Odwiedzamy Billa w szpitalu Vratislavia Medica przy ulicy Szpitalnej. Niecały miesiąc temu przyleciał do Wrocławia, by wziąć udział w spotkaniu na swojej dawnej uczelni. Moment nieuwagi na schodach w Przejściu Świdnickim skończył się jednak dla niego złamaniem nogi. Bill przeszedł operację w szpitalu na Borowskiej. W tej chwili przechodzi rehabilitację. Czuje się już nieco lepiej i nie może doczekać się spotkania ze studentami. (Uniwersytet Ekonomiczny przełożył je na okres od 8 do 11 kwietnia.)
– W 1987 roku, dwa lata przed transformacją, przyjechałem tu z zespołem wokalnym z mojej okolicy w Pensylwanii – wspomina Bill. – W lipcu 1987 zagraliśmy koncert w Parku Południowym. Ze wszystkich koncertów, jakie zagraliśmy w ciągu tej dwutygodniowej podróży, tylko ten odbył się na zewnątrz. I była taka para studentów, chłopak i dziewczyna – którzy specjalnie szukali nas, bo chcieli posłuchać native speakerów. Mieliśmy okazję naprawdę porozmawiać. Byłem tym zafascynowany. A dwa dni później, kiedy już wyjeżdżaliśmy, jeden ze studentów zapytał mnie: „Dlaczego nie wrócisz i nie będziesz uczył na naszej uczelni ekonomicznej?” To były czasy zimnej wojny. Nikt nie robił takich rzeczy, a ja pomyślałem: „Rany, to byłoby niesamowite – pojechać do kraju kontrolowanego przez komunistów, zamieszkać tam przez rok, doświadczyć komunizmu i socjalizmu, a potem wrócić do domu i wykorzystać to w mojej pracy dydaktycznej, na kursie World Politics and Economics. Bo uczyłem o komunizmie i socjalizmie, ale tylko z książek – opowiada Minsker.
Pomysł wydawał się szalony. Ale Bill zaczął go realizować. Po powrocie do Ameryki spotkał się z pracownikami polskiej ambasady w Waszyngtonie oraz z grupą polskich naukowców w Pensylwanii. Złożył podanie o pracę i w roku akademickim 1989–90 został nauczycielem konwersacji z języka angielskiego w ówczesnej Akademii Ekonomicznej.
– Setki studentów przychodziło do niego na indywidualne lekcje. Nigdy nie oczekiwał za to pieniędzy. Wielu ludziom odblokował angielski – tak kilka dni wcześniej opowiadał mi o Billu jeden z jego byłych uczniów.
To co miało być przygodą na jeden rok, szybko stało się dla Billa czymś znacznie więcej. W 1992 roku założył fundację Pennsylvania Partnerships Abroad. Za jej pomocą wspierał programy stażowe, wymiany i projekty międzynarodowe dla setek studentów. Kilkudziesięciu szkołom w całej Polsce, dostarczał materiałów do nauki języka angielskiego. Był zaangażowany w zakładanie we Wrocławiu organizacji charytatywnych, takich jak Lions Club i Kiwanis.
Co polubił w naszym kraju? Mój rozmówca jednym tchem wymienia polskie jedzenie, polskie cmentarze (zdaniem Billa wyglądają one jak dzieła sztuki) i nasze więzi rodzinne. Silniejsze, intensywniejsze niż te, które obserwuje w Ameryce.
– Ludzie (w Polsce – przyp. red.) szukają pretekstów, żeby się spotkać. Imieniny, urodziny, chrzciny, pierwsze komunie, wesela, które trwają cały weekend. (…) Bardzo to cenię – podkreśla Minsker.
Czy jest coś, czego mu tutaj brakowało? Co chętnie zabrałby ze sobą z USA i przywiózł do Wrocławia?
– Jest jedna rzecz, nad którą naprawdę pracowałem z moimi studentami. To była potrzeba zaangażowania się zwykłych ludzi w życie społeczne. W Ameryce robimy to cały czas. Jesteśmy wolontariuszami. Ja sam jestem ochotniczym strażakiem. Nikt nie otrzymuje wynagrodzenia za taką działalność. Jest to część naszej kultury, która wywodzi się z najwcześniejszych czasów kolonialnych, kiedy osadnicy przybyli do Ameryki i musieli polegać na sobie nawzajem. Nie było rządu, nie było gospodarki, nie było społeczeństwa. Wszyscy musieli współpracować i tak robimy do dziś. Próbowałem więc zaangażować moich uczniów w różne działania, np. z Czerwonym Krzyżem. Zbieraliśmy też ubrania i buty dla Towarzystwa Brata Alberta, a moi studenci odwiedzali domy dziecka. Pomagali tym dzieciom w nauce, nawiązywali z nimi indywidualne relacje. I właśnie to starałem się zaszczepić moim uczniom. Że muszą przejąć odpowiedzialność za swoją społeczność. (…) To właśnie jest amerykański wolontariat. I on jest wszędzie. Po prostu wszędzie. I uwielbiam to. Po prostu to uwielbiam. To jest jedna z rzeczy, które bym tu przywiózł – mówi Bill Minsker.
Jeśli macie ochotę spotkać się i porozmawiać z Billem, wpadnijcie w sobotę 11 kwietnia o godzinie 10.00 na Uniwersytet Ekonomiczny. Na spotkanie obowiązują zapisy (link do formularza tutaj).