Teodor Currentzis – gwiazda festiwalu Wratislavia Cantans z genialną płytą

Znamy i nieraz powtarzamy stereotypy o tym, jakoby utwory kompozytora z danego kraju najlepiej wykonywali jego rodacy, choć dobrze wiemy, że to nieprawda. Polacy nie mają monopolu na interpretacje Chopina, tak jak Niemcy na odczytania Beethovena. Ale trudno nie zgodzić się z tym, że najbardziej wizjonerskie kreacje w symfoniach Piotra Czajkowskiego tworzą rosyjscy lub wywodzący się z tamtejszej szkoły dyrygenci. Jak Grek Teodor Currentzis, którego nagranie VI Symfonii dla Sony Classical jest sensacyjne.   

  • Czajkowski, Symfonia nr 6 „Patetyczna”, Teodor Currentzis, MusicAeterna, Sony Classical 2017

  • Teodor Currentzis dyrygował w Operze Wrocławskiej podczas festiwalu Wratislavia Cantans/fot. archiwum festiwalu


Wykonanie w wielkim stylu

Ostatnia z symfonii Piotra Czajkowskiego, przez niego samego była nazwana „tragiczną”, ale spopularyzowana została, już przez brata kompozytora, Modesta, pod inną nazwą – „patetyczna”. W języku polskim to słowo narzuca znaczenie „podniosła”, choć akurat rosyjskie określenie „patieticzeskaja” – oznaczające przede wszystkim „poruszająca, pobudzająca uczucia i emocje” – wydaje się idealnie definiować dzieło rosyjskiego mistrza.

Symfonia doczekała się wielu rosyjskich wykonań jeśli nie wybitnych, to absolutnie znakomitych. Wspaniale nagrali ją wielcy Jewgienij Mrawiński, Giennadij Rożdiestwienski, Władimir Fiedosiejew, wreszcie Walerij Giergiew. Urodzony w Atenach, ale wykształcony w petersburskim konserwatorium (w klasie Iljii Musina) Teodor Currentzis dołącza do tego grona w wielkim stylu. Jego nagranie z orkiestrą MusicAeterna śmiało można uznać za przełomowe, a w wielu fragmentach po prostu genialne. 

Teodor Currentzis dyryguje koncertową wersją „Łaskawości Tytusa” Mozarta podczas Festiwalu Wratislavia Cantans w 2017 roku/fot. Sławomir Przerwa

Kontrowersyjny Currentzis

Kariera Teodora Currentzisa, Greka, dla którego Rosja stała się drugim domem, to efekt ciężkiej, niemal laboratoryjnej, ale naznaczonej niezwykłą konsekwencją pracy z założonym przez siebie na Syberii zespołem MusicAeterna. W środowisku uchodzi za rebelianta. Jego odważne interpretacje klasycznych dzieł niejednokrotnie szokują (o czym przekonali się słuchacze festiwalu Wratislavia Cantans w 2017 roku, gdy pomiędzy sceny z Mozartowskiej opery „Łaskawość Tytusa” wplótł fragmenty Mszy c-moll tegoż).

Zaskoczenie wzbudza też sceniczny image – glany, spodnie rurki, wariacja na temat rubaszki, klasycznej rosyjskiej koszuli i fryzura bardziej pasująca do rockowego wokalisty niż dyrygenta orkiestry symfonicznej. 

Ale ów kontrowersyjny Currentzis jest przede wszystkim niezwykle autentyczny we wszystkim, czego dotyka. A muzykę wielbi ponad wszystko. Z takim samym entuzjazmem, z jakim wcześniej nagrywał opery Mozarta i koncert skrzypcowy Czajkowskiego, przeanalizował i podszedł do odczytania, a następnie nagrania Symfonii „Patetycznej”. W książeczce załączonej do płyty napisał obszerny esej zatytułowany „Zatruty melancholią albo „Love Will Tear Us Apart”, przywołując znaną piosenkę Joy Division, a w tekście wskazując m.in. na „Pieśni Maldorora” Comte de Lautréamonta i poezję T.S.Eliota w wyjaśnieniu tajemnicy ostatniego dzieła rosyjskiego kompozytora.

Symfonia pobudzająca emocje

Komponowana przy biurku na drugim piętrze wiejskigo domu Czajkowskiego w podmoskiewskim Klinie symfonia programowa (tak zapowiadał ją w liście sam twórca) bywała odczytywana jako dramatyczy obraz walki z losem, ale też ukazanie głównych etapów ludzkiego życia – od porywu poprzez miłość, rozczarowanie po śmierć. W liście do Władymyra Dawidowa, któremu dzieło dedykował, kompozytor donosił: „Stanowczo uważam ją za najlepszą, a w szczególności za najszczerszą z moich rzeczy.”

Currentzis wydaje się bezbłędnie czytać ostatnią symfonię Czajkowskiego. A wrażliwość, z jaką realizuje wszystkie agogiczne i artykulacyjne wskazówki autora zaskarbią mu oddanych, może nawet fanatycznych wyznawców. Tak pieczołowicie interpretowanych utworów i zarejestrowanych w tak niezwykły sposób z wykorzystaniem techniki nagraniowej (brawa dla inżynierów!).

W pierwszej części symfonii porywające crescendo przy wprowadzeniu drugiego tematu, potem piękne jego wyciszanie, by tym pełniej wybrzmiał klarnet (jak echo) i by tym bardziej dramatyczny stał się kontrast z wprowadzonym w szaleńczym pędzie tematem przetworzenia. Tu fortissimo wybrzmiewa z pełnym natężeniem.

A w punkcie kulminacyjnym przetworzenia smyczki, puzony i tuba dają nam żałobne wołanie poruszające do granic. I zaraz potem epickie crescendo, kiedy ponownie pojawia się liryczny drugi temat, a zaraz po nim wytchnienie. I przedziwnym trafem, my słuchacze, wyraźnie je odczuwamy. Aż do końcowego pizzicata smyczków i ostatniego uderzenia w kotły Currentzis i jego MusicAeterna nie pozwalają odetchnąć, odwrócić uwagi na sekundę. Takie cuda zdarzają się niezwykle rzadko. 

Druga część jest lżejsza, ale nie nazbyt lekka, beztroska, pozostaje niepokój (podbijany miarowym wybijaniem rytmu przez kotlistę). W części trzeciej precyzja smyczków i genialnych instrumentów dętych (blaszane!) zachwyca ponownie, a napięcie jest ogromne, ani na chwilę nie wypuszcza nas dyrygent z żelaznego uścisku w triumfalnym marszu.   

Posłuchajcie części trzeciej symfonii

I finał, w którym wybrzmiewa może niekoniecznie rezygnacja, ale niezgoda na poddanie się, a wycofywanie się następuje z niezwykłą energią, nie bez walki aż do granic wytrzymałości, bo puzon basowy wydaje nawet nie dźwięk, raczej charczy, na granicy możliwości swojej skali, a jeszcze jednej epickiej kulminacji, Currentzis wygasza zespół jakby niechętnie i finał wybrzmiewa w agresywnym niemal szmerze wiolonczeli i kontrabasów.   

Czajkowski autentyczny

To album, który nie tylko nie pozostawi obojętnym słuchacza, to album, który nim dogłębnie wstrząśnie. Teodor Currentzis nie tylko perfekcyjnie przygotował się do tej realizacji, włożył w nią, należy wnioskować, całe serce, jak robi to w przypadku wszystkich swoich projektów. Jego Czajkowski jest pełen życia, nie podręcznikowo poprawny, nie reżyserowany, albo dyrygowany. Mistyczny! Na taki album czeka się latami. 

Teodor Currentzis dyryguje zespołem MusicAeterna podczas festiwalu Wratislavia Cantans w 2017 roku/fot. Sławomir Przerwa



Zgłoś uwagę