34. PKO Wrocław za nami [RELACJA]

Kenijczyk Cosmas Mutuku z czasem 2:14:38 został niekwestionowanym zwycięzcą 34. PKO Wrocław Maratonu. Podium uzupełnili jego rodacy Too Silas Kiprono (2:18:37) oraz Kibire Moses Kipruto (2:18:55). Tuż za nimi finiszował najlepszy z Polaków – Paweł Ochal, który nie ukrywał radości z tego rezultatu. W pierwszej dziesiątce na metę przybiegł także Przemysław Dąbrowski na miejscu szóstym oraz Grzegorz Gronostaj, najlepszy z wrocławian, na miejscu dziewiątym.


34. PKO Wrocław Maraton – nowy rekord w klasyfikacji kobiet, niewiele zabrakło do pobicia rekordu wśród mężczyzn. Mimo upalnej pogody płaska trasa umożliwiła Kenijce pokonanie 42 195 metrów wrocławskimi ulicami w czasie 02:34:09. W ten sposób Stellah Jepngetich Barsosio ustanowiła nowy rekord wrocławskiego biegu. Poprzedni rekord (gorszy o 2 minuty i 6 sekund) również należał do Barsosio. 

W sumie do mety na Stadionie Olimpijskim dobiegło ponad 4120 osób. Nieoficjalne wyniki znajdują się na stronie: http://wyniki.datasport.pl/results1944/

Biegłeś w maratonie? Zobacz zdjęcia 

Skąpane w słońcu ulice Wrocławia po raz kolejny były świadkami rywalizacji najlepszych biegaczy długodystansowych. Pierwsi zawodnicy zaczęli się pojawiać w miasteczku sportowym na Stadionie Olimpijskim już o godzinie siódmej, a więc na dwie godziny przed planowanym startem imprezy. Zawodnicy zostali podzieleni na cztery grupy czasowe. Pierwsza z nich składała się z elity, która miała walczyć o końcowe zwycięstwo. W pierwszym szeregu ustawili się Kenijczycy, uchodzący za faworytów biegu, ale także ci, którzy rozpalali nadzieje gospodarzy na dobry wynik, a więc m.in.: Paweł Ochal, Przemysław Dąbrowski czy Grzegorz Gronostaj.

Wózkersi na start

Zanim jednak ruszyła cała machina, tymi, którzy pierwsi wyjechali na trasę, byli wózkersi, czyli zawodnicy połykający kolejne kilometry za pomocą tzw. handbike’ów. Biegacze, czy też jeźdźcy, poruszający się na rowerach ręcznych rozwijają na trasie średnią prędkość powyżej 30 kilometrów na godzinę. Dość powiedzieć, że zwycięzca rywalizacji wózkersów Krystian Giera rozwinął w tych trudnych warunkach atmosferycznych prędkość 39 km/h. Polak był bezkonkurencyjny w tej kategorii i zwyciężył z czasem 1:03:47, co jest najlepszym rezultatem w historii wrocławskiego maratonu. Zawodnik z Inowrocławia wyprzedził drugiego na mecie Zbigniewa Wandachowicza o blisko dwie i pół minuty. Do rywalizacji przystąpiło łącznie 24 wózkersów.

ł

Gorący bieg

Punktualnie o godzinie 9.00 na Stadionie Olimpijskim rozległ się głośny wystrzał reprezentanta wrocławskiego Bractwa Kurkowego, który oznaczał wybiegnięcie na ulice całej fali maratończyków. Przy energetycznych dźwiękach zespołu AC DC płynących z głośników rozgorzała na dobre walka o zwycięstwo w 34. PKO Wrocław Maratonie. Około 15 minut minęło, nim wszyscy uczestnicy wbiegli na aleję Różyckiego i pomknęli w stronę centrum miasta. Zaraz po nich na linii startu ustawili się ci, którzy chcieli pobiegać w gronie rodziny. Bieg Rodzinny to już tradycja przy okazji wrocławskiego maratonu. Na dystansie jednej mili olimpijskiej swoich sił we wspólnym biegu postanowiło spróbować blisko dwa tysiące rodziców z dziećmi. Nie obowiązywały żadne ograniczenia wiekowe, a głównym kryterium uczestnictwa w Biegu Rodzinnym były wyłącznie chęci samych startujących. Mogliśmy podziwiać tatusiów, którzy dzielnie biegli, pchając wózki ze swoimi pociechami, oraz mamy, trzymające dzieci w chustach uwiąznych na szyi. Tutaj nie było mierzenia czasu, ale liczyła się jedynie dobra zabawa i chęć spędzenia aktywnie czasu w gronie rodziny. Na czele tego wydarzenia pobiegła Iwona Lewandowska – reprezentantka Polski podczas niedawnych igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie zajęła świetne, 21. miejsce.

Już od samego początku biegu wykrystalizowała się czołówka, która, jak się później okazało, podzieliła miejsca w pierwszej piątce pomiędzy siebie. Już po pięciu kilometrach na prowadzeniu znalazło się czterech Kenijczyków, który do tego mementu biegli jeszcze razem, a różnice między nimi były minimalne. Niedaleko za plecami biegaczy z Afryki swoim równym tempem biegł Paweł Ochal. Polak biegł ambitnie i nie chciał odpuścić walki o maratońskie podium. Z każdym kolejnym kilometrem pogoda coraz bardziej dawała się we znaki zawodnikom. Lejący się z nieba żar wpływał na tempo biegu, które w początkowej fazie było naprawdę imponujące i dające nadzieję na pobicie już czternastoletniego rekordu trasy. Biegacze mieli do dyspozycji obecne na trasie kurtyny wodne, które choć na chwilę przynosiły ulgę sfatygowanym uczestnikom. Dodatkowo organizatorzy dosyć gęsto ułożyli na trasie punkty z wodą do picia oraz do polewania się. Nad zdrowiem zawodników czuwały też służby sanitarne postawione w stan wysokiej gotowości przez wzgląd na warunki atmosferyczne.

Od około ósmego kilometra na czele maratonu mieliśmy już samotnego lidera. Kyeva Cosmas Mutuku rozpoczął walkę z czasem i samym sobą, ponieważ jego rywale nie byli w stanie dotrzymać mu tempa. Za jego plecami podążali dwaj pozostali Kenijczycy Kiprono i Kipruto, którzy zgodnie biegli razem niemal do samej mety. Na piątym miejscu na kolejnych punktach pomiaru czasu cały czas utrzymywał się Paweł Ochal, który nie dawał się zerwać Afrykanom. Wszystko, co najciekawsze, wydarzyło się na ostatnich kilometrach. Cosmas Mutuku, zmierzający pewnie po zwycięstwo, cały czas miał szanse na pobicie rekordu trasy. Na blisko dwa tysiące metrów przed kreską „depnął” mocniej, ale to i tak było za mało, by osiągnąć historyczny rezultat. Ostatecznie Cosmas wbiegł na metę z czasem 2:14:38, wyprzedzając kolejnego zawodnika o blisko cztery minuty. Drugi „na kresce” zameldował się Too Silas Kiprono z czasem 2:18:37 i wyprzedził Kibire Mosera Kipruto o zaledwie 18 sekund (2:18:55)

Wielką wolą walki wykazał się Paweł Ochal. Zawodnik z Bydgoszczy doszedł do poprzedzającego go rywala i na ostatnich dwustu metrach, pomimo skrajnego wyczerpania, wyprzedził go i zajął 4. miejsce w tej trudnej, samotnej walce z kenijską koalicją. Jego czas to 2:20:36. Po biegu powiedział: – Walczyłem o przeżycie, walczyłem z pogodą. To był jeden z najcięższych maratonów, jakie miałem okazję przebiec. Dałem z siebie wszystko, to wystarczyło na czwarte miejsce, jestem zadowolony. Dziękuję organizatorom, wolontariuszom za dobre przygotowanie trasy.

Zapytany o najcięższy moment biegu powiedział – nie miałem jednego kryzysowego momentu, było bardzo ciężko na całej długości biegu. Zwykle kryzys łapie około trzydziestego kilometra, tutaj dzisiaj od samego początku było trudno. Mało było cienia, mało drzew, trzeba było naprawdę dużo pić i lać się wodą, żeby przetrwać – opowiadał na gorąco tuż za metą zmęczony Ochal.

W pierwszej dziesiątce na metę przybiegł także Przemysław Dąbrowski na miejscu szóstym oraz Grzegorz Gronostaj, najlepszy z wrocławian, na miejscu dziewiątym.

Znakomity rezultat padł w rywalizacji kobiet. Zwyciężczyni Stellha Barsosio Jepngetich osiągnęła czas 2:34:09, który jest nowym rekordem trasy wśród pań. Kenijka za poprawienie starego rekordu o dwie minuty i sześć sekund otrzymała od sponsorów i organizatorów przewidzianą w takich warunkach premię finansową.

Jako jedni z ostatnich do mety dotarli członkowie grupy turystycznej. To rozwiązanie, które sprawdziło się w trakcie poprzedniego półmaratonu, zainaugurowało teraz podczas biegu na pełnym dystansie. Członkowie grupy biegli z „pacemakerem”, który wcielał się w rolę przewodnika i opowiadał maratończykom o znajdujących się przy trasie zabytkach i atrakcjach Wrocławia.

Zgłoś uwagę