Cztery lata MWW – rozmowa z Dorotą Monkiewicz

MWW świętować będzie swoje czwarte urodziny w ostatni weekend sierpnia.

  • Dorota Monkiewicz, dyrektor Muzeum Współczesnego Wrocław fot. Tomasz Walków

    Dorota Monkiewicz, dyrektor Muzeum Współczesnego Wrocław fot. Tomasz Walków

  • Dorota Monkiewicz, dyrektor Muzeum Współczesnego Wrocław fot. Tomasz Walków

    Dorota Monkiewicz, dyrektor Muzeum Współczesnego Wrocław fot. Tomasz Walków


Agnieszka Kołodyńska: Zapowiadała Pani, przed otwarciem Muzeum Współczesnego Wrocław, że będzie się ono opierać na wrocławskiej tradycji sztuki awangardowej. Dlaczego to, co działo się we Wrocławiu w sztuce m.in. w latach 60. i 70. ubiegłego wieku zniknęło z pamięci wrocławian?

Dorota Monkiewicz, dyrektor Muzeum Współczesnego Wrocław: - Stan wojenny przerwał tę ciągłość. Zresztą nie tylko we Wrocławiu, ale też w innych intensywnie działających ośrodkach jak Łódź, czy Warszawa. Część artystów wycofała się kompletnie z życia publicznego, część wyemigrowała. W to miejsce przyszła następna generacja, którzy posługiwali się kompletnie innym artystycznym językiem. Sztuka lat 60. i 70. była autoreferencyjna i okazała się zupełnie nieprzydatna do wyrażenia emocji, jakie spowodowało wprowadzenie stanu wojennego. Dlatego nastąpiło w tym momencie bardzo ostre cięcie, a ci którzy działali w latach 80. zmienili sposób swojej wypowiedzi. Przestały się liczyć takie „głupstwa” jak feminizm czy sztuka sama w sobie. Gdy na ulicach stoją czołgi to sztuka żyje innymi problemami.

Wydarzenia na go.wroclaw.pl
4. urodziny Muzeum Współczesnego Wrocław

4. urodziny Muzeum Współczesnego Wrocław

Eventy / Show / Widowisko
Termin 28 sierpnia 2015 00:00

Miejsce Muzeum Współczesne Wrocław (MWW)

Zobacz

Dlaczego sztuka lat 60. i 70. musi być opowiadana na nowo?

- Sztuka lat 60. i 70. nie obrosła tłustymi katalogami, pozostały po niej druki artystyczne, które trafiały do zbiorów publicznych niezbyt systematycznie. Nowe pokolenie historyków sztuki zaczęło ją odkrywać ponownie. Wkraczało w dziedzinę mało opisaną, i niesatysfakcjonująco zinterpretowaną  przez uczestników i ówczesnych komentatorów życia artystycznego. W zasadzie zainteresowanie sztuką konceptualną zaczęło się ponownie dopiero po 2000 roku. Ja jestem w szczególnej sytuacji, bo z racji swojego wieku byłam świadkiem końcówki tamtej formacji. Poznałam tych artystów jako bardzo młoda osoba. Ta wiedza gdzieś we mnie była, ale bardziej interesowała mnie w latach 90. sztuka krytyczna. Zajęci byliśmy walką o demokratyczne społeczeństwo. Dopiero gdy  opadł kurz po czasach transformacji mogliśmy cofnąć się do lat 70.

Wrocław najpóźniej zaczął się interesować tą epoką. Zdążyły już wyjść monografie skupiające  się na scenie artystycznej w innych ośrodkach. Ważnym wyłomem była publikacja  Luizy Nader, która dużo miejsca  poświęciła Galerii pod Mona Lisą i Sympozjum Wrocław ‘70 . Wciąż jednak Wrocław nie został dokładnie opisany. Powstawała tu świetna sztuka, ale nie dochowano się jej krytyków. O sztuce pisali sami artyści. Kiedy tu przyjechałam sześć  lat temu wiedziałam, że zajmę się tym okresem. Im bardziej wchodziłam w temat, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że to właśnie Wrocław był stolicą sztuki konceptualnej w Polsce. Do współpracy zaprosiłam profesor Annę Markowską i udało nam się wydać dwie monografie jej autorstwa – najpierw grupy Permafo a potem Galerii Sztuki Najnowszej.  Chciałam więc  podzielić się tą zdobytą przez nas wiedzą, a jednocześnie podzielić się moim doświadczeniem Wrocławia, jako fascynującego miasta , inspirującego twórców z różnych dziedzin kultury i sztuki.

Tą opowieścią jest wystawa „Dzikie pola” pokazywana w warszawskiej Zachęcie? Zobaczymy ją we Wrocławiu?

- Nie będzie tu pokazywana, bo nie mamy przestrzeni dla tej wystawy. Prezentowaliśmy elementy tej ekspozycji na wystawach w Muzeum Współczesnym Wrocław: „Gdzie jest Permafo?” i „Awangarda nie biła braw”. Bardzo chciałam, żeby te dzieła były pokazane w bardziej sprzyjającej sztuce przestrzeni niż  wnętrza naszego  muzeum, czyli schronu przeciwlotniczego z czasów drugiej wojny światowej.  W doskonałych warunkach wystawienniczych Narodowej Galerii Sztuki Zachęta  mogły one wreszcie odkryć przed widzami cały swój potencjał. Niepokoiłam się, czy to co pokazujemy może zainteresować inną niż lokalna publiczność.  To, co we Wrocławiu jest odbierane emocjonalnie może być nieczytelne w Warszawie! Sądząc po ilości zwiedzających i tekstach prasowych, które się dotychczas ukazały,  wydaje się, ze wystawa odniosła sukces. , a Wrocław – miasto awangardy – zyskało nowych miłośników.

W Muzeum bardzo często rozszerzacie konteksty sztuki. Wchodzicie w tematykę społeczną, w lokalną przestrzeń. Pokazujecie, że to, co oglądamy na wystawach funkcjonuje nie tylko w tzw. świecie sztuki, że artyści nie są oderwani od życia, że inicjują ważne dyskusje. Od początku powstania muzeum zależało Pani na społecznych działaniach?

- Zawsze patrzymy na kontekst dzieła sztuki. To się dzieje poprzez wystawy, które zapraszamy do Wrocławia. Zwykle są zaskoczeniem dla publiczności, próbą rozpoznania nowego terytorium. Pokazujemy rzeczy, których nie znamy, a chcemy się o nich dowiedzieć czegoś więcej. Jednocześnie prowadzimy spójny z wystawami program edukacyjny , bardzo ważny w Muzeum, bo zwykle korzysta z niego 1/3 publiczności przychodzącej na wystawy. Dział, że go tak nazwę, edukacyjno-społeczny w MWW intensywnie pracuje, mają wolność i samodzielność w kreowaniu programu. Czasami nie nadążam za nimi (śmiech).

Jakie działania planujecie w roku 2016 z okazji Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu?

- W przeciwieństwie, jak mniemam,  do innych wrocławskich instytucji w roku 2016 zamierzamy się wyciszyć i skoncentrować  na  zadaniu fundamentalnym dla działalności muzeum .

Co to znaczy?

- Chcemy w 2016 przede wszystkim pokazać naszą kolekcję. Wystawa „Dzikie pola”, prezentowana w Warszawie mogłaby być jedną z dwóch stałych ekspozycji naszego muzeum, gdybyśmy zbudowali planowany i zaprojektowany budynek muzeum. Skoro , go nie mamy, jedna nasza kolekcja –czyli właśnie „Dzikie pola”-będzie podróżować po Europie, natomiast druga jej część – przede wszystkim międzynarodowa- zostanie zainstalowana na okres około roku w głównej przestrzeni wystawienniczej muzeum.  Od czterech lat, czyli od początku działalności muzeum, kupujemy dzieła sztuki współczesnej. Dotąd czekaliśmy , by ten zbiór nabrał pewnej mocy, by wystawa z niego złożona była interesująca. Wystawy pod tytułem „Nowe akwizycje” wyglądają zwykle dość chaotyczne, bo kupuje się prace pod kątem różnych linii programowych i nie widać, w którym kierunku zdąża kolekcja.

W przyszłym roku będziemy mogli już pokazać publiczności, co robimy. Uważam, że to nasz obowiązek, bo kolekcję budujemy dzięki pieniądzom publicznym. Pokażemy naszą kolekcję tak, by widz mógł się zorientować, jaki sens ma zbiór, który tworzymy. To jest nasze najważniejsze przyszłoroczne przedsięwzięcie. Wokół niego będziemy prezentować wystawy czasowe na dwóch innych poziomach muzeum.

Budynek dawnego poniemieckiego schronu jest trudną przestrzenią do wystawiania sztuki. Jakie macie doświadczenia po czterech latach wystawiania w tym miejscu?

- Radzimy sobie z przestrzenią schronu, choć wymaga ona zupełnie innych strategii kuratorskich niż standardowy „white cube”. W naszej przestrzeni, ponieważ jest ona kolista i odwiedzający nie widzi od razu całej wystawy, możemy bardziej nasycić ją sztuką. Przestrzeń schronu jest bardziej pojemna i choć wygląda na małą, możemy zaprezentować w niej więcej prac. Bez szkody dla ekspozycji na jednym piętrze możemy wyeksponować około 150 prac. Naszym ograniczeniem jest wysokość pięter, dlatego że mają one 2,5 metra wysokości. Uniemożliwia to prezentowanie prac mających większy format. Dlatego przygotowujemy się do remontu, by w dwóch miejscach usunąć strop i stworzyć przestrzeń o wysokości 5 metrów. Chcemy też zmienić sytuację wejścia do muzeum, bo teraz mimo portyku i znajdującej się nad nim pracy Stanisława Dróżdża, bywa niezauważone przed widzów. Nasi goście gubią się, obchodzą cały budynek w poszukiwaniu wejścia do muzeum. Przed nami stoi też poważne zadanie wymiany bądź rozbudowy różnych instalacji wewnątrz, m.in. wentylacji, i klimatyzacji. Przystosowanie schronu do prezentacji sztuki współczesnej było niskobudżetową inwestycją, pomyślaną na krótki czas. Nie wiadomo jednak, kiedy powstanie nowy gmach, więc musimy sobie radzić. Myślę też, że muzeum, jako instytucja, musi się odnawiać i zmieniać. Dobrze jest zaskakiwać publiczność.

Z okazji czwartych urodzin MWW zaplanowano dyskusję o budowaniu symbolicznego kapitału miasta. Jaką rolę może odegrać muzeum?

- Chcemy porozmawiać o sensie istnienia muzeum, o korzyściach, które ono daje naszej wrocławskiej społeczności i o jego przyszłości. Wydaje mi się, że to jest ten moment. Wystawa „Dzikie pola” zamyka pierwszy okres działalności muzeum. Pionierski, który polegał na budowie instytucji, oswajaniu budynku, w którym mieścimy się i stworzeniu fundamentu  ideowego naszego muzeum. Ten wrocławski fundament już powstał. Kolejnym etapem jest udział muzeum w społecznych procesach modernizacyjnych. MWW zajmuje się sztuką współczesną, podejmuje różne tematy społeczne, buduje  społeczność muzeum, ludzi, którzy chcą korzystać z tego, co im proponujemy i z nami współdziałać. Niezależnie od tego czy to będzie wystawa, czy debata, czy zajęcia edukacyjne podkreślamy, że odnosimy się do całej współczesności, a nie tylko do samej sztuki. Zajmujemy się mieszkalnictwem, urbanistyką, różnymi kwestiami społecznymi. Staramy się inicjować debaty, tworzyć sieć ludzi odpowiedzialnych i zainteresowanych miejscem, w którym żyją, po to żeby było ono lepsze. Gdybyśmy mieli docelowy budynek, robilibyśmy to samo, ale w większej skali i dla większej ilości odbiorców. Poza tym moglibyśmy bardziej rozwinąć dział naukowy i dział konserwacji, skądinąd bardzo potrzebny w tej części Polski,  a przede wszystkim przygotowywać  duże wystawy we współpracy z prestiżowymi międzynarodowymi instytucjami. Umiejętności, kwalifikacji i kontaktów nam nie brakuje. Gdyby powstał budynek docelowy moglibyśmy we Wrocławiu stworzyć jedno z najpoważniejszych muzeów sztuki współczesnej w Europie. 

Zgłoś uwagę