Blues Pills w Alibi: rockowa petarda! [ZDJĘCIA]

Istnieją raptem cztery lata, mają na koncie tylko jedną płytę studyjną, jedną live i kilka epek, a już dorobili się statusu gwiazdy. W czerwcu z powodzeniem występowali w Warszawie i Krakowie, wczoraj (12 lipca) zagrali w klubie Alibi. Działo się.

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków

    Blues Pills w Alibi fot. Tomasz Walków


Dorobili się statusu gwiazd chociaż grają muzykę rodem sprzed kilku dekad. Blues Pills nie tylko przecież wyglądają, jak żywcem wycięci z katalogu hipisowskiej mody z przełomu lat 60. i 70., ale i grają tak, jakby czas zatrzymał się gdzieś między wydaniem debiutu Led Zeppelin a trzecią płytą Fleetwood Mac. Ktoś powie, że to strasznie słabe – tak ostentacyjnie i bezwstydnie czerpać z przeszłości muzycznych gigantów. Że artysta powinien poszukiwać nowych brzmień, nowej muzyki, własnej drogi. Ale z drugiej strony już grunge nie był oryginalny, może więc wszystko już w rocku wynaleziono i zamiast silić się na wątpliwą w efekcie oryginalność, lepiej po prostu grać to, co się lubi, świadomie oddając hołd swoim ukochanym stylom i wykonawcom? Blues Pills wybrali chyba taki wariant swoich artystycznych poczynań i jednego im odmówić nie sposób: robią to z autentyczną pasją. To nie jest wydumany, groteskowy big-bit Ani Rusowicz, to prawdziwy oldskulowy, rasowy anglosaski rock, który już z płyty robi wrażenie, na żywo natomiast po prostu powala.  

Elin, frontmanka idealna

Bluesowe Pigułki live to prawdziwa petarda. Dorobek, jako się rzekło, mają jeszcze skromny, grali więc dość krótko, bo godzinę i dziesięć minut, ale zdołali w tym czasie doprowadzić Alibi do wrzenia. Od „High Class Woman” aż po zagrany na bis numer „Devil Man” wszystko się zgadzało, wszystko brzmiało doskonale, a publika, mimo potwornej duchoty, reagowała z wielkim entuzjazmem. Publika, co warto podkreślić, liczna i bardzo różnorodna – były wśród niej zupełne małolaty poniżej dwudziestki i stateczni panowie i panie pod sześćdziesiątkę. Byli i modni mężczyźni w kapelusikach, i gość w koszulce z logo deathmetalowego Vadera. I wszyscy oczywiście nie mogli oderwać oczu od Elin Larsson, wokalistki grupy, która nie tylko ma potężny głos, ale i fantastycznie wygląda. Ta dziewczyna ma nieprawdopodobną charyzmę i mnóstwo uroku, to idealna frontmanka, która odwala za doskonałych instrumentalnie, ale okropnie statycznych chłopaków całą najczarniejszą, ale i zarazem najbardziej wdzięczną robotę – przez cały koncert trzyma publiczność za twarz i nie pozwala nikomu nawet na moment zapomnieć, po co przyszedł do klubu. Czy bez niej Blues Pills tak ostro pięli by się w górę? Można mieć poważne wątpliwości.

Rock nie umarł

Oby jednak nigdy nie musieli rozważać tych dylematów, niech grają i nagrywają w tym składzie jeszcze długo. I niech jak najczęściej wpadają do Polski. A moda na odświeżanie starych muzycznych patentów również niech trwa, a co tam, jeśli ma ta muza brzmieć jak twórczość Blues Pills, nie ma co narzekać. Supportujące gwiazdę zespoły Strain i Katedra świetnie pasowały do szwedzko-międzynarodowej ekipy, dały sobie radę, porządny, inspirowany klasyką rock żyje więc i ma się dobrze. To nie jest żaden perfumowany trup, jak chcieliby nieżyczliwi, żaden umalowany zombie. Rock po prostu nigdy nie umarł i nigdy nie dał się pochować. Nie wiedzieliście?      

Zgłoś uwagę