WKS wygrywa 3:2 z Górnikiem Łęczna

Piłkarze Śląska odnieśli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie ekstraklasy. Wrocławianie pokonali w Łęcznej miejscowego Górnika 3:2, strzelając zwycięską bramkę w ostatniej akcji meczu.


Tak się złożyło, że wyniki trzech ostatnich spotkań pomiędzy tymi zespołami zostały ustalane w ostatnich akcjach meczu. We wrześniu ubiegłego roku gola na wagę zwycięstwa Śląska we Wrocławiu (2:1) zdobył Sebastian Mila. W rundzie rewanżowej w marcu bieżącego roku wrocławianie byli już praktycznie pewni zwycięstwa, gdy po błędzie Jakuba Wrąbela (przepuścił piłkę między rękoma i nogami) Tomasz Nowak wyrównał na 1:1. Tym razem doszło do słodkiej zemsty, bowiem po świetnym zagraniu Tomasza Hołoty, z bliska do siatki trafił Flavio Paixao. Arbiter tego spotkania nie wznawiał nawet gry od środka, lecz zakończył mecz. - Bardzo się cieszę z tego, że strzeliliśmy tę zwycięską bramkę w ostatniej akcji meczu. W marcu siedziałem tu na ławce rezerwowych i bardzo mi było żal Jakuba Wrąbela, po którego błędzie Górnik wyrównał. Kuba to bardzo utalentowany chłopak, a dostał wtedy taki cios – mówił po spotkaniu kapitan Śląska Mariusz Pawełek.

Ale zanim do tego wszystkiego doszło obserwowaliśmy pół godziny prawdziwej strzelaniny. Najpierw w 16 minucie Przemysław Pitry po pechowym zagraniu Mariusza Pawelca uzyskał prowadzenie, a już dwie minuty później Grzegorz Bonin niespodziewanie nawet dla siebie strzelił drugiego gola dla Górnika. – Gdybym miał 20 lat, to powiedziałbym, że tak chciałem, że był to strzał. Ja jednak dośrodkowywałem do Fiodora, ale cieszę się, że to tak właśnie wyszło. Z drugiej strony prowadząc szybko 2:0, nie możemy pozwalać przeciwnikowi wyrównać jeszcze przed przerwą – uczciwie przekonywał strzelec drugiego gola dla łęcznian.

Zawodnicy Śląska nie załamali się tak szybką utratą dwóch bramek i w 31 minucie było już 2:2. Najpierw Robert Pich fantastycznie przelobował Mariusza Pruska, a potem swojego drugiego gola w ekstraklasie w tym sezonie strzelił Kamil Biliński. – Znamy swoją siłę i tom 0:2 nas nie podłamało. Mamy jeszcze 45 minut na udowodnienie wynikiem swojej wyższości – mówił Biliński.

I rzeczywiście w drugiej połowie Śląsk zdominował wydarzenia na boisku. Wrocławianie posiadali ogromną przewagę. Oddali 16 strzałów na bramkę gospodarzy, z tego 6 celnych, ale albo pudłowali, albo udanymi interwencjami popisywał się Prusak, chcąc naprawić swoje niezbyt udane interwencje z pierwszej połowy.

Gdy już wydawało się, że mimo wszystko mecz zakończy się remisem doszło do pisanej na wstępie ostatniej akcji. – szacunek dla chłopaków, bo wróciliśmy z dalekiej podróży. Przegrywaliśmy 0:2, ale szybko to odrobiliśmy. To zasłużona wygrana, bo byliśmy lepszym zespołem. Trener powtarza nam co dzień, że nasza forma będzie zwyżkować – podsumował sobotni mecz Pawełek.

Górnik Łęczna - Śląsk Wrocław 2:3 (2:2)

Bramki: Pitry 16, Bonin 18 - Pich 22, Biliński 31 Paixao 94

Górnik: Prusak - Sasin, Szmatiuk, Bożić, Leandro, Bonin, Nikitović (74 Tymiński), Nowak, Pitry (46 Piesio), Cernych, Śpiączka

Śląsk: Pawełek - Pawelec, Celeban, Kokoszka, Dudu Paraiba - Hołota, Hateley - Flavio, Grajciar (83 Ostrowski), Pich (60 Danielewicz)- Biliński (69 Kiełb)

Zgłoś uwagę