„Love …a bez niej tylko mrok” - nowa książka Nadii Szagdaj

Nowa książka Nadii Szagdaj nie jest melodramatem ani romansem, choć może to sugerować tytuł. Jest kryminałem z elementami thrillera rozgrywającym się we współczesnym Wrocławiu. I to takim, który trzyma czytelnika w niepewności do końca.


Nadia Szagdaj w swojej najnowszej książce zmienia zupełnie sposób patrzenia na Wrocław. Już nie jest on tym pięknym, zachwycającym miastem, które pokazywała w Kronikach Klary Schulz. Współczesny Wrocław jest przerażający, brudny i złowieszczy. Nowa bohaterka Ineza Fischer pracuje jako dziennikarka – freelancerka pisująca do tabloidów o gwiazdkach i gwiazdeczkach. Właśnie zadebiutowała jako ghostwriterka biografią celebrytki, ale nie spełniło to jej zawodowych ambicji. Ineza marzy o tym, by napisać porządny śledczy reportaż. Przypadek sprawia, że trafia na zdjęcie swojej dawnej koleżanki ze szkoły Agnieszki Rutkowskiej, która zaginęła w nieznanych okolicznościach. Postanawia wyjaśnić jej zniknięcie.

Akcja powieści rozkręca się bardzo powoli. Autorka umiejętnie prowadzi wątki, z dużą wprawą potrafi wyprowadzić czytelnika na manowce – pojawiają się poboczne historie, postaci, które kierują bohaterkę w ślepe zaułki. Mamy wątek wariatki terroryzującej siekierą podwrocławską wieś, opowieść o transseksualnej relacji tancerzy i przyjaciółkę, która utknęła w toksycznej, przemocowej relacji.

Ineza stara się być racjonalna, ale bywa też chaotyczna, intuicyjna. Tej dwoistej natury nie poskromi nawet przystojny policjant Olaf Bieniek, z którym zawiązuje nieoficjalną współpracę. Zawodowa relacja bardzo szybko staje się prywatna. Ina zakochuje się, ale czytelnicy nie mają co liczyć na kryminał z wątkiem romantycznym. Ten związek prowadzi bowiem bohaterkę w świat, w którym nawet przysłowiowa kobieca intuicja nie sprawdza się. Zaczyna być mrocznie i przerażająco. Nic nie jest oczywiste, a kulminacyjny zwrot akcji jest naprawdę mistrzowski. Szkoda jednak, że akcja rozwija się tak długo. Chwilami za dużo w „Love” pobocznych wątków, które wymagałyby pociągnięcia, pogłębienia. Brakuje mi choćby wyjaśnienia dlaczego poszukiwana Agnieszka Rutkowska sprzeniewierzyła się zasadom etycznym swojego zawodu. Mam wrażenie, że Nadia Szagdaj chciała zmieścić w swojej książce wszystkie ciekawe historie, które udało jej się zebrać. Na szczęście wyrywamy się z tego gąszczu, by przeżyć spore zaskoczenie. Finał „Love” jest naprawę mocny. Warto.

„Love …a bez niej tylko mrok” Nadia Szagdaj, Wydawnictwo Bukowy Las

 

Zgłoś uwagę