Nie żyje Ennio Morricone. Pamiętamy jego koncert z 2016 roku w Hali Stulecia

Wybitny włoski kompozytor muzyki filmowej miał 91 lat. Wrocławianie nigdy nie zapomną koncertu podczas Europejskiej Stolicy Kultury 2016, podczas którego Ennio Morricone poprowadził od pulpitu orkiestrę, dwa chóry i solistkę. Wybrzmiały wtedy wszystkie największe szlagiery Mistrza –muzykę do „Misji” Rolanda Joffe, temat Debory z „Dawno temu w Ameryce” Sergio Leone, główny temat z westernu „Dobry, zły i brzydki” Leone.

  • Ennio Morricone wystąpił w charakterze dyrygenta w Hali Stulecia w 2016 roku podczas wydarzeń ESK 2016/fot. Tomasz Walków


Wrocław kocha Ennia Morricone i będzie o nim, z pewnością, pamiętał. W stolicy Dolnego Śląska publiczność nagrodziła 87-letniego wówczas Maestra owacją na stojąco przy każdym jego wejściu na scenę. Kompozytor i dyrygent odwdzięczył się aż trzema bisami. 

Urodził się i odszedł w swoim ukochanym Rzymie, komponował od szóstego roku życia, w dzieciństwie poznał także jednego ze swoich bliskich przyjaciół, reżysera Sergia Leone, dla którego napisał potem nieśmiertelne tematy do filmów „Dawno temu w Ameryce” i trylogii spaghetti westernów z udziałem Clinta Eastwooda („Za garść dolarów”, „Za kilka dolarów więcej” i „Dobry, zły i brzydki”). Absolwent prestiżowej kuźni talentów – Accademia Nazionale di Santa Cecilia w Rzymie.  

Choć kojarzymy go głównie z muzyką filmową włoski Maestro komponował także utwory symfoniczne (m.in. „Tra Cielo e Terra” dedykowany Janowi Pawłowi II), wokalno-instrumentalne, organowe, a nawet klawesynowe i stał się uznanym aranżerem piosenek dla znakomitych artystów – Paula Anki, Stinga czy zespołu Pet Shop Boys.

Muzyka wspaniała jak film

Bywały filmy, do których Ennio Morricone komponował zdumiewającą bogactwem instrumentacji oprawę, a dziś wszyscy pamiętamy właściwie nie sam obraz, ale przede wszystkim dźwięk. Tylko nieliczni reżyserzy tworzyli dzieła, które przetrwały próbę czasu i są cenione na równi z muzyką włoskiego mistrza.

To niewątpliwie Sergio Leone, Roland Joffe (trudno znaleźć widza, który nie pamięta zjawiskowych utworów z „Misji”), Giuseppe Tornatore (bez sentymentalnej muzyki „Malena” nie byłaby tym samym filmem). I wreszcie Quentin Tarantino, który zaangażował Morricone do kilku swoich produkcji, w tym do „Bękartów wojny” i „Nienawistnej ósemki”.  

Za muzykę do drugiego z wymienionych filmów Tarantino włoski kompozytor otrzymał drugiego Oscara (pierwszego, honorowego odebrał w 2007 roku). Zasłużenie za partyturę pełną ciemnego i mrocznego klimatu, wyjątkowo awangardowego, jak na 87-letniego wówczas twórcę. 

Odszedł 6 lipca 2020 po powikłaniach spowodowanych złamaniem kości udowej. 



Zgłoś uwagę