Z miasta Wyjątkowy bezpłatny koncert w kościele Boromeusza na Kruczej. Zagra organista Bazyliki Mariackiej [7 LISTOPADA]

  1. wroclaw.pl
  2. Akademicki Wrocław
  3. Aktualności
  4. Wśród lwów, żyraf i słoni. Rozmowa z archeozolożką z UWr
Kliknij, aby zobaczyć galerię
Kolaż 2 zdjęć. Z lewej prof. Marta Osypińska, archeozolożka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego , z prawej terenówka, uzywana przez zespół pani profesor podczas ekspedycji naukowej  Serengeti (Tanzania) Archiwum prof. Marty Osypińskiej
Kolaż 2 zdjęć. Z lewej prof. Marta Osypińska, archeozolożka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego , z prawej terenówka, uzywana przez zespół pani profesor podczas ekspedycji naukowej Serengeti (Tanzania)

– Pracowaliśmy wśród lwów, żyraf i słoni i tak jak one byliśmy fotografowani przez turystów. Żartowaliśmy, że archeolog to najrzadszy gatunek na sawannie – występuje tam tylko przez dwa miesiące w roku – mówi prof. Marta Osypińska, archeozolożka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego, szefowa międzynarodowego zespołu, który prowadził badania w Serengeti w Tanzanii.

Reklama

O prowadzonych w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii badaniach zespołu prof. Marty Osypińskiej, archeozolożki z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego pisaliśmy już w naszym portalu, więc teraz w skrócie: prof. Osypińska wraz ze swoim międzynarodowym zespołem i we współpracy m.in. z Tanzania Wildlife Research Institute realizuje projekt „Matecznik Serengeti” na terenach uznawanych za kolebkę ludzkości.

Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii Z archiwum uczestników ekspedycji do Serengeti (Tanzania)
Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii

Głównym celem naukowców jest zbadanie tzw. ostatniej ewolucji człowieka - czasów, gdy nasi przodkowie rozwijali cechy, dzięki którym zdołali potem zasiedlić całą Ziemię. Równolegle realizowany jest drugi projekt, kierowany przez dr Piotra Osypińskiego, męża pani prof., dotyczący społeczności pasterskich żyjących tam dużo później. W pracy przy obu projektach brało udział 17 osób.

To nie tylko pierwsze polskie tak duże polskie badania archeologiczne w Serengeti, ale też jedne z pierwszych, jakie w prowadzono w tym rejonie kiedykolwiek.
Prof. Marta Osypińska, archeozolożka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego

Prace w Serengeti zostały zaplanowane na 5 lat. Archeolodzy niedawno zakończyli pierwszy sezon badań.

– Napisaliśmy już raport z ekspedycji i myślimy już o pierwszych artykułach, które będą dotyczyć potencjału Serengeti jako miejsca badań – mówi archeozolożka. – Zajmujemy się także mnóstwem innych spraw, m.in. porządkowaniem gigantycznej dokumentacji fotograficznej, w tym tysięcy zdjęć, w tym zrobionych z drona geodezyjnego, dzięki którym powstaną wielkopowierzchniowe mapy. Jeszcze nigdy dotąd nie wydano naukowcom zgody na robienie takich zdjęć w tym rejonie. Jesteśmy pierwsi.

Galeria zdjęć

W Serengeti to zwierzęta są u siebie

Archeolodzy pracowali pod okiem i w towarzystwie żyjących na sawannie zwierząt. Każde z ich stanowisk miało formalną nazwę typu HCJ5, jednak w codziennych rozmowach mówili o nich „Kiboko” (czyli hipopotam w języku suahili), „Twiga” (żyrafa) – nazywali je tak od pierwszego stworzenia, jakie tam zobaczyli.

Podczas dwóch miesięcy wykopalisk widzieli całe mnóstwo mieszkańców sawanny, m.in. rodzinę słoni, przed którą uciekali do samochodu opiekujących się nimi rangerów, ryczącego hipopotama, lwy i inne dzikie koty, kobry, bardzo jadowite czarne mamby.

Galeria zdjęć

– Któregoś dnia na maskę auta wskoczył nam gepard i ani myślał się ruszyć, skoro już znalazł tak dobry punkt obserwacyjny. Spokojnie czekaliśmy aż mu się znudzi, bo w końcu na sawannie to zwierzęta są u siebie. W końcu przeciągnął się jak domowy kociak i zeskoczył – wspomina prof. Osypińska.

Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii Z archiwum uczestników ekspedycji do Serengeti (Tanzania)
Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii

Przy okazji naukowcy dowiedzieli się od rangerów, że od dzikich kotów groźniejsze są… bawoły, bo rozjuszone stado może stratować wszystko, co napotka na drodze.

Zwierzęta przychodziły też do bazy naukowców w Seronerze.

– Na samym początku misji słonie zniszczyły instalację, dzięki której przywieziona cysterną woda leciała z kranów. Nie było rady: trzeba było zamówić kolejną dostawę, całe 500 litrów, co nie było takie proste i oznaczało trzy dni bez mycia – wspomina pani prof. – Dwa razy dziennie odwiedzała nas rodzina pawianów z pawianiątkami, które lubiły się turlać po betonowym ganku i bujać na kablu od lampy.

Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii Z archiwum uczestników ekspedycji do Serengeti (Tanzania)
Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii

Przychodziły też hieny, góralki (zwierzęta wielości nutrii), trzy gatunki mangust, a na naszym dachu mieszkało stado nietoperzy białoskrzydłych. Punktualnie o godz. 18:35 (bo właśnie wtedy się ściemniało) całą chmarą wylatywały na zewnątrz.

– Życie wokół było tak bujne, że z domku do domku mogliśmy przechodzić tylko z latarkami i generalnie lepiej było nie kręcić się po zmroku – wspomina prof. Osypińska.

Czaszka pradawnej żyrafy, ozdoby ze strusich jaj, ostrza jak ze szkła

Archeolodzy przebadali łącznie 6 stanowisk. Prof. Osypińską najbardziej interesowały znalezione na nich kości zwierząt, które zjadali nasi przodkowie. Dzięki nim można się dowiedzieć m.in. tego, na które z nich polowali, jak i w jakich porach roku to robili, jak przygotowywali swoje posiłki.

– Znaleźliśmy też prawie kompletną czaszkę żyrafy plejstoceńskiej, zupełnie innej niż żyrafy współczesne, a także całą żuchwę nosorożca czarnego, dużo większego niż te, które żyją obecnie. Wśród naszych znalezisk są też szczątki ludzkie, co być może pozwoli nam postawić hipotezy na temat tego, jak nasi praprapraprzodkowie traktowali swoich zmarłych – mówi prof. Osypińska.

Archeolodzy obu zespołów wykopali także wiele innych rzeczy, np. paciorki z oszlifowanych fragmentów skorup strusich jaj, skorupy żółwi, z których – sądząc po śladach szlifowania – prawdopodobnie wytwarzali ozdoby, rozmaite narzędzia, w tym przepiękne groty i ostrza z kryształu górskiego, które wyglądają jakby były zrobione ze szkła.

Wszystkie te znaleziska pakowali do wielkich metalowych skrzyń, przewozili do bazy, a tam dzielili na kategorie, czyścili, badali, mierzyli, skanowali, opisywali.

– Mamy przeogromną ilość materiału, a to oznacza wiele nowych pytań, na które będziemy teraz szukać odpowiedzi – mówi prof. Osypińska.

Wykopane artefakty będą badane w Tanzanii podczas kolejnych sezonów obu projektów, natomiast ich próbki powinny jeszcze w tym roku dotrzeć do Polski, skąd trafią do europejskich laboratoriów, gdzie m.in. będą datowane różnymi metodami.

Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii Z archiwum uczestników ekspedycji do Serengeti (Tanzania)
Badania polskich archeologów w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii

„Tam naprawdę czuć, że to kolebka ludzkości”

Jak się pracowało na sawannie?

– Cudownie! Temperatura między 26 a 30 stopni (i to w czasie, gdy w Polsce było prawie 40-stopniowe upały!), czasem trochę kropiło. Tam naprawdę czuć, że to kolebka ludzkości: to idealne warunki do życia – mówi archeozolożka. – Zresztą nie tylko w tym rzecz. Współpraca z tanzańskimi naukowcami układała się świetnie, fantastycznie było też w bazie Seronera, gdzie wynajęliśmy dwa domy od TAWIRI (Tanzania Wildlife Research Institute). Wręcz nas tam rozpieszczano: kucharka, wspaniała kobieta o imieniu Very Nice („bardzo miła”), piekła nam bułki i robiła lody z lokalnych produktów.

To był bardzo udany sezon, choć nie miał nic wspólnego z leżeniem pod palmą: to praca niemal 24 godziny na dobę w myśl zasady, że każdy dzień pobytu trzeba wykorzystać do maksimum.
Prof. Marta Osypińska, archeozolożka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego

Logistyka to koronkowa robota

Badania badaniami, ale ważną – i niełatwą – częścią pracy szefowej wyprawy była logistyka.

– To była koronkowa robota: ludzie w zespole się wymieniali, np. archeobotaniczkę z Czech, Teresę Majerowiczową, zastępowała specjalistka od ceramiki prof. Agnieszka Czekaj-Zastawny z Krakowa, więc wyzwaniem było samo zsynchronizowanie wszystkich wyjazdów i przyjazdów, i to tak, żeby przy okazji dowieźć do bazy zakupy. Aruszę, gdzie jest lotnisko, dzięki od Saronary 200 km, ale tam to cały dzień jazdy po wertepach.

Były też inne komplikacje, np. odwołane albo przesunięte z powodu wojny na Bliskim Wschodzie loty.

– Ale wszystko się udało: nikomu nic się nie stało, a my zrobiliśmy wszystko, co zaplanowaliśmy, a nawet więcej. Zaprocentowało nasze 20-letnie doświadczenie zdobyte podczas wypraw do Sudanu i Egiptu – mówi archeozolożka.

Do Afryki wróci już w lutym

Prof. Osypińska pojedzie do Afryki już w lutym, żeby się zająć znaleziskami jednego ze stanowisk, a także dlatego, że Towarzystwo Zoologiczne z Frankfurtu zaprosiło polskich naukowców do zorganizowania stałej wystawy na temat odkryć archeologicznych w tym rejonie w zlokalizowanym w Serengeti centrum edukacyjnym, które będzie odwiedzane przez pół mln ludzi z całego świata rocznie.

– To dla nas wielki zaszczyt – mówi archeozolożka.

Kolejny sezon projektu „Matecznik Serengeti” zaplanowano natomiast na lato przyszłego roku.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama