wroclaw.pl strona główna
  1. wroclaw.pl
  2. Kultura
  3. Aktualności
  4. Pismo „Odra” świętuje 65-lecie!
Kliknij, aby zobaczyć galerię
Na zdjęciu dużym Mariusz Urbanek, redaktor naczelny „Odry”, na zdjęciu w kółku jubileuszowy numer „Odry” z marca 2026 wydany na 65-lecie pisma fot. Oleksandr Poliakovsky
Na zdjęciu dużym Mariusz Urbanek, redaktor naczelny „Odry”, na zdjęciu w kółku jubileuszowy numer „Odry” z marca 2026 wydany na 65-lecie pisma

Pierwszy numer miesięcznika „Odra” trafił do kiosków w marcu 1961 roku i ani treścią, ani ubogą szatą graficzną nie przypominał dzisiejszego pisma. Potem nastąpił przełom, a za sprawą wyjątkowych redaktorów na łamach „Odry” publikowali najwięksi – nobliści Czesław Miłosz, Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk, a także Tadeusz Różewicz, Stanisław Lem, Urszula Kozioł. O historii i przyszłości „Odry” opowiada Mariusz Urbanek, redaktor naczelny.

Reklama

„Odra” – ogólnopolskie pismo z misją

Magdalena Talik: Miesięcznik „Odra” świętuje 65-lecie, a ja przewrotnie zapytam, czemu obchodzona jest akurat ta, a nie poprzednia, okrągła rocznica?

Mariusz Urbanek: Poprzednie rocznice świętowaliśmy raczej skromnie i tylko wewnętrznie, choć rzecz jasna z naszymi czytelnikami. Na sześćdziesięciolecie wydaliśmy numer „Odry” przypominający, co pisano przez lata w prasie o naszym miesięczniku, poczynając od lat sześćdziesiątych XX wieku do dziś, bo to nie tylko historia pisma, ale i kawał historii polskiej prasy.

Drugim powodem był fakt, że dwa poprzednie jubileusze i 55-lecie i 60-lecie przypadały za władzy, z którą nie bardzo chcieliśmy świętować.

Przygotowałeś niegdyś „Krótki kurs historii Odry”, czyli kalendarium, w którym znajdziemy najważniejsze wydarzenia z dziejów pisma. Przypomniałeś, że pierwszy numer, z marca 1961 roku, reprezentować miał „kulturę odwiecznie piastowskich Ziem Zachodnich wobec Macierzy”. Wtedy bardziej propagandowo już nie można było ująć celu utworzenia „Odry”.

To cytat ze wstępniaka opublikowanego w pierwszym numerze „Odry”, w którym padły słowa, że „Odra” ma konsolidować „odwiecznie piastowskie” ziemie, a w praktyce „przyłączać je” do Polski – co oczywiście nie zostało sformułowane aż tak wprost. W 1961 roku to wciąż nie było tak oczywiste, jak jest dzisiaj.

Ale pomysł pierwszych redaktorów „Odry” był od początku taki, aby pismo było ogólnopolskie i w ten sposób spełniało wyznaczoną mu misję, przy okazji jednak realizowało ambicje środowiska, które nie chciało „kisić  się” w lokalnym kociołku.

<p>Wystawa z okazji 65-lecia &bdquo;Odry&rdquo; na ul. Świdnickiej &ndash; okładka pierwszego numeru pisma</p>
Wystawa z okazji 65-lecia „Odry” na ul. Świdnickiej – okładka pierwszego numeru pisma

Dlatego błyskawicznie, już po dwóch czy trzech pierwszych latach, „Odra” wyszła poza dolnośląskie opłotki wybijając się na ogólnopolskość. Jako pierwszy zrobił to dział poezji.

A w 1965 roku prawdziwa rewolucja – w „Odrze” są publikowane wystąpienia Jerzego Grotowskiego, w tym legendarny już, także w świecie, manifest teatru Laboratorium „Ku teatrowi ubogiemu”. Ogromne wydarzenie, zarówno teatralne jak i literackie.

Tu muszę o złożyć hołd nie tylko ówczesnym redaktorom „Odry”, ale też oddać sprawiedliwość peerelowskim władzom ówczesnego  Wrocławia. Można powiedzieć o nich wiele złego, ale miały dość otwartości, by z Opola sprowadzić do Wrocławia Jerzego Grotowskiego, zaś z Gliwic Tadeusza Różewicza. To dzięki takim działaniom nasze miasto obrastało w gwiazdy.

<p>Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika &bdquo;Odra&rdquo;</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika „Odra”

A „Odra”– co wcale nie było wówczas takie oczywiste – mogła zacząć promować Grotowskiego z jego manifestami i wizją teatru oraz Ludwika Flaszena, współtwórcę Teatru Laboratorium z jego recenzjami i esejami. A Tadeusz Różewicz publikował w „Odrze” bardzo dużo nowych wierszy, felietonów, opowiadań, stał się naszym „tajnym nadredaktorem”, jak czasem mówiono.

<p>Wystawa z okazji 65-lecia &bdquo;Odry&rdquo; na ul. Świdnickiej &ndash; na okładce numeru Tadeusz R&oacute;żewicz</p>
Wystawa z okazji 65-lecia „Odry” na ul. Świdnickiej – na okładce numeru Tadeusz Różewicz

Urszula Kozioł o poezję walczyła jak lwica

W 1967 roku w „Odrze” ukazał się natomiast pierwszy felieton poetki Urszuli Kozioł, która do końca życia pozostała związała z pismem i stała się postacią kultową, ikoniczną dla pisma i dla Wrocławia.

Urszula Kozioł wchodziła do zespołu „Odry” stopniowo, najpierw jako autorka wierszy, a chwilę później felietonistka; działem poezji kierował jeszcze wtedy Tymoteusz Karpowicz, który potem wyjechał do Stanów Zjednoczonych.

Urszula przejęła po nim dział literacki i zrobiła w „Odrze” dla polskiej poezji bardzo dużo. Nie tylko dlatego, że była wybitną poetką i jej wiersze ukazywały się w miesięczniku, zresztą wcale niezbyt często, ale przede wszystkim dlatego, że ta subtelna poetka była redaktorką z prawdziwego zdarzenia!

<p>Wystawa z okazji 65-lecia &bdquo;Odry&rdquo; na ul. Świdnickiej</p>
Wystawa z okazji 65-lecia „Odry” na ul. Świdnickiej

Na redakcyjnych kolegiach walczyła jak lwica, żeby w każdym numerze „Odry” ukazywało się kilka zestawów wierszy , i to zarówno ludzi o już znanych nazwiskach, jak i, a może przede wszystkim, debiutantów. Co najmniej dwa pokolenia poetów, którzy dzisiaj mają po 50 czy 60 lat, debiutowały w „Odrze” pod egidą Urszuli Kozioł.

Taki początek kariery literackiej, z pieczęcią Urszuli, oznaczał, że poeta ma przyszłość. Także Bohdan Zadura, tegoroczny laureat Nagrody „Odry”, publikował w „Odrze” pod skrzydłami Urszuli. Prezentowaliśmy wielokrotnie nie tylko jego wiersze, również przekłady, bo to przecież wybitny tłumacz.

<p>Urszula Kozioł w 2024 roku we wrocławskim Ratuszu świętowała 93 urodziny</p> wroclaw.pl
Urszula Kozioł w 2024 roku we wrocławskim Ratuszu świętowała 93 urodziny

W 1969 roku w „Odrze” zmieniła się szata graficzna, pojawiła się charakterystyczna czcionka, którą znamy do dzisiaj. Kto odpowiada za ten „znak towarowy”?

Autor nie został podpisany, choć podejrzewam, że to zasługa Zbigniewa Paluszaka, od początku redaktora graficznego „Odry”. Zbyszek to wybitny wrocławski malarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych, który dbał aż do początków XXI wieku o to, żeby „Odra” była nie tylko do czytania, ale też do oglądania.

<p>Wystawa z okazji 65-lecia &bdquo;Odry&rdquo; na ul. Świdnickiej</p>
Wystawa z okazji 65-lecia „Odry” na ul. Świdnickiej

Wystarczy zajrzeć do numerów z lat 60., by zobaczyć, że pismo wyglądało wtedy naprawdę pięknie, i to mimo podłego papieru i kiepskiego druku.

Moją ambicją jest, abyśmy wrócili do niektórych rozwiązań graficznych. Oczywiście, nie będziemy powtarzali tych samych pomysłów, ale chciałbym, żeby „Odra” mogła być tak dobrze ilustrowana, jak za czasów Zbyszka Paluszaka.

<p>Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika &bdquo;Odra&rdquo;</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika „Odra”

Hanna Krall, Kazimierz Moczarski, Stanisław Lem publikują w „Odrze”

W historii „Odry” prawdziwym przełomem było publikowanie literatury faktu, książek, które stały się w historii polskiego reportażu kamieniami milowymi, jak „Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego czy „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall.  

To zasługa przede wszystkim Zbigniewa Kubikowskiego, wybitnego eseisty i krytyka, który został redaktorem naczelnym „Odry” po Tadeuszu Lutogniewskim, szefie „Odry” do roku 1967, i Klemensie Krzyżagórskim, legendzie polskiego reportażu.

To on przyciągnął do pisma wybitnych reporterów, wśród których był m.in. Melchior Wańkowicz; opublikował na naszych łamach kilka naprawdę ważnych tekstów.

Ale to właśnie Kubikowski oddał Hannie Krall łamy „Odry” dla książki „Zdążyć przed panem Bogiem”. Opowieść o jednym z dowódców powstania w warszawskim getcie mogła wówczas ukazać się tylko w „Odrze”.

Najpierw, mimo oporów cenzury, ukazał się na łamach pisma pierwszy w Polsce wywiad z Markiem Edelmanem o tym, jak wyglądało umieranie w getcie, a potem cała książka. Udało się, bo „Odra” ukazywała się we Wrocławiu, więc z punktu widzenia władzy centralnej było to mniej „niebezpieczne”.

<p>Mariusz Urbanek przed wejściem do redakcji miesięcznika &bdquo;Odra&rdquo;</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Mariusz Urbanek przed wejściem do redakcji miesięcznika „Odra”

W „Odrze” publikowane były też „Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego, kolejna książka legenda tamtych czasów, a potem kolejne wieloodcinkowe publikacje, które stały się książkami. Na przykład rozmowy Kazimierza Brauna z Tadeuszem Różewiczem o teatrze, czy Stanisława Beresia ze Stanisławem Lemem o… Lemie.

Rozmowy profesora Beresia z Lemem były świetnym pretekstem, aby zadzwonić do pisarza i poprosić o pisanie felietonów do „Odry”.

Lem nie zajmował się publicystyką gazetową, ale okazało się, że jego dobra pamięć o „Odrze” i o Nagrodzie „Odry”, jak twierdził, najważniejszej wtedy w karierze, bo wcale nie był tak często nagradzany, jak niektórzy sądzą, przesądziły i zaczęła się współpraca.

Przez 10 lat pisał do nas felietony, zawsze o ważnych sprawach, choć często bardzo zabawne, a niektóre ciężko było zrozumieć bez wykształcenia ścisłego połączonego z biochemią i biologią. Ale było warto, mieliśmy w „Odrze” Lema!

Tadeusz Różewicz z poczuciem humoru i miłością do tabloidów

Mówimy o tych wielkich postaciach związanych przez lata pisaniem do „Odry”. Wielu z tych literatów słynęło z poczucia humoru i osobowości. Jakie wspomnienia się z nimi wiążą?

Osobiste wspomnienia mam ze spotkań z Tadeuszem Różewiczem. Niezbyt często przychodził do siedziby „Odry”, to raczej nasz poprzedni naczelny, Mieczysław Orski, chodził do Różewicza na rozmowy.

Całą redakcją spotykaliśmy się z poetą w pracowni Zbyszka Paluszaka, wśród jego pięknych obrazów. Pan Tadeusz był z tych posiedzeń zwykle bardzo zadowolony, ponieważ często wychodził z jakimś mniejszym lub większym obrazem, który tak bardzo mu się podobał, że Zbyszek, człowiek wielkiego serca, nie miał serca mu go nie podarować.

Tam się rozmawiało z Różewiczem o wszystkim, a był bystrym obserwatorem, nie tylko literatury, ale też rzeczywistości społecznej, politycznej czy sportu. Komentował polską codzienność bardzo złośliwie i dowcipnie; miał finezyjne poczucie humoru i doskonałą orientację w popkulturze, a nawet tabloidach.

<p>Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika &bdquo;Odra&rdquo;</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika „Odra”

Objawiało się to rozmaicie. Pamiętam, jak pod pseudonimem opublikował w „Odrze” pastisz „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej, i to pisany językiem autorki. To było coś kapitalnego!

Wisława Szymborska – wycinanka z życzeniami dla „Odry”

Blisko związana z „Odrą była też Wisława Szymborska…

Noblistka przyjaźniła się z Urszulą Kozioł. Kiedy przyjeżdżała do Wrocławia, mimo propozycji zatrzymania się w luksusowych hotelach, wybierała zawsze mieszkanie Urszuli. Dzięki tej przyjaźni to właśnie w „Odrze” miało pierwodruk wiele najbardziej popularnych wierszy Szymborskiej, choćby „Kot w pustym mieszkaniu”.

Z okazji przyznania poetce Nagrody Nobla wydaliśmy specjalny arkusz, który był zarówno częścią kolejnego numeru „Odry”, jak i osobnym tomikiem zatytułowanym „Szymborska. Wiersze z „Odry”. Okazało się, że przez lata było tych wierszy w naszym piśmie naprawdę dużo.

Wisława Szymborska napisała potem, że ten bardzo w sumie skromny tomik sprawił jej ogromną przyjemność, a przecież cały świat chciał wtedy wydawać jej utwory. Po otrzymaniu Nagrody Nobla, czyli, jak mówiła, po katastrofie sztokholmskiej, milczała jako poetka przez trzy lata. A pierwsze wiersze, jakie wydrukowała, ukazały się właśnie w „Odrze”.

Wisława Szymborska była osobą bardzo dowcipną. Pamiętasz jakąś związaną z nią anegdotę?

Była u nas z okazji przyznania Nagrody „Odry” Gustawowi Herlingowi- Grudzińskiemu. Wojewoda wydał wówczas uroczysty obiad dla obojga pisarzy. Po obiedzie Pani Wisława wróciła do redakcji i opowiedziała, że pisarze zostali posadzeni przy stole wśród osób najważniejszych w województwie. Poetka chciała rozluźnić atmosferę:  „Zagaduję w prawo – wspominała. – Milczenie. Zagaduję w lewo. Milczenie. Rozglądam się, a wokół same popiersia”.

Z okazji 45-lecia „Odry” poprosiliśmy naszych autorów o wspomnienia o współpracy z pismem. Odpowiedzieli m.in. Ryszard Kapuściński, Hanna Krall, Lem, wrocławscy profesorowie: Janusz Degler i Jan Miodek, a Wisława Szymborska przysłała nam kartkę z życzeniami, z której zrobiliśmy okładkę.

<p>Kartka z życzeniami od Wisławy Szymborskiej na 45-lecie &bdquo;Odry&rdquo;</p> fot. Krzysztof Saj
Kartka z życzeniami od Wisławy Szymborskiej na 45-lecie „Odry”

To nie jest kartka pierwsza z brzegu, ale wycinankowa, taka w stylu noblistki, przygotowana specjalnie na jubileusz „Odry”. Życzenia składały pismu rozmaite postaci, a ich dobór był taki, jakiego mogła dokonać tylko Wisława Szymborska.

Nieoczekiwany telefon do Czesława Miłosza 

Laureatem Nagrody „Odry” był także Czesław Miłosz.

Na wręczenie nagrody nie mógł niestety z powodu choroby przyjechać osobiście. Ale sytuację uratowała Urszula Kozioł.

W trakcie uroczystości, gdy właśnie tłumaczyliśmy zebranej w Muzeum Architektury publiczności, dlaczego Czesław Miłosz nie może być z nami, Urszula stwierdziła, że może do niego po prostu zadzwonimy.

Pożyczyła od kogoś z sali komórkę, wyszła na scenę, zadzwoniła do poety, a on odebrał połączenie. Co prawda lekko zaskoczony, ale odbył z Urszulą rozmowę, którą przełączyliśmy na głośniki. Taka była Urszula. Takie rzeczy tylko w „Odrze”.

Jak zmieni się wkrótce „Odra”?

Dołączyłeś do zespołu „Odry” w 1989 roku, potem prowadziłeś tu dział publicystyki. Od ubiegłego roku jesteś redaktorem naczelnym miesięcznika. Co chciałbyś zmienić, co wprowadzić nowego, czasem koniecznego?

Chcę „Odrę”, przede wszystkim, otworzyć na zjawiska w kulturze, które pojawiły się w ostatnich dekadach, a trochę były pomijane.

Chciałbym, żeby „Odra” była bardziej przyjazna czytelnikom, łatwiejsza do czytania, choć to w najmniejszym stopniu nie oznacza obniżenia poziomu i zmiany tematyki. Temu będzie służyła zmiana layoutu na bardziej nowoczesny, i to mam nadzieję jeszcze w tym roku.

<p>Plakat z okazji 65-lecia &bdquo;Odry&rdquo; zaprojektował Tomasz Broda, ceniony wrocławski artysta, wsp&oacute;łpracujący z miesięcznikiem</p> fot. mat. pras.
Plakat z okazji 65-lecia „Odry” zaprojektował Tomasz Broda, ceniony wrocławski artysta, współpracujący z miesięcznikiem

Wiem, że nie wygramy wyścigu z Internetem i z mediami społecznościowymi, i nie zamierzam tego robić. Ale musimy pielęgnować to, co w „Odrze” było ważne przez lata – dawać mądry opis i komentarz do rzeczywistości, nadążać za tym, co najważniejsze w poezji i prozie, w filozofii, socjologii, historii, także polityce.

<p>Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika &bdquo;Odra&rdquo;, w tle obraz Edwarda Dwurnika&nbsp;</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Mariusz Urbanek w redakcji miesięcznika „Odra”, w tle obraz Edwarda Dwurnika 

Przez 65 lat istnienia „Odry” świat wielokrotnie stawał na głowie i robił dziwne wolty, wchodził też w ostre wiraże. Nie jest naszym zadaniem stawać na głowie i robić fikołki razem z nim , ale jest misją takich pisma jak „Odra” próbować to opisać. I zachować przy tym równowagę i przytomność umysłu.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama