Zagrać na "szóstkę". Śląsk zaczyna maraton

5 spotkań w 15 dni – FutureNet Śląsk Wrocław czeka w najbliższych dwóch tygodniach prawdziwy pierwszoligowy maraton. Na pierwszy ogień idzie wyjazd do Łowicza i spotkanie z tamtejszym KS Księżak Syntexem. Początek meczu w sobotę o 19:30.


Choć rozgrywanie meczów co 3 dni nigdy nie jest łatwe, w tym pracowitym okresie terminarz okazał się łaskawy dla podopiecznych Radosława Hyżego. Wszyscy z pięciu rywali zajmują miejsca w dolnej części tabeli, więc WKS będzie przystępował do każdego ze spotkań w roli faworyta. FutureNet Śląsk z kompletem zwycięstw i bilansem 5-0 zajmuje 2. miejsce za Rawlplug Sokołem Łańcut. Wojskowi i klub z Podkarpacia (także 5-0) co kolejkę zamieniają się fotelem lidera, o którym decyduje różnica małych punktów. Najważniejsze jednak, że obie drużyny jako jedyne w całej lidze nie poniosły jeszcze porażki.

Na przeciwległym biegunie tabeli znajduje się KS Księżak Syntex Łowicz. Awans drużyny na zaplecze ekstraklasy był dużym wydarzeniem – ekipa z Łowicza już od wielu lat regularnie grała w play-offach, jednak tam nie potrafiła wywalczyć promocji na wyższy poziom rozgrywkowy. Ostatnie niepowodzenie miało miejsce w sezonie 2016/17, gdy na drodze Księżaka stanął… Śląsk Wrocław.

Trójkolorowi wygrali 89:79 u siebie oraz – po bardzo emocjonującym meczu – 76:75 w Łowiczu i awansowali do półfinału fazy play-off. Tam pokonali KK Warszawa, uzyskując prawo do gry w 1. Lidze. Syntex powetował sobie te porażki rok później, pokonując rezerwy Śląska również w ćwierćfinale play-offów. W półfinale za silny okazał się Górnik Trans.eu Wałbrzych, ale w serii o 3. miejsce – i awans do 1. Ligi – Księżak pokonał MCKiS Jaworzno i w końcu znalazł się na zapleczu ekstraklasy.

Awans to jednak nie tylko radość, ale i duże wyzwanie – zarówno sportowe, jak i organizacyjne. W łowickiej hali OSiR konieczne było zamontowanie tablic pomocniczych i wzmocnienie oświetlenia. Z kolei drużyna Roberta Kucharka – wieloletniego trenera, a wcześniej także zawodnika Księżaka – zaliczyła falstart. Łowiczanie wyraźnie przegrali pierwsze 4 spotkania, przełamując się dopiero w ostatniej kolejce, w której pokonali Znicz Basket Pruszków 70:56. Było to historyczne, pierwsze zwycięstwo drużyny z Łowicza na tym szczeblu rozgrywek.

Patrząc jednak na skład Syntexu, można spodziewać się, że tych zwycięstw będzie więcej. W letniej przerwie z drużyny odeszli zawodnicy stanowiący o jej sile w ubiegłym sezonie, lecz na ich miejsce sprowadzono dobrych koszykarzy z pierwszoligowym doświadczeniem. Prawdziwym weteranem jest 35-letni silny skrzydłowy Marcin Salamonik, który na zapleczu ekstraklasy rozegrał aż 374 spotkania w ciągu 12 sezonów i tylko dwa razy kończył rozgrywki z średnią poniżej 10 punktów na mecz. W ostatnich dwóch latach reprezentował GTK Gliwice, z którym najpierw awansował do ekstraklasy, a potem rozegrał dobry sezon w PLK, notując średnio 7,1 pkt w 21 minut gry. To właśnie Salamonik może być najgroźniejszą bronią Syntexu, na co zwracał uwagę także środkowy Śląska, Bartłomiej Pietras.

Podobną drogę do Salamonika przeszedł 32-letni środkowy Łukasz Ratajczak, który już w trakcie sezonu trafił do Księżaka, a wcześniej także przez dwa lata grał w Gliwicach. W PLK notował średnio 4,7 pkt i 2,9 zb w 12 minut. Kto jeszcze przeszedł do Łowicza? 31-letni skrzydłowy Arkadiusz Kobus ma za sobą sporo występów w 1. Lidze oraz epizod w PLK z Polfarmexem Kutno, z którego trafił do Księżaka.

24-letni rzucający Mikołaj Motel nie zdołał uchronić KK Warszawa przed spadkiem do 2. Ligi, ale był jedną z czołowych postaci stołecznej drużyny. Inny 24-letni rzucający, Mikołaj Stopierzyński, przeniósł się do Łowicza po dwóch latach gry w Pruszkowie. Skład uzupełnili Sebastian Dąbek (wcześniej MCKiS Jaworzno) i Kacper Kuta (Rawia Rawag Rawicz). Za kreowanie gry w Łowiczu odpowiada z kolei Jan Grzeliński, dobrze znany wrocławskim kibicom z wieloletniej gry w WKK i występów w Śląsku w ubiegłym sezonie. „Grzelu” dobrze rozpoczął sezon w nowej drużynie, notując średnio 12,6 pkt i 4,2 ast na mecz.

– Nie ma co ukrywać, że zaczęliśmy ten sezon w słabym stylu. Poza pierwszym meczem z Astorią, w którym walczyliśmy do ostatnich minut, pozostałe spotkania były dość jednostronne. Zbyt dużo elementów nie funkcjonowało w naszej grze, co przekładało się na wynik końcowy. Mecz z Pruszkowem był dla nas bardzo ważny, bo wiedzieliśmy, że teraz czeka nas seria ciężkich meczów. Potencjał drużyny jest spory, jednak na razie nasz problem polega na tym, że zupełnie nie umiemy go wykorzystać. Popełniamy bardzo dużo błędów w obronie, przez co nie zdobywamy prostych punktów w ataku. Mocno wierzę w to, że z tygodnia na tydzień będziemy się lepiej nawzajem rozumieć, gdyż do tej pory większość z nas grała w różnych zespołach. Potrzebujemy czasu, naszym i moim celem są play-offy, ale żeby go zrealizować, nasza gra musi się zdecydowanie poprawić – mówi Grzeliński, który transferu z Wrocławia do Łowicza nie uważa za sportowy spadek.

– Dostałem tego lata ofertę z ekstraklasy z Ostrowa Wielkopolskiego, ale świadomie podjąłem decyzję, żeby przenieść się do Łowicza. W tym sezonie zależy mi, żeby mieć dużo minut gry, być liderem drużyny i grać z pewnością siebie oraz „luźną” głową.

Czas działa na korzyść drużyny z Łowicza, która z takimi zawodnikami jak Salamonik, Ratajczak, Kobus czy Grzeliński, po prostu musi zacząć grać lepiej. Jak pokazała ostatnia kolejka, niskie miejsce rywala w tabeli wcale nie musi oznaczać łatwego spotkania. Księżak na pewno postawi Śląskowi ciężkie warunki, ale nie było jeszcze w tym sezonie przeszkody, której nie pokonaliby Trójkolorowi. Oby tak samo było w sobotę – liczymy na szóstkowy występ WKS-u i szóste zwycięstwo z rzędu! Hej Śląsk!

źródło: inf. prasowa

Zgłoś uwagę