Grad bramek w meczu przyjaźni

W piątkowy wieczór na Stadionie Wrocław doszło do emocjonującego meczu przyjaźni. Naprzeciw siebie stanęły bowiem drużyny Śląska Wrocław oraz Lechii Gdańsk. Dopingu na trybunach nie brakowało, a z podniesioną głową z murawy schodzili zawodnicy WKS-u, którzy po zaciętym pojedynku pokonali Lechię 3:2.

  • fot. https://www.facebook.com/StadionWroclaw/


Do piątkowego spotkania w nieco lepszych nastrojach przystępowali piłkarze Lechii Gdańsk, którzy po dwóch pierwszych kolejkach w ligowej tabeli zajmowali siódme miejsce. Śląsk, pomimo znaczących wzmocnień w letnim okienku transferowym, zanotował dwie porażki w Gdyni oraz Lubinie i trudno było go szukać wśród najlepszych drużyn Lotto Ekstraklasy. Pomimo wpadki w ostatnim spotkaniu trener Jan Urban postanowił nie zmieniać podstawowej jedenastki i na murawę desygnował identyczny skład, jakim w poniedziałek mierzył się z Zagłębiem.

Szybko wyprowadzony cios

Piłkarze Śląska Wrocław bardzo dobrze rozpoczęli pierwszą część spotkania. Już w piątej minucie po kombinacyjnym rozegraniu rzutu rożnego, Sito Riera miękko dośrodkował piłkę wprost na głowę kapitana WKS-u Piotra Celebana, a ten bez najmniejszych trudów umieścił futbolówkę w bramce strzeżonej przez Dusana Kuciaka. Tym samym Śląsk strzelając gola w pierwszej części meczu, przerwał niechlubną serię Lotto Ekstraklasy, 13. z rzędu bezbramkowych remisów po pierwszych 45 minutach gry.

Śląsk Wrocław bardzo długo nie pozwalał zawodnikom gdańskiej Lechii zbliżyć się do swojego pola karnego. Ta sztuka udała się podopiecznym Piotra Nowaka dopiero w 20. minucie meczu, jednak strzał Marco Paixao poszybował wysoko nad poprzeczką bramki Jakuba Wrąbla. Siedem minut później, po ładnym kontrataku drużyny gospodarzy, blisko podwyższenia wyniku był Michał Chrapek, jednak pomocnik wrocławian nie trafił czysto w piłkę i tym samym zmarnował bardzo dobre podanie Roberta Picha.

Dominacja potwierdzona

W 30. minucie spotkania Śląsk Wrocław potwierdził swoją dominację. Michał Chrapek podając ze swojej połowy, bardzo dobrze dostrzegł wychodzącego na czystą pozycję Jakuba Koseckiego, a ten za sprawą swojej szybkości, znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Nowy zawodnik WKS-u bez problemów minął ofiarnie interweniującego Kuciaka i posłał futbolówkę do pustej bramki, podwyższając tym samym wynik spotkania na 2:0 dla gospodarzy.

Pierwsza połowa nie przyniosła już więcej bramek i to podopieczni Jana Urbana schodzili do szatni w zdecydowanie lepszych nastrojach.

Obrót o 180 stopni

Tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania, bardzo dobrym podaniem w pole karne popisał się Paweł Stolarski, a tam najlepiej odnalazł się Marco Paixao i z najbliższej odległości zdobył kontaktowego gola. Piłkarze Śląska Wrocław chyba mentalnie zostali jeszcze w szatni wrocławskiego obiektu, bowiem zdecydowanie ustępowali miejsca na murawie gościom. Taki stan rzeczy doprowadził do tego, że od 52. minuty meczu mieliśmy już remis. Celne dośrodkowanie z rzutu rożnego Daniela Łukasika na gola zamienił ponownie Paixao, strzelając tym samym już trzeciego gola w tej ligowej kampanii. Warto zaznaczyć, że w przerwie Piotr Nowak dokonał aż dwóch zmian. W miejsce Schikowskiego pojawił się Grzegorz Kuświk, a Michała Nalepę zastąpił Mateusz Lewandowski.

Śląsk się otrząsnął i postawił kropkę nad i

Śląsk po zadanych ciosach otrząsnął się dopiero w 71. minucie. Najpierw na bramkę Duszana Kuciaka bardzo mocny strzał oddał Robert Pich, jednak golkiper gdańszczan wypiąstkował futbolówkę. Kilka sekund później ponowną próbę podjął Marcin Robak, ale i tym razem górą był słowacki bramkarz. Do bardzo groźnego incydentu doszło w 73. minucie spotkania. Daniel Łukasik brutalnie potraktował motor napędowy WKS-u Sito Rierę, który doznał poważnej kontuzji stopy i na noszach został zniesiony z boiska. Jego miejsce na murawie zajął Michał Mak.

Można jednak powiedzieć: co się odwlecze, to nie uciecze. W 79. minucie meczu piłkę z rzutu rożnego dośrodkowywał Cotra, golkiper gości minął się z futbolówką, a tą zaopiekował się Piotr Celeban i po raz kolejny w tym meczu wpisał się na listę strzelców.

W końcówce spotkania trener Urban posłał jeszcze na boisko kolejnego napastnika. W miejsce Jakuba Koseckiego pojawił się Arkadiusz Piech i choć nowy snajper WKS-u trzykrotnie próbował pokonać Kuciaka, wynik meczu nie uległ już zmianie. Po bardzo zaciętym pojedynku górą byli gospodarze, którzy w ostatecznym rozrachunku pokonali Lechię Gdańsk 3:2 i tym samym zanotowali na swoim koncie pierwsze punkty w tym sezonie.

Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk 3:2

Bramki: Celeban 5, 79, Kosecki 30 – M.Paixao 48, 52

Śląsk Wrocław: Wrąbel – Cotra, Tarasovs, Celeban, Pawelec – Srnić, Riera, Kosecki, Chrapek, Pich - Robak
Lechia Gdańsk: Kuciak – Nunes, Nalepa, Vitoria, Wawrzyniak – Stolarski, Matras, Łukasik, F. Paixao, Schikowski – M.Paixao

Zgłoś uwagę