Architekt NFM Ewa Kuryłowicz opowiada o budynku

Profesor Ewa Kuryłowicz nie jest wrocławianką, ale się nią właściwie czuje, bo z Wrocławiem związane są punkty zwrotne w jej karierze. Najpierw pierwszy w karierze konkurs na projekt Operetki Dolnośląskiej w 1975 roku (jej zespół przegrał, ale poznała męża Stefana Kuryłowicza), a dokładnie 30 lat później konkurs na gmach Narodowego Forum Muzyki (tym razem wygrany).

  • stefan ewa kuryłowicz

    Stefan i Ewa Kuryłowiczowie, projektanci gmachu Narodowego Forum Muzyki/fot. TRYGON Elżbieta Czyżewska

  • ewa stefan kuryłowicz

    Ewa i Stefan Kuryłowiczowie, NFM to projekt z ich pracowni/fot. TRYGON Elżbieta Czyżewska

  • narodowe forum muzyki schody

    Schody w narodowym Forum Muzyki/fot. Janusz Krzeszowski

  • nfm sala koncertowa

    Główna sala koncertowa na 1820 miejsc/fot. Janusz Krzeszowski


We wrześniu 2015 Ewa Kuryłowicz, wspólnie z architektami ze swojej pracowni świętowali 25-lecie istnienia firmy już w nowej sali koncertowej Narodowego Forum Muzyki. Słuchali Symfonii Tysiąca Gustava Mahlera w budynku zaprojektowanym przez nieżyjącego już Stefana Kuryłowicza i cały zespół.

Magdalena Talik: NFM to Pani Profesor oczko w głowie?

Profesor Ewa Kuryłowicz: Wszystkie projekty są dla nas ważne, ale ten z wielu względów jest szczególny, także dlatego, że to zlecenie publiczne. Dotychczas projektowaliśmy dla nauki, sportu, businessu, transportu publicznego, ale nie dla sztuki. Już samo wygranie konkursu 10 lat temu było niesamowite i nieporównywalne z niczym.

Wrocław też odegrał tu pewną rolę.

Zdecydowanie, bo słuchanie muzyki zawsze kojarzyło nam się z mężem z Wrocławiem, miastem fantastycznych festiwali i niezwykłych kościołów, w których rozbrzmiewa muzyka. Jako licealistka należałam do Koła Miłośników Sztuki przy warszawskiej Zachęcie i jeździliśmy na niezwykłe wycieczki zabytkoznawcze. Byliśmy także we Wrocławiu, Legnicy i Świdnicy. Poznałam wtedy Wrocław gotycki, barokowy. Niepowtarzalny.

Projektując NFM inspirowaliście się Państwo konkretnymi salami koncertowymi na świecie?

Polegaliśmy na wiedzy męża. Wygrał niegdyś konkurs na Operę Bałtycką, na Centrum Kultury i Muzyki w Katowicach, Operetkę Dolnośląską, robił doktorat z tematyki sal koncertowych i teatralnych, naprawdę się tym fascynował. Przed realizacją dużo czytaliśmy, oglądaliśmy przykłady, ale nie było bezpośredniej inspiracji. Z pewnością pomogły moje notatki i materiały, bo jeszcze jako studentka w 1974 roku przez semestr byłam w Stanach na stypendium i obejrzałam sale w nowym wtedy Orchestra Hall w Minneapolis, Symphony Hall w Bostonie, Roy Thomson Hall w Toronto, widziałam Juillard School of Music w Nowym Jorku i Carnegie Hall. Wszystkie doskonałe i podawane jako przykłady w wielu podręcznikach wzorcowych sal koncertowych.

W książce „Jak działa architektura. Przybornik humanisty” znakomity wykładowca Witold Rybczyński sugeruje, że najlepsze sale koncertowe powstały w XIX wieku.

Wymienione, jak Musikverein w Wiedniu, mają określone parametry, pięknie „grają”. Sala koncertowa jest jak instrument, który musi wybrzmieć. By do tego doszło wszystko ma znaczenie. Ustawienie krzeseł, odległości między nimi, tkanina, wykończenia. Od projektowania dużej skali sali schodzi się do detali. Ale i instrument, na pozór oczywisty, ma bardziej skomplikowaną budowę niż się nam wstępnie wydaje. Czy te XIX-wieczne są faktycznie najlepsze? Czas pokaże…

Gmach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach

Gmach zainspirowany został kształtem instrumentu

Raczej dotyczy to wykończeń – drewniane elementy z Prodemy, czyli wielu warstw forniru sklejonego żywicą, elementy złotej blachy – sugerują materiały, z których buduje się instrumenty muzyczne. 

Melomani po wejściu zobaczą wielką czarną ścianę z Corianu, sztucznego materiału do złudzenia przypominającego naturalny. Efekt nie będzie przytłaczający? Czerń ściany, białe balkony…

Nie, w tym miejscu miało być uroczyście i myślę, że proporcje holu wejściowego udały się doskonale. Nie boimy się tego czarno-białego foyer, bo podkreśla charakter tego budynku. Kiedy ubieramy się na wyjątkowe okazje też łączymy czerń z bielą. Zależało nam na czymś podniosłym, co dotrze do każdego, a nie chcieliśmy robić żadnych ornamentów, bo nie pasowałoby do architektury neomodernistycznej, w jakiej duchu powstał ten projekt - NFM.

Pochwalmy się. To jeden z największych kompleksów sal koncertowych w tej części Europy.

Na razie porównania można robić jedynie z budowaną w tym samym czasie Elbphilharmonie w Hamburgu. Mamy podobną pojemność sal, choć w Niemczech mają do dyspozycji 10 razy większy budżet na inwestycje. Z kolei sam budynek NFM jest nieco większy od Elbphilharmonie, bo pozostaje także siedzibą instytucji.

Filharmonia Szczecińska na okładce pisma "Icon"

W Polsce NFM też robi wrażenie.

Zgadza się, nawet mimo inauguracji kilku nowych obiektów w ostatnich latach, jak Opery Podlaskiej w Białymstoku, czy siedziby Filharmonii Szczecińskiej. Drugi ze wspomnianych projektów jest wyjątkowo udany. Został nagrodzony niezwykle prestiżową europejską nagrodą im. Miesa van der Rohe 2015. Mój mąż był m.in. w sądzie konkursowym na ten obiekt i bardzo chciał, by ta praca wygrała, bo była wizjonerska, niezwykła. Nie zapominajmy też o siedzibie NOSPR-u w Katowicach. Sala tamtejsza budzi sympatię. Wiem, że obawiano się, iż katowicką i wrocławską salę zainauguruje się w tym samym czasie. Teraz nie ma tego ryzyka, a NFM to ostatni budynek, na który się czeka z niecierpliwością. W Polsce na razie kończą się budowy wielkich obiektów kulturalnych. Teraz czas z nich korzystać!

Zgłoś uwagę