Serial „Lalka” Netflixa – recenzja (kliknij, aby przejść)
6-odcinkowa „Lalka” Netflixa szturmem zdobyła uwagę Polaków. Jednych zachwyca (bo „odważna”, „świeża”, „współczesna”), innych oburza (bo „prostacka”, „wulgarna”, „profanuje Prusa”). Team „wolę oglądać” vs team „wolę czytać”. Są też tacy jak ja: „z radością - jedno i drugie”.
„Lalka” Netflixa - to nie jest romans kostiumowy w grzecznym wydaniu
Na początek rada dla licealistów: jeśli zapowiedzieli wam w szkole sprawdzian z „Lalki” Prusa, koniecznie przeczytajcie książkę. A serial obejrzyjcie na dokładkę. Najnowsza premiera Netflixa – co podkreślają twórcy – nie jest bowiem wierną adaptacją słynnej powieści wydanej w 1890 r. w Warszawie przez „Gebethner i Wolf”, publikowanej w odcinkach w latach 1887–1889 w „Kurierze Codziennym”.
Scenariusz autorstwa Pawła Demirskiego, Jagody Dutkiewicz i Pawła Maślony podchodzi do dzieła Prusa z dużą dozą dezynwoltury - nie tylko nie trzyma się ściśle opowiedzianej przez niego historii, ale momentami dość mocno ją zmienia (pasuje tu określenie „historia alternatywna").
Już sam dopisek na tytułowej stronie serialu: 16+, „przemoc”, „seks”, „wulgarny język”, „przemoc seksualna” - sugeruje, że nie będzie to romans kostiumowy w grzecznym wydaniu. I z całą pewnością nie jest. W tym sensie porównania do popularnego serialu „Bridgertonowie”, o których napisał „New York Times”, są adekwatne.
Uwaga! Reinterpretacja powieści Prusa
Twórcy serialu Netflixa puszczają oko do współczesnego widza, szczególnie tego młodego, który niekoniecznie przepada za szkolnymi lekturami. Na pierwszy plan wysuwa się niepokojąca, niejednoznaczna relacja Izabeli Łęckiej i Stanisława Wokulskiego – postaci z dwóch różnych światów. I pytanie: czy to jest miłość? Czy może już niebezpieczna obsesja?
Kto czytał książkę, ten wie, że blisko 700-stronicowa powieść opowiada nie tylko o relacji Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej (na czym skupia się serial), ale kładzie duży nacisk na ówczesną sytuację polityczną, konflikt pozytywizmu z romantyzmem i podziały klasowe społeczeństwa XIX wieku.
Serial Netflixa to wciąż jest opowieść o bogatym, pełnym kompleksów kupcu, który usilnie zabiega o względy rozpuszczonej panienki z wyższych sfer (kolejna dobra rola Tomasza Schuchardta, znanego chociażby z serialu „Breslau” na podstawie powieści Marka Krajewskiego). Tyle tylko, że twórcy interpretują tę historię po swojemu, nie trzymają się kurczowo realiów epoki (scena pojedynku z udziałem kobiet), dopowiadają niektóre wątki, a nawet wymyślają nowe, co dla części widzów jest już niewybaczalną zbrodnią.
„Lalka” Netflixa. Zobacz zwiastun!
Izabela - feministka, Wokulski - stalker
W „Lalce” Pawła Maślony (reżyser ma na swoim koncie m.in. bardzo dobry film „Kos”, przesiąknięty stylem Quentina Tarantino) bohaterowie mówią współczesnym językiem, zdarza im się siarczyście zakląć (nawet zbyt często), nie stronią też od używek. To postacie z krwi i kości. Barwne i niejednoznaczne. Choć widok Wokulskiego i Rzeckiego wciągających kokainę może być dla „literackich purystów” profanacją i „psuciem młodzieży”.
Ale zaskoczeń jest tu znacznie więcej. Miłosne zabiegi Wokulskiego momentami niebezpiecznie przypominają stalking, a stary, poczciwy subiekt Rzecki (w tej roli Dariusz Chojnacki) dostał zupełnie inne życie, niż to wymyślone przez Prusa.
Najciekawiej wypada w serialu wariacja na temat postaci Izabeli (znakomita Sandra Drzymalska, znana m.in. z „Breslau”, „Simony Kossak” czy „Białej odwagi”). Wyrachowana Bela wyrosła u Maślony na emancypantkę i dziewczynę z ambicjami, walczącą o prawa kobiet (przypomnijmy, że Prus napisał też „Emancypantki”). Owszem, zdradza, manipuluje, wodzi mężczyzn za nos, szasta pieniędzmi, wrzeszczy, płacze i kaprysi, ale ma też swój honor i chce spełniać marzenia.
To wreszcie bohaterka, której naprawdę można współczuć. Córka nieudacznika-alkoholika i notorycznego kłamcy (brawurowa rola Jacka Braciaka), często traktowana jak luksusowa lalka Barbie - na sprzedaż, czyli na wydaniu (patrz: reklama Netflixa - zestaw z lalką „Wspaniały świat Izabeli”), która koniecznie musi znaleźć męża. Bo żyje w czasach konwenansów i komeraży, w których brak męża to wielki wstyd nie tylko dla kobiety, ale i dla całej rodziny.
Plejada gwiazd
Słowem, jest odważnie, momentami nawet brawurowo. I mnie się ta nonszalancja podoba. Przyznaję, kilka razy przeszło mi przez myśl: „Oho! scenarzyści nieźle zaszaleli” i miałam wrażenie, że ta scenopisarska szarża posunęła się o krok za daleko (patrz: postać Orzeszkowej czy końcowa intryga). Ostatecznie jednak dałam się uwieść.
I choć tempo „Lalki" chwilami spada, nie zmienia to faktu, że serial Maślony to kawał dobrej rozrywki, balansującej na granicy kostiumowego romansu, thrillera, a nawet kryminału – świetnie zagranej – zarówno na pierwszym planie (wspomniani już Drzymalska, Schuchardt, Braciak), jak i na drugim.
Mamy tu plejadę gwiazd! Magdalena Cielecka jako Wąsowska, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik – prezesowa Zasławska, świetny Piotr Adamczyk jako baron Krzeszowski (mściwy i bufonowaty), Piotr Pacek - wyrachowany, ironiczny Starski czy Agnieszka Grochowska – Orzeszkowa.
Najtrudniej było mi się przekonać do Rzeckiego (Dariusz Chojnacki) - tak bardzo zapadła mi w pamięć świetna rola Tadeusza Fijewskiego z „Lalki” Wojciecha J. Hasa z 1968 r.
Koniecznie muszę też wspomnieć o znakomitej Marii Kani w roli służącej Marianny (aktorkę mogliśmy podziwiać na deskach Wrocławskiego Teatru Współczesnego). Nauka jedzenia drożdżówek w jej wykonaniu i Dariusza Chojnackiego to prawdziwa perełka.
Wrocław zagrał Warszawę w „Lalce” Netflixa
Serial Netflixa przenosi nas do świata XIX-wiecznych pałaców, sal balowych, rautów, pojedynków, wyścigów konnych, buduarów, ale też przytułków biedoty. Ogromnym atutem są tu wysmakowane i dopracowane w każdym calu kostiumy (Dorota Roqueplo), stylowa scenografia (Joanna Macha), ciekawe wnętrza i plenery.
Zdjęcia, których autorem jest Paweł Flis, były kręcone m.in. we Wrocławiu. Słynny sklep galanteryjny Wokulskiego powstał na ul. Szajnochy, Wokulski obwieścił światu swoje zamiary wobec Izabeli w Operze Wrocławskiej, a sceny z wyścigów konnych zostały sfilmowane na Partynicach. W serialu możemy też zobaczyć Plac Uniwersytecki i ulicę Gepperta.
Galeria zdjęć
Do tego wszystkiego dochodzą zapadające w pamięć sceny (np. wielki pożar na barkach przynoszący na myśl obrazy z „Ziemi obiecanej” Wajdy czy Izabela zajadająca smutki ciastami).
Całość dopełnia ciekawa, intrygująca muzyka, za którą odpowiada producent Baasch (Bartosz Schmidt). I choć niektórzy zarzucają, że ówcześni Warszawiacy mogli nie znać jeszcze „Carmen” Bizeta, której motyw pojawia się w serialu (prapremiera opery odbyła się w Paryżu w 1875 roku, a akcja „Lalki" rozgrywa się w latach 1878-1879), zupełnie mi to nie przeszkadza.
Prus wielkim pisarzem był
Powtórzę: ależ to się ogląda! Moim zdaniem narodowa dyskusja, która towarzyszy serialowi Netflixa, pokazuje tylko, że Prus wielkim pisarzem był.
Jestem przekonana, że dzięki serialowi wiele osób ponownie sięgnie po jego powieść, porzuconą na półce w czasach licealnych. Mało tego – ponownie albo po raz pierwszy obejrzy też wcześniejsze adaptacje książki – wspomniany już słynny, kręcony m.in. we Wrocławiu film Wojciecha J. Hasa (z Mariuszem Dmochowskim i Beatą Tyszkiewicz w rolach głównych) i serial telewizyjny Ryszarda Bera z 1977 roku (z Jerzym Kamasem i Małgorzatą Braunek). A w blokach startowych czeka już kolejna filmowa adaptacja - w reż. Macieja Kawalskiego (w kinach od 30.09).
Szykuje się zatem „lalkomania” na całego. Prus przewraca się grobie? Być może. Ale śmiem twierdzić, że dobrze mu to zrobi.
Z drugiej strony, czy to nie wspaniałe, że choć na chwilę oderwaliśmy się w Polsce od politycznych kłótni i przepychanek, tylko spieramy się o kulturę?
Autorka: Mariola Szczyrba
PS Wrocławska premiera filmowej adaptacji „Lalki" w reż. Macieja Kawalskiego z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską w rolach głównych już 29 września w Nowych Horyzontach. Nie mogę się doczekać. Koproducentem jest Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu. Zdjęcia również były kręcone m.in. w stolicy Dolnego Śląska.