WROCŁAW Na ludowo i z „Ogórkiem”. Majówka w Zajezdni | ZDJĘCIA

  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Wiadomości z regionu
  4. Szalona wyprawa „Z ziemi Tajskiej do Polski” jest już na mecie!
Kliknij, aby zobaczyć galerię
Wyprawa "Z Ziemi Tajskiej do Polski" dotarła do celu. W tle auta uczestników na mecie przed Muzeum Motoryzacji WENA w Oławie, w kółku Wrocławianin Grzegorz Kapsa. Muzeum Motoryzacji WENA w Oławie
Wyprawa "Z Ziemi Tajskiej do Polski" dotarła do celu. W tle auta uczestników na mecie przed Muzeum Motoryzacji WENA w Oławie, w kółku Wrocławianin Grzegorz Kapsa.

43 dni, 17 tys. km i 11 krajów, 3 blisko pięćdziesięcioletnie samochody – dwa Fiaty 125 p i jeden Polonez – oraz 5 uczestników, w tym Wrocławianin Grzegorz Kapsa. Wyprawa „Z ziemi Tajskiej do Polski” zakończyła się pełnym sukcesem, a uczestników przywitano po królewsku.

Reklama

Wyprawa „Z Ziemi Tajskiej do Polski” – pomysł mieszkającego na stałe w Tajlandii Pawła Frączyka – wystartowała 28 lutego z wyspy Phuket w Tajlandii, do celu, czyli do Muzeum Motoryzacji WENA w Oławie niedaleko Wrocławia, dotarła 11 kwietnia. Uczestniczył w niej Grzegorz Kapsa, Wrocławianin z Przedmieścia Oławskiego. 

Odespałem, ochłonąłem, wracam do rzeczywistości. Nie było mnie w domu w sumie 47 dni, z czego sama wyprawa zajęła 43. Absolutnie było warto. Gdyby nie to, że w ubiegłym roku poznałem Pawła i zaproponował mi udział w wyprawie, nie zobaczyłbym tylu miejsc i tylu krajów, nie poznałbym tylu fajnych ludzi. Każdy dzień był inny. Bywało trudno, ale i zabawnie, bo jesteśmy zgraną ekipą
Grzegorz Kapsa, Wrocławianin, który wziął udział w wyprawie Z Ziemi Tajskiej do Polski

Galeria zdjęć

Więcej zdjęć zrobionych przez Grzegorza Kapsę znajdziecie w galerii.

Dwa duże Fiaty i Polonez Borewicz

Auta – dwa Fiaty 125p z 1978 roku i Polonez Borewicz, rocznik 1980, wyeksportowane do Azji 45 lat temu i kupione tam za 700 dolarów za sztukę – choć często się psuły (a auto Grzegorza Kapsy najczęściej), ostatecznie sprostały wszystkim wyzwaniom i teraz staną się częścią muzealnej ekspozycji.

Uczestników wyprawy przywitano przy muzeum po królewsku.

17 tys. kilometrów, 11 krajów

Uczestnicy przejechali 17 tys. km przez 11 krajów: Tajlandię, Laos, Chiny, Kazachstan, Rosję, Gruzję, Turcję, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Słowację, Czechy i wreszcie Polskę.

Jechali w upale i w śniegu, po bezdrożach i w górach, przez miasta i wsie. Po drodze zdarzały się awarie, bywało trudno na granicach, nie zabrakło też fantastycznych chwil.

- Tajlandia to piękne drogi, słońce i nasze auta na tle palm - takich rzeczy często się nie ogląda. Laos? Chciałbym zapomnieć, bo chociaż trasa była krótka, mocno dała nam w kość. W Chinach najbardziej podobały mi się góry i widoki, ale i trochę zmarzliśmy, bo na jednym z odcinków był śnieg, a w tajskich wersjach naszych aut nie ma ogrzewania. Potem Kazachstan, Rosja, Gruzja, Turcja i pozostałe kraje, mamy co wspominać - mówi Grzegorz Kapsa. -  Bardzo podobała mi się Gruzja, a tam Batumi. Bardzo polecam, to moje odkrycie z tego wyjazdu.

O wyprawie pisaliśmy w naszym portalu na jej kilku etapach:

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama