Dzieje ulicy Traugutta we Wrocławiu sięgają średniowiecza. Obecna droga jest częścią dawnego traktu wiodącego do Oławy. W zachodniej części ulicy znajdował się setki lat temu cmentarz żydowski - przed tzw. Bramą Oławską. Ulicę zamykał, obecnie już 800-letni kościół św. Maurycego i równie stary kościół św. Łazarza, wraz ze szpitalem dla trędowatych (obecny budynek nr 54.)
Zabudowywanie całej ulicy zaczęło się w XVIII wieku. Powstały wówczas m.in. klasztor Bonifratrów czy Biały Folwark z Pałacem Biskupim (dziś Muzeum Etnograficzne). W XIX wieku budowano tu kamienice czynszowe i obiekty przemysłowe - drukarnia, odlewnia żelaza, fabryka maszyn i wiele innych. Wytyczono przecznice ulicy, a na początku XX wieku wybudowano szpital Bethanien.
Kamienica zbudowana z myślą o aptece
Aptekę pod Słońcem otwarto 28 lutego 1895 roku. Przez kolejne 22 lata prowadził ją Paul Joppich (aż do swojej śmierci). W 1917 roku interes przejęło jeszcze dwóch właścicieli - K. Flatau zarządzał apteką do 1939 roku, a W. Hübel do końca wojny.
Przez kolejne pięć lat był to interes prywatny. W 1950 roku dawną Sonnenapotheke (Aptekę Słoneczną) czyli aptekę "Pod Słońcem" przejęło państwo. I tak było do roku 1991, kiedy to ponownie przeszła w prywatne ręce.
Dotychczasowy, czwarty prywatny właściciel apteki, Andrzej Jelinowski opowiada, że kamienicę przy obecnej Traugutta 121 postawiono z myślą o sprzedaży leków. – Inwestor, który stawiał ten dom, robił to z myślą o aptece – mówi.
Tu kupowały leki całe pokolenia Wrocławian
Pan Andrzej prowadził aptekę do kiedy wystarczyło sił. – Koleje losu były takie, że zmuszeni byliśmy sprzedać część przedsiębiorstwa wraz z dzierżawą apteki. Funkcjonowała jakiś czas i obecnie zdecydowaliśmy, że wystawimy ją na sprzedaż. Mogłaby funkcjonować kolejne dziesięciolecia, gdyby nie przeciwności administracyjne – dodaje właściciel.
Wielu Wrocławian pamięta nie tylko zakupy w aptece. W tym miejscu pracowały setki farmaceutów. Każdy Wrocławianin - zarówno tu pracujący, jak i klient apteki powie, że to niezwykłe miejsce.
Meble pod opieką konserwatora
Wewnątrz apteki znajdują się oryginalne, przeszło stuletnie, robione na wymiar meble, wraz z drewnianym sufitem, będące pod opieką konserwatorską. To kunsztownie wykonany wystrój, w którego skład wchodzi nawet wiekowy zegar.
Na półkach dostrzeżemy też słoiki z nazwami substancji chemicznych. – Niektórych współczesna farmacja już nie pamięta – śmieje się pan Andrzej. Właściciel znalazł słoiczki w aptece po jej przejęciu.
Apteka znów na sprzedaż
Co tu teraz będzie? Nie wiadomo. Jarosław Bober z pośredniczącego w sprzedaży apteki biura Novo Nieruchomości mówi, że pomysłów było już wiele, choć nie zdradza tych, które wyszły od potencjalnych inwestorów. Wrocławianie chcieliby, aby był tu pub lub po prostu apteka.
Przyszły inwestor będzie musiał zaopiekować się wspomnianymi meblami. – Niewątpliwie są one ogromnym atutem tego lokalu. Jeśli przyszły inwestor będzie miał pomysł, jak wykorzystać ten potencjał w prowadzeniu biznesu, jestem przekonany, że jego potencjalni klienci to docenią. Jeśli zaś przyszły nabywca nie będzie miał pomysłu na ich wykorzystanie, czyli mówiąc krótko - meble nie będą mu potrzebne, o ich losie zdecyduje konserwator zabytków. Wierzymy, że znajdzie dla nich miejsce, np. w jakimś muzeum.
Cena wywoławcza za lokal: 2 mln zł. Pojawili się już pierwsi potencjalni inwestorzy, ale największy oddźwięk słychać z miasta. – Odzew przerósł nasze wyobrażenie, jest bardzo duży. Apteka przywołuje bardzo dużo wspomnień z lat młodości Wrocławian – przyznaje Jarosław Bober.
Galeria zdjęć