„Silesia, Silentia” – z Płaszczem do Wrocławia

Gęsty od znaczeń i metafor tekst zaproponowała widzom Lidia Amejko. Jej dramat nagrodzony w konkursie Teatru Współczesnego i miasta Wrocław miał swoją premierę na scenie przy Rzeźniczej.

  • "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Silesia, Silentia" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków


Bohaterem sztuki „Silesia, Silentia” jest płaszcz uszyty na miarę dla Duszy przez żydowskiego krawca – stwórcę (w tej roli świetny Przemysław Kozłowski). I choć mogłoby się wydawać, że pokazanie na scenie płaszcza jako postaci będzie wymagało skomplikowanych zabiegów, to Marek Fiedor wybrnął z tego problemu doskonale, traktując płaszcz jak każdego z bohaterów i obsadzając w tej roli Macieja Kowalczyka.

Płaszcz wychodzi spod ręki krawca. Jest doskonały i pasuje idealnie do Duszy (Aleksandra Dytko). Okrywa jej nagość i ich spotkanie jest niczym miłosny uścisk. Jednak to Płaszcz okazuje się trwalszy od Duszy, która ginie w obozie zgłady. Dwoistość – materii i ducha jest zagadnieniem, które fascynuje Amejko. Dla niej duch jest przypadkiem (Bóg zakrztusił się i tchnął go w człowieka), a dużo doskonalsza jest materia. Płaszcz jako mienie odebrane Żydom trafia do Breslau. Dobrze skrojony płaszcz wytrzyma niejedno, choć nie każdemu będzie pasować. Poruszająco brzmi monolog Krawca o sześciodniowym szyciu świata. Jednak krojenie i szycie Amejko przeciwstawia dzianiu – dzianinę można pruć, na nowo wykorzystywać nić i tworzyć poprawione wersje materii, być może doskonalsze.

Krawieckie metafory, zabawy słowem uszyte ze zwrotów technicznych, ale też slangowych pozwalają wyprowadzić z nich bardzo ciekawe rozwiązania sceniczne. Akcja sztuki rozgrywa się na torach, na których stoi konstrukcja wagonu – staje się on wagonem do transportu Żydów do obozu zagłady (piękna scena zawieszania płaszczy, pod którymi ginie Dusza), bydlęcym wagonem, w którym przyjechali przesiedleńcy ze Wschodu, mównicą socjalistycznych dygnitarzy, salą wykładową, kawiarnią… Dużo w „Silesia, Silentia” humoru – publiczność wybucha śmiechem, słuchając mądrości życiowych, wygłaszanych przez repatriantów przyjeżdżających na Ziemie Odnalezione, jak nazywa je Amejko. Równie zabawna i groteskowa jest scena z Kongresu Intelektualistów we Wrocławiu. Na kocyku, niczym w „Śniadaniu na trawie”, piknikują Picasso, Irene Joliot-Curie (córka Marii), Paul Eluard i dwie polskie pisarki Maria Dąbrowska i Zofia Nałkowska. Próżny Picasso czuje się mile połechtany zaproszeniem do Polski, na użytek władz – jak określa to Irene – „sra gołąbkami”. Rysuje je wszędzie, także na słoniu nazwanym na cześć piastowskich wyzwolicieli Mieszkiem.

Dużo w tej sztuce odniesień, tematów, pojedynczych myśli: o stworzeniu, o niedoskonałości człowieka, o historii, o jednostkowej przeszłości i o mieście, które przeszło całkowite przeobrażenie. Amejko nie koncentruje się na tym, co było, ale idzie dalej – pokazuje miasto, na początku kopane i niszczone przez mieszkańców, które dąży do harmonii między tym, co kiedyś, a tym, co dziś. Na koniec, przy kubku z kawą, Kobieta opowiada Krawcowi o drodze, którą wybrało pokolenie dzieci przesiedleńców.

Tekst Lidii Amejko zachwyca głębią znaczeń i niebywałą wyobraźnią językową. Nie ustępuje mu inscenizacja. Aktorzy poprowadzeni przez Marka Fiedora poradzili sobie świetnie z niełatwym tekstem. Zobaczyliśmy Jerzego Senatora jako Pabla Picassa, Renata Kościelniak zagrała Irene Joliot-Curie, w Aleksandra Fadiejewa wcielił się Michał Szwed, a w Marię Dąbrowską – Elżbieta Golińska. Zofią Nałkowską była Irena Rybicka. Maciej Tomaszewski – bardzo dobry w roli profesora Dia-Mata. Nie zawiedli też aktorzy, grający głównych bohaterów – Maciej Kowalczyk i Aleksandra Dytko. Kreacje aktorskie dopełnia grana na żywo przez Grzegorza Ziołę muzyka. I choć można inaczej od Lidii Amejko patrzeć na konflikt materii i ducha, to warto ten spektakl zobaczyć, by posłuchać pięknego języka, zanurzyć się w konsekwentnie prowadzoną opowieść i doświadczyć teatru, który jest dla widzów, a nie dla twórców.

W „Silesia, Silentia” grają Maciej Kowalczyk (Płaszcz), Przemysław Kozłowski (Krawiec), Aleksandra Dytko (Dusza), Maciej Tomaszewski (Dia-Mat), Zina Kerste (Przyjaciółka/ Żeglarz/ Kobieta), Renata Kościelniak (Przyjaciółka/ Żeglarz/ Irene Joliot-Curie), Elżbieta Golińska (Irma/ Maria Dąbrowska/ Żeglarz), Irena Rybicka (Żona Krawca/ Żeglarz/ Zofia Nałkowska), Michał Szwed (Żołnierz niemiecki/ Lonia/ Żeglarz/ Aleksandr Fadiejew), Jerzy Senator (Biskup/ Żeglarz/ Pablo Picasso), Marek Kocot (gościnnie) (Żeglarz/ Żołnierz niemiecki/ Paul Eluard) oraz Katarzyna Jankowska i Elżbieta Kozak.

Reżyseria i scenografia Marek Fiedor, kostiumy Bajka Mourier, muzyka i opracowanie muzyczne Tomasz Hynek, światło Jan Sławkowski. Muzykę na żywo gra Grzegorz Zioła.

Premiera 23 stycznia na Scenie na Strychu w Teatrze Współczesnym.

Zgłoś uwagę