Sekrety władców. Poczet królów polskich Matejki

Ewa Halawa i Grzegorz Wojturski opowiadają o pracy Jana Matejki, jego niebotycznym honorarium i wyjaśniają szczegóły wielu z prac, jakie zobaczymy na wystawie "Poczet królów polskich" w Muzeum Narodowym od 10 września do 19 października.

  • Poczet królów polskich Matejko

    Wystawa Poczet królów polskich Jana Matejki w Muzeum Narodowym już od 10 września/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Halawa, Grzegorz Wojturski

    Kuratorzy wystawy - Ewa Halawa i Grzegorz Wojturski/fot. Tomasz Walków

  • Poczet królów polskich Jan Matejko

    Prace Jana Matejki gotowe do zawieszenia. Pierwszy z prawej wizerunek Stanisława Augusta Poniatowskiego/fot. Tomasz Walków

  • Poczet królów polskich, Jan Matejko

    Montowanie wystawy Jana Matejki w Muzeum Narodowym/fot. Tomasz Walków

  • Kazimierz Wielki, Jan Matejko

    Kazimierz Wielki w interpretacji Jana Matejki/fot. Tomasz Walków

  • Mieszko I, Jan Matejko

    Mieszko I przedstawiony przez Jana Matejkę/fot. Tomasz Walków

  • Bolesław Śmiały, Jan Matejko

    Wizerunek Bolesława Śmiałego/fot. Tomasz Walków


Magdalena Talik: Wizerunki polskich władców zawarte w cyklu Jana Matejki mamy chyba zawsze przed oczami, kiedy myślimy o naszej historii.

Ewa Halawa: Właśnie ten cykl wpłynął na naszą świadomość historyczną. Stało się to dzięki szerokiej recepcji tego dzieła i dzięki temu, że prace są bardzo realistyczne, sugestywne. Czuje się w nich osobiste zaangażowanie Matejki. Któryś z badaczy powiedział zresztą, że ma wrażenie, iż gdyby królowie powstali i objawili się społeczności, ludzie orzekliby – „To nie wy jesteście królami, Matejko was tak nie namalował”. Poczet wpłynął na wyobraźnię poprzez oryginały, które jednak nie miałyby takiej siły oddziaływania, gdyby nie zostały powielone w wielu egzemplarzach za sprawą heliograwiury.

Magdalena Talik: Wyjaśnijmy może, czym jest heliograwiura.

Ewa Halawa: Już pod koniec I połowy XIX wieku mamy fotografię, ale z możliwością zrobienia wyłącznie odbitek. Nie ma opcji wydrukowania. Aby dzieło sztuki mogło być publikowane sposoby są trzy. Jeden, bardzo pracochłonny staloryt, albo akwaforta i wtedy niewielki nakład, drugi – drzeworyt sztorcowy, nie mniej wymagający i właśnie trzeci – heliograwiura, z nich wszystkich najdokładniejsza. W przypadku dwóch wymienionych mieliśmy pracę człowieka – on wszystko wycinał, kopiował, przy heliograwiurze mamy najdalej posunięty obiektywizm, bo tu działa fotografia. Matejko miał świadomość, że robi rzecz pierwotną, oryginał, który będzie powielany. Wykonane przez niego prace pojechały z Krakowa do wydawcy – Maurycego Perlesa do Wiednia i tam zostają poddane obróbce. Nie naruszając dzieła pracownicy wydawnictwa sfotografowali je, zrobili przezrocze i tym slajdem naświetlili uczuloną fotochemicznie płytę miedzianą. Potem, wskutek procesów płukania, kąpieli – wytrawia się obraz. Te elementy obrazu, które były zasłonięte nie ulegają wytrawieniu, odsłonięte – przeciwnie. Po zmyciu wszystkiego mamy płytę miedziorytniczą, naświetloną, oddającą wszystkie elementy, każde drgnienie ręki, każdą kreskę wykonaną ołówkiem. Heliograwiura jest techniką szlachetną, która powtarza wszelkie walory oryginału. 

Kuratorka wystawy Ewa Halawa

Magdalena Talik: Z książek do historii, banknotów i albumów znamy Poczet. Ale w Muzeum Narodowym wiszą oryginały. Jak doszło do ich zamówienia u Matejki?

Ewa Halawa: To nie było zwykłe zamówienie –„Ja, Maurycy Perles, posyłam mistrzowi zlecenie”. Perles, zdając sobie sprawę, jaką ogromną estymą był darzony Matejko, zwrócił się do niego z propozycją wydania historię Polski i poprosił, by mistrz wybrał jakieś fragmenty ze swoich dzieł, które mogłyby tę historię zilustrować. A Matejko odpowiedział: „Ja Panu składam inną propozycję. Narysuję każdego z tych królów, a mój przyjaciel, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego napisze biogramy do każdego z tych wizerunków i w ten sposób pokażemy całą historię Polski poprzez życiorysy królów”. Paradoksalnie Poczet okazał się ostatnim kompletnym dziełem Jana Matejki.

Magdalena Talik: Jak wyglądała praca nad cyklem. Było zapewne wiele badań historycznych?

Ewa Halawa: To cały proces. Zastanawianie się nad źródłami ikonograficznymi, szukanie w materiałach, konsultacje. Następnie zużyte karty papieru, oznaczenie sobie granic rysunku (czasem jeszcze widoczne na naszych rysunkach), kadrowanie, pilnowanie skali, kwestia podpisu, tła. Matejko cały czas musiał trzymać rękę wyżej ze względu na grafit ołówka, różne jego twardości, by nic się nie rozmazało w tej precyzyjnej robocie. Kończąc dzieło w styczniu 1892 roku Jan Matejko powiedział do swojego sekretarza Mariana Gorzkowskiego, że wydawało mu się iż nie uda mu się ukończyć cyklu, tak żmudna i długotrwała była to praca.

Magdalena Talik: Co działo się po wykonaniu rysunku. Jak się go zabezpieczało?

Ewa Halawa: Cały rysunek musiał być zafiksowany, czyli utrwalony specjalnym płynem rozpylonym przez tzw. pryskalnicę, by się nie osypywał bądź nie ścierał pigment. Ale generalnie z rysunkami trzeba się obchodzić ostrożnie.

Magdalena Talik: Dlatego wystawa będzie pokazywana tylko przez siedem tygodni?

Ewa Halawa: Tu akurat chodzi o papier. Nie znosi światła, a im bardziej współczesny papier tym gorzej się zachowuje, „rozsadza go chemia”. Ostatni raz Poczet był pokazywany w 1996 roku, potem jedynie tylko tydzień na Zamku w Brzegu w 2004 roku. Po wystawie zostanie schowany na powrót do pokrowców i umieszczony w zaciemnionym pokoju.

Magdalena Talik: Czy nie będzie to  niedyskretne pytanie, jakie sumy Matejko inkasował za swoją pracę?

Ewa Halawa: Za jeden rysunek 200 złotych reńskich. To było prawie tyle samo, ile jego pewnie przyzwoite uposażenie jako rektora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Ogromne pieniądze.

Magdalena Talik: A jak rysunki trafiły do Wrocławia?

Ewa Halawa: To ciekawa historia. Maurycy Perles zlecił pracę i w umowie ujął, że oryginalny Poczet zostaje u niego. Dopiero w 1916 roku został odkupiony przez kolekcjonera, ziemianina Bolesława Orzechowicza. Razem ze swoją kolekcją 5 tysięcy innych dóbr, ofiarował go gminie i miastu Lwów z zastrzeżeniem, że gdyby Lwów nie pozostał polski to ofiarowuje wszystko narodowi polskiemu. Stąd w 1946 roku trafiły do Wrocławia.

Magdalena Talik: Przyjrzyjmy się pracom. Wyjątkowo ciekawe są zwłaszcza te dedykowane naszym pierwszym władcom.

Ewa Halawa: Matejko nie wszystkich królów lubił tak samo. Więcej wyobraźni poświęcał tym, do których nie było przekazów obrazowych, czyli tym wczesnym. Rysując Mieszka rozważał, że twarz władcy nie miała jeszcze rysu polskiego, a rysy wschodnie z pewnym odcieniem pogaństwa. Bardzo cenił Bolesława Chrobrego.

Magdalena Talik: Za to kobiety starał się podobno upiększyć.

Ewa Halawa: Na przykład Dobrawę, żonę Mieszka I. Pisał, że nie może jej przedstawić tak, jak opisał ją niechętny Polakom kronikarz niemiecki. Mieszko, człowiek ustosunkowany, cieszący się szacunkiem, podobno także zainteresowaniem płci pięknej po prostu nie mógł mieć brzydkiej żony. Poza tym, konkludował Matejko, nie może być brzydką kobieta, która zaprowadziła w Polsce chrześcijaństwo. Pamiętajmy, że mistrz uczestniczył w otwieraniu i dokumentowaniu grobów królewskich i widział szkielet królowej Jadwigi. Podsumował, że nie była taką drobną, jak w naszej wyobraźni. To kobieta postawna, co znakomicie oddał.

Magdalena Talik: Ciekawe są stroje królów, ich gesty, wzrok.

Grzegorz Wojturski: Na pewno Matejko czytał kroniki Długosza, miał znajomych historyków, których prace także studiował, aby wykształcić sobie pogląd. Nigdy nie robił tego „na zimno”. Szukał postaci z otoczenia, które odpowiadały charakterystyce, z jaką się zetknął. Na przykład u Władysława Laskonogiego wyeksponował nogi, aby wytłumaczyć przydomek. Uczynił z króla, nie najwybitniejszego zresztą, postać melancholijną. Henryk Brodaty wygląda natomiast, jak swojski, serdeczny dziadek, opiekun. Nie jest porywczy, przede wszystkim religijny, tu przedstawiony ze sznurem modlitewnym.

Konrad Mazowiecki z charakterystycznym orlim profilem

Z kolei Konrad Mazowiecki, postać kontrowersyjna, gwałtowna, brutalna, bo porwał i uwięził Henryka Brodatego, została pokazana krytycznie, także ze względu na to, że sprowadził Krzyżaków do Polski. Pancerz sugeruje jego sposoby rozwiązywania konfliktów. Dodajmy jeszcze orli, drapieżny profil, dziki wzrok. I sztylet, który trzyma na dokumencie, co pokazuje wielkie wzburzenie, bo mógł być to sfałszowany dokument Krzyżaków. Wizerunek Władysława Łokietka jest wyjątkowo ciekawy. Zwłaszcza rysy twarzy i róg, którym władca wzywał do zjednoczenia w królestwie pod swoim berłem i znalazł poparcie w narodzie. Korona Łokietka została przerysowana z nagrobka wawelskiego.

Kurator Grzegorz Wojturski pokazuje rysunek Władysława Łokietka (pierwszy z prawej)

Magdalena Talik: Są tu władcy polscy mocno kontrowersyjni, choć przedstawieni całkiem przyzwoicie, jak Henryk Walezy, który porzucił tron Polski, kiedy „zwolnił” się francuski.

Grzegorz Wojturski: Znaleźć się tu musiał, ale czy jest pokazany w sposób pozytywny? Jest wytwornym młodzieńcem, choć spryt i dwulicowość dostrzegamy w jego oczach. Nosi kryzę, kolczyki w uszach, które zresztą w Polsce bardzo szokowały, uchodząc za element wskazujący na zniewieścienie. Matejko zwrócił uwagę na jego zaangażowanie w wojnach religijnych na obszarze Francji, co było rzeczą zagrażającą polskiej tolerancji – dostrzegamy krzyż przypominający wyprawy krzyżowe. Orzeł na piersi z kolei mógł być jednym z podarunków od Anny Jagiellonki lubującej się w kosztownościach. Ostatecznie Walezy, choć obiecał, nie ożenił się z nią.

Magdalena Talik: Przyznajmy jednak, że niektórzy królowie i z późniejszych epok nie wyglądają zachęcająco.

Ewa Halawa: Tak, Matejko najbardziej nie znosił malować osiemnastego wieku, bo kolory strojów są pozbawiony intensywności, pozy sztuczne, ruchy  upozowane na francuską modłę i upudrowane peruki. Dodawał z bólem: „Ale i takie malować  trzeba”.  

Magdalena Talik: Jan III Sobieski został przedstawiony wspaniale, jako niekwestionowany zwycięzca.

Grzegorz Wojturski: Pokazany w stroju wojskowym, zbroi i hełmie karacenowym, z buławą. Jako głównodowodzący. W tle mamy napis „Roma Vindobona”. Roma jako Rzym, a Vindobona to łacińska nazwa obozu rzymskiego, który znajdował się w miejscu dzisiejszego Wiednia. 

Jan III Sobieski, król zwycięzca

Magdalena Talik: Ostatni królowie mają raczej wyłącznie cywilne atrybuty, zwłaszcza Stanisław August Poniatowski.

Grzegorz Wojturski: To wizerunek bardzo oryginalny ze względu na ujęcie postaci. Wygląda jakby coś kończył, zamykał. Jego gest jest gestem człowieka, który odwraca się plecami do przeszłości i wchodzi w nową rzeczywistość. Karta z napisem „Konstytucja 3 maja” wychodzi zresztą na margines bieli. Może to wyjście w przyszłość, jaka nastąpi. Król wygląda, jakby gwałtownie wstał z fotela, by ogłosić konstytucję. A ciekawostką jest frak, jaki nosi. Matejko kupił go w handlu antykwarycznym i ubierał w niego Stanisława Augusta Poniatowskiego także na innych obrazach historycznych.

rozmawiała Magdalena Talik

 

 

Zgłoś uwagę