Kontratenor z klasą. Philippe Jaroussky w NFM

Philippe Jaroussky został we Wrocławiu przywitany po królewsku. Chciałoby się powiedzieć, że na długo zapamięta ten występ, ale…zachodzi obawa, że niemal wszędzie, gdzie występuje francuski kontratenor reakcje publiczności są podobne i przypominają szaleństwo na widowni, jakie było udziałem melomanów za czasów wielkich kastratów. Dziś wprawdzie Panie nie mdleją, za to, ile sił w płucach, krzyczą: „Brawo”. Bo są ku temu powody.

  • jaroussky wratislavia cantans

    Koncert Philippe'a Jaroussky'ego i zespołu Artaserse/fot. Łukasz Rajchert/NFM

  • jaroussky wratislavia cantans

    Koncert Philippe'a Jaroussky'ego i zespołu Artaserse/fot. Łukasz Rajchert/NFM

  • jaroussky wratislavia cantans

    Koncert Philippe'a Jaroussky'ego i zespołu Artaserse/fot. Łukasz Rajchert/NFM

  • jaroussky wratislavia cantans

    Po koncercie Philippe'a Jaroussky'ego i zespołu Artaserse/fot. Łukasz Rajchert/NFM

  • jaroussky wratislavia cantans

    Koncert Philippe'a Jaroussky'ego i zespołu Artaserse/fot. Łukasz Rajchert/NFM


Sala podczas koncertu festiwalu Wratislavia Cantans była wypełniona do ostatniego miejsca, być może przyjechali też fani Philippe’a Jaroussky’ego z innych miast i sąsiednich państw. Nie ma się czemu dziwić. Francuski kontratenor od dobrej dekady jest gwiazdą pierwszej wielkości i przyćmił innych śpiewaków dysponujących tym rodzajem głosu. Wielu melomanów powoli zapomina o Davidzie Danielsie, czy Andreasie Schollu, którzy niegdyś podbijali serca i umysły w ramach festiwalowych koncertów. Trudno powiedzieć, czy Jaroussky ma nad nimi przewagę, ale jedno trzeba mu przyznać. Idealnie dobiera sobie repertuar i pracując z zespołem nigdy nie daje muzykom odczuć, kto tu jest prawdziwą gwiazdą. Granie pierwszych skrzypiec pozostawia liderowi, sam oddaje się w służbę muzyce.

Repertuar, który wybrali wspólnie Jaroussky i założony przez niego zespół Artaserse to fragmenty z barokowych oper i kantat poświęcone miłości i utwory instrumentalne (skomponowane przez włoskich mistrzów od Monteverdiego poprzez Cestiego, Cavalliego, Rossiego po Pandolfiego i Uccelliniego). Arie – od sentymentalnych i lirycznych po bardziej refleksyjne, lamentacyjne, ale i dowcipne, utwory świetnie dobrane w tym muzycznym poutpourri – wirtuozowskie, dające szansę pokazania się całemu zespołowi. A formacja to niezwykła i, kto wie, czy właściwie nie główny bohater wieczoru, choć wszyscy przyszli głównie posłuchać Philippe’a Jaroussky’ego. Artaserse ma świetnych skrzypków, perkusistkę, czy grającą na violi Cheristinę Plubeau. Szkoda jedynie, że w programach nie można odnaleźć pełnego składu zespołu, warto tych muzyków śledzić, bo wspólnie grają wprost porywająco i udało im się w kolosalnej sali Narodowego Forum Muzyki stworzyć intymny, kameralny nastrój, który umiejętnie ewoluował, by pod koniec muzycy pokazali, że gra jest dla nich także formą rozrywki, spędzania fantastycznego czasu w gronie zaprzyjaźnionym. Dlatego publiczność miała okazję zobaczyć dowcipnie łkającego Jaroussky’ego, czy perkusistkę grającą nie tylko dłońmi.    

Zgłoś uwagę