zdanie wyraża podtytuł wystawy: architektura kontekstu. To jedna z najważniejszych rzeczy móc dialogować z miejscem, w którym się projektuje. Ten dialog nazywam odczytywaniem kontekstu i można to robić na wielu płaszczyznach. W architekturze ma znaczenie i kontekst historyczny, przestrzenny i natury. Wartości miejsca, w którym zlokalizowana jest inwestycja, można odczuć bardzo wiele. Mówimy na to genius loci. Zrozumienie charakteru miejsca jest najbardziej istotne, bo rozwój miasta powinien być w pewnym sensie płynny, ale trzeba oczywiście zaznaczyć okres powstawania danych obiektów. Zmieniają się czasy, poglądy i dlatego czasami trzeba powalczyć z miejscem na zasadzie kontrastu, choć lepiej sprawdza się pogodzenie z miejscem i próba wpisania go w kontekst. Od tego tak naprawdę rozpoczynamy projektowanie. Głęboko analizujemy miejsce, staramy się wyczuć jego charakter i klimat, a nawet duszę. Mamy szacunek do miejsca lokalizacji. Z tego biorą się pierwsze pomysły.

Z projektów Studia EL bije energia, radość tworzenia, dynamizm. To wynika z Pana nastawienia do życia, czy z atmosfery panującej w pracowni?

- Pewnie coś w tym jest i odpowiada temu co mi w duszy gra [śmiech]. Myślę, ze wynika to z tego, że zawód architekta jest moją pasją i daje mi dużo radości i staram się to oddać w kolejnych projektach. Każdy kolejny projekt to jest kolejna radość, kolejna przyjemność w tworzeniu koncepcji, w dyskusji z zespołem. Myślę, że ta radość tworzenia przyciągała przez lata do nas młodych architektów.

Przez studio przewinęła się ponad setka architektów.

- Bardzo wielu młodych, zdolnych architektów poszukujący miejsca, w którym mogliby się realizować w zawodzie przewinęło się przez pracownię. Sam sobie z tego nie zdawałem sprawy dopóki nie zacząłem podsumowywać naszej działalności. Nic tak nie cieszy mistrza jak sukcesy jego uczniów, a wielu architektów, którzy zaczynali u nas realizuje dziś wspaniałe projekty. Życie pracowni zawsze pulsuje różną ilością architektów. To zależy od pracy, jaką się ma w konkretnym momencie – powiększa się zespoły, zmniejsza.

Architekt to artysta, czy inżynier?

- Nie będę się wymądrzał na ten temat, twierdząc, że mam jakąś własną definicję tego zawodu. Na pewno trzeba mieć podstawy wiedzy technicznej, znajomość możliwości konstrukcyjnych i technologicznych, ale najważniejsza jest kreacja, część artystyczna. Bez tego byłoby ciężko projektować. A to wyniosłem z domu. Moja mama dbała o naszą – moją i siostry [siostra to Natalia LL, artystka performerka] wiedzę o sztuce, o to żebyśmy się rozwijali artystycznie.

Co chciałby Pan jeszcze zaprojektować?

- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo przygotowując tę wstawę zdałem sobie sprawę, że projektowałem chyba wszystko, każde wyzwanie podejmowaliśmy. Raczej chcę kontynuować to, co robię. Ta wystawa pokazuje naszą pasję, pracowitość i jak rozwiązywaliśmy podejmowane wyzwania. Moja córka jest architektem, studiowała na wrocławskiej architekturze, a teraz pogłębia swoje doświadczenie w londyńskiej szkole architektonicznej. Powoli wyczuwam, że nadchodzi czas przekazania pałeczki i dlatego ta wystawa jest podsumowaniem 20 lat naszej działalności. Będę oczywiście wspomagał koncepcyjnie córkę, ale już czas, by ktoś zdjął z moich barków trud prowadzenia pracowni. 

20 lat Pracowni Projektowej Studio EL

20 lat Pracowni Projektowej Studio EL

Wystawa
Termin od 15 października 2015 do 3 listopada 2015

Miejsce Muzeum Architektury we Wrocławiu

Zobacz
Zgłoś uwagę